Zresztą amerykańskie wybory mają „szczęście” do technologii, które początkowo wcale nie powstawały po to, by ingerować w politykę. Barack Obama był prekursorem wykorzystania mediów społecznościowych i narzędzi cyfrowych do mobilizacji wyborców i budowania swojego wizerunku. Później mieliśmy aferę Cambridge Analytica i wielką debatę o mikrotargetowaniu, rosyjskie farmy trolli i operacje wpływu, a po szturmie na Kapitol – bezprecedensową decyzję największych platform społecznościowych o zablokowaniu kont urzędującego prezydenta Donalda Trumpa. Nie zdążyliśmy jeszcze oswoić się z generatywną AI i zalewem AI slopu, a na horyzoncie pojawił się kolejny problem.
Rynki predykcyjne problemem podczas kolejnych wyborów
Tym problemem – przynajmniej według amerykańskich urzędników szykujących się na kolejne wybory – mogą być właśnie rynki predykcyjne. Amerykańskie instytucje i media zaczynają traktować go bardzo poważnie. Magazyn WIRED w opublikowanym 17 sierpnia artykule „Election Officials Are Preparing for Prediction Markets to Sow Chaos in the Midterms” opisuje obawy urzędników przed tym, jak obstawianie przyszłych „zdarzeń politycznych” może wpłynąć na przebieg i społeczną percepcję między innymi tegorocznych „midterms”. Obawy nie sprowadzają się do pytania, czy ktoś zarobi na trafnym przewidzeniu wyniku wyborów, lecz dotyczą sytuacji, w której kurs publikowany przez platformę predykcyjną może zacząć funkcjonować jak informacja o rzeczywistym stanie wyścigu wyborczego. Badanie przywołane przez WIRED pokazuje, że część odbiorców nie rozumie, co właściwie przedstawiają liczby wyświetlane przez rynki predykcyjne – i potrafi interpretować je jako wyniki sondaży, a nawet dane dotyczące już oddanych głosów. W takim świecie rynek, który miał jedynie przewidywać rzeczywistość, może zacząć tę rzeczywistość współtworzyć.
Pentagon w 2023 r. wycofał się z rozwijanego projektu Policy Analysis Market
Problem związany z rynkami predykcyjnymi nie jest nowy. Już w 2003 roku Pentagon wycofał się z rozwijanego przy udziale DARPA (Defense Advanced Research Projects Agency / Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych Departamentu Obrony) projektu Policy Analysis Market po fali krytyki związanej z możliwością obstawiania wydarzeń geopolitycznych, w tym konfliktów czy zamachów – cała sprawa została opisana przez The Guardian, a artykuł źródłowy wciąż można znaleźć w sieci. Dwie dekady później, podczas kampanii prezydenckiej w USA w 2024 roku, kontrowersje wywoływały wielomilionowe zakłady pojedynczych graczy na Polymarket, mogące istotnie przesuwać prezentowane przez platformę prawdopodobieństwo zwycięstwa poszczególnych kandydatów. Równolegle amerykańska CFTC (Commodity Futures Trading Commission / Komisja ds. Handlu Kontraktami Terminowymi na Towary – federalny organ regulujący i nadzorujący m.in. rynki instrumentów pochodnych. W przypadku rynków predykcyjnych CFTC odgrywa kluczową rolę, ponieważ część oferowanych na nich zakładów jest prawnie traktowana jako tzw. event contracts, czyli kontrakty, których rozliczenie zależy od wystąpienia określonego wydarzenia) od lat prowadzi spór o granice dopuszczalności kontraktów dotyczących wydarzeń politycznych. Problem był diagnozowany, opisywany i dyskutowany na długo przed tegorocznymi midterms.
Największe platformy prediction markets konsekwentnie przedstawiają swoje produkty jako rynki finansowe i informacyjne, a nie tradycyjny hazard czy bukmacherkę. W Stanach Zjednoczonych ma to fundamentalne znaczenie regulacyjne: kontrakty zdarzeniowe mogą podlegać nadzorowi Commodity Futures Trading Commission (CFTC), czyli federalnego regulatora rynku instrumentów pochodnych, zamiast stanowym regulacjom dotyczącym hazardu.
Polymarket i Kalshi wychodzą dziś poza niszę entuzjastów kryptowalut i traderów, wchodząc do świata popkultury i przede wszystkim sportu. Zawierają partnerstwa z największymi organizacjami sportowymi, pojawiają się przy transmisjach i wydarzeniach oglądanych przez setki milionów ludzi, a w ich promocję angażowane są rozpoznawalne postaci sportu i popkultury. Polymarket współpracuje między innymi z UFC, NFL, MLB, Serie A, ATP Tour, żeby wymienić tylko kilka. Prediction markets nie są już eksperymentem dla wtajemniczonych – są produktem masowym i walczą o kolejnych użytkowników, zanim zdążymy odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie ryzyka niesie ich upowszechnienie.
Nie ma jednego modelu przeciwdziałania
Jak podkreślają dziennikarze WIRED, amerykańscy urzędnicy pracujący przy wyborach na różnych szczeblach analizują potencjalne zagrożenia związane z rynkami predykcyjnymi, ale – jak wynika z artykułu – nie istnieje dziś jeden, wyraźny model przeciwdziałania ich możliwemu wpływowi na proces wyborczy. Problem jest tym poważniejszy, że pojawia się w społeczeństwie kompulsywnie korzystającym z mediów społecznościowych, w którym dostęp do ogromnej liczby informacji niekoniecznie oznacza zdolność do ich właściwego rozumienia.
Wybory: rynki predykcyjne potencjalnym mechanizmem wywierania wpływu
Wyniki z Polymarketu czy Kalshi, powielane przez media społecznościowe i podawane bez właściwego kontekstu, mogą przestać być wyłącznie próbą przewidywania rzeczywistości i same stać się narzędziem wpływu. Jeżeli odpowiednio duży kapitał pozwala przesunąć kurs dotyczący konkretnego kandydata, a następnie informacja o jego „70-procentowych szansach na zwycięstwo” zaczyna krążyć w mediach społecznościowych, powstaje mechanizm potencjalnie zdolny do wpływania na społeczne postrzeganie szans wyborczych. Nie musi nawet przekonać wyborcy do zmiany kandydata. Wystarczy, że wpłynie na jego przekonanie, kto wygrywa, kto przegrywa i czy jego własny głos ma jeszcze znaczenie. W skrajnym przypadku rynek predykcyjny nie tyle opisuje wówczas rzeczywistość polityczną, ile zaczyna uczestniczyć w jej kształtowaniu poprzez zmienianie kontekstu lub zamazywanie stanu faktycznego.
Monetyzowanie wiedzy o zdarzeniach [Przykłady]
Manipulowanie społecznym postrzeganiem rzeczywistości to nie jedyny problem, jaki wiąże się z rynkami predykcyjnymi i obszarem bezpieczeństwa. Rynki predykcyjne to przede wszystkim niezwykle prosty mechanizm „monetyzowania” wiedzy o zdarzeniach, które dopiero mają nastąpić, lub skutecznego wpływu na to, żeby nie wystąpiły. Nabiera to zupełnie innego znaczenia, kiedy dostęp do takiej wiedzy mają żołnierze, funkcjonariusze służb specjalnych czy pracownicy instytucji publicznych lub gospodarczych posiadający informacje niedostępne dla opinii publicznej.
Najbardziej spektakularny przykład ujawniono w kwietniu 2026 roku. Amerykańska prokuratura oskarżyła żołnierza US Army Special Forces – Gannona Kena Van Dyke’a – o wykorzystanie niejawnych informacji dotyczących przygotowywanej operacji schwytania Nicolása Maduro w Wenezueli. Van Dyke miał dostęp do niejawnych informacji o planowanej operacji, a jednocześnie obstawiał na Polymarket m.in., czy amerykańskie siły wkroczą do Wenezueli i czy Maduro zostanie odsunięty od władzy. Łącznie postawił około 33 tys. dolarów. Po przeprowadzeniu operacji i zatrzymaniu Maduro jego zysk miał wynieść około 410 tys. dolarów.
Problem nie dotyczy jednak wyłącznie Stanów Zjednoczonych. W lutym 2026 roku izraelskie służby poinformowały o zatrzymaniach w sprawie wykorzystywania tajnych informacji wojskowych do obstawiania wydarzeń na Polymarket. Wśród podejrzanych znalazł się major rezerwy izraelskich sił powietrznych, który ze względu na pełnioną funkcję miał dostęp do informacji dotyczących planowanych operacji wojskowych. Według izraelskiej prokuratury poufna wiedza była wykorzystywana do zawierania zakładów dotyczących m.in. terminu izraelskich uderzeń na Iran w czerwcu 2025 roku. W sprawie oskarżono również cywila Omera Ziva, a w śledztwie uczestniczył Shin Bet (izraelska służba bezpieczeństwa).
Bardzo intrygujący – między innymi dlatego, że do dziś nie znamy tożsamości części obstawiających – jest inny przypadek zakładów poprzedzających działania przeciwko Iranowi. Reuters opisywał rachunki, które tuż przed wydarzeniami geopolitycznymi zawierały wyjątkowo trafne zakłady dotyczące m.in. amerykańskich i izraelskich działań wobec Iranu. Nie ma dowodów pozwalających stwierdzić, że za tymi transakcjami stali ludzie posiadający informacje niejawne. Sam fakt pojawienia się dużych, niezwykle trafnych zakładów przed wydarzeniami militarnymi wywołał jednak w USA debatę o insider tradingu, etyce, a przede wszystkim bezpieczeństwie narodowym.
Rynki predykcyjne: informacja zmienia się w materialny zysk
Rynki predykcyjne nadają informacji nową właściwość: tajemnica dotycząca przyszłej decyzji politycznej (lub jej braku czy też zmiany) lub operacji wojskowej może zostać niemal natychmiast zamieniona w materialny zysk. W modelu stworzonym przez osoby z sektora defence, security i intelligence wiedza o przemocy pozwoliła pomnażać pieniądze.
Niejednoznaczność czy wręcz przekraczanie prawa przy łączeniu insider tradingu z rynkami predykcyjnymi ma zresztą w Stanach Zjednoczonych znacznie więcej kontekstów. My skupiamy się przede wszystkim na tych związanych z bezpieczeństwem narodowym, ale trudno przeoczyć wydarzenia ostatnich tygodni. Trump Media & Technology Group uruchomiła Truth API – usługę oferującą klientom, za opłatą sięgającą nawet 100 tys. dolarów miesięcznie, szybszy dostęp do postów publikowanych na Truth Social przez Donalda Trumpa i inne prominentne osoby.
- Wojsko wysyła karty mobilizacyjne do domów. Polacy muszą stawić się w wyznaczonym miejscu i czasie. Co to oznacza?
- Londyn sięga po broń atomową. Wielka Brytania obejmie parasolem nuklearnym sojuszników z Europy Północnej
- Powołania do wojska w 2027 r. Rząd opublikował projekt rozporządzenia. Oto limity
Przewaga czasowa w dostępie do informacji
Wpis prezydenta Stanów Zjednoczonych dotyczący ceł, wojny w Iranie, polityki gospodarczej czy konkretnej firmy może w ciągu sekund poruszyć rynkami. Nawet niewielka przewaga czasowa w dostępie do takiej informacji może mieć wymierną wartość. I chociaż dyskusja wokół Truth API koncentruje się przede wszystkim na rynkach finansowych i uprzywilejowanym dostępie do informacji, dokładnie ta sama przewaga może mieć znaczenie na rynkach predykcyjnych.
Co wspólnego z bezpieczeństwem narodowym i obstawianiem wyniku wojny z Iranem mają karty z Pokémonami albo piłkarzami?
Patrząc z polskiej perspektywy, łatwo uznać to wszystko za kolejny osobliwy problem Ameryki. Tyle że amerykańska „kultura zakładu” już dawno przestała być wyłącznie amerykańska. Żyjemy w jednej, globalnej przestrzeni popkulturowej: oglądamy te same gale UFC i ligi sportowe, śledzimy tych samych influencerów, korzystamy z tych samych platform i aplikacji. Polymarket i Kalshi wchodzą właśnie do tego świata jako kolejny produkt masowej rozrywki. Dlatego warto zadać także inne, pozornie absurdalne pytanie: co wspólnego z bezpieczeństwem narodowym i obstawianiem wyniku wojny z Iranem mają karty z Pokémonami albo piłkarzami?
Być może więcej, niż się wydaje. Kupując booster (zamkniętą paczkę) z kartami, dziecko płaci określoną kwotę, nie wiedząc, co znajdzie w środku. Może trafić kartę pospolitą, może również wyjątkowo rzadką, której wartość może sięgać setek tysięcy dolarów czy w ekstremalnych przypadkach milionów. Mechanizm ten jest na tyle bliski zachowaniom hazardowym, że stał się już przedmiotem badań naukowych. Opublikowane w 2026 roku międzynarodowe badanie obejmujące 1961 graczy wykazało dodatnią korelację między wydatkami na fizyczne paczki kart a problemowym hazardem. Autorzy zwracają uwagę, że zarówno paczki fizycznych kart, jak i cyfrowe loot boxy (gracz płaci pieniędzmi lub walutą w grze, nie wiedząc dokładnie, jaki wirtualny przedmiot otrzyma) wykorzystują mechanizm, w którym konsument może „wygrać”, otrzymując rzadki i wartościowy przedmiot, albo „przegrać”, otrzymując coś o niewielkiej wartości.
Nie oznacza to oczywiście, że dziecko kupujące karty Pokémon zostanie w przyszłości hazardzistą. Taka teza byłaby dużym nadużyciem. Pytanie jest inne: czy od najmłodszych lat nie oswajamy kolejnych pokoleń z kulturą, w której zapłacenie pieniędzy za niepewny wynik, emocje związane z losowością oraz możliwość otrzymania nagrody o wielokrotnie większej wartości stają się czymś zupełnie naturalnym? Jeśli później do tego samego ekosystemu dołączają loot boxy, skiny, zakłady sportowe, trading i wreszcie możliwość postawienia pieniędzy praktycznie na każde wydarzenie polityczne czy militarne, zaczynamy mówić nie o pojedynczym produkcie, ale o całej kulturze.
Odporność społeczna
W debacie o bezpieczeństwie narodowym często używamy słowa „odporność”. Zwykle myślimy wtedy o odporności na dezinformację, propagandę, cyberataki czy operacje wpływu. Być może, a nawet z pewnością, powinniśmy patrzeć szerzej. Odporność społeczeństwa zależy również od nawyków, które kształtujemy u jego najmłodszych członków, np. kolejnych generacji przyszłych funkcjonariuszy służb specjalnych. Powiązanie rynków predykcyjnych z kartami Pokémon może na pierwszy rzut oka brzmieć jak publicystyczna przesada. Ale zachowania, stosunek do ryzyka i oczekiwanie natychmiastowej nagrody nie pojawiają się nagle wraz z osiągnięciem osiemnastu lat. Kształtują się znacznie wcześniej.
Co powinno się zmienić?
We Frontline Foundation już kilkukrotnie wskazywaliśmy, że w strukturach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa potrzebna jest jednostka działająca w modelu zbliżonym do korporacyjnego działu Research & Development. Jej zadaniem nie byłoby reagowanie na zagrożenia, które już się zmaterializowały, lecz systematyczne mapowanie zjawisk, które dzisiaj mogą wydawać się nieoczywiste, marginalne albo wręcz niezwiązane z bezpieczeństwem. Rynki predykcyjne są dobrym przykładem takiego zjawiska. Jeszcze kilka lat temu można było traktować je jako technologiczną ciekawostkę na styku bukmacherki, kryptowalut i finansów. Dzisiaj pojawiają się w kontekście operacji wojskowych, informacji niejawnych, procesów wyborczych i odporności społecznej. Jutro problemem może być coś, czego dziś w ogóle nie klasyfikujemy jako zagrożenia.
W debacie publicznej o bezpieczeństwie zbyt często poruszamy się w granicach pojęć, które akurat są modne, dobrze funkcjonują w mediach albo są promowane przez algorytmy. Dzisiaj niemal obowiązkowymi słowami są „drony”, „dezinformacja” i „cyber”. Opisują one realne i poważne zagrożenia. Problem zaczyna się wtedy, gdy stają się granicą naszej wyobraźni o bezpieczeństwie. Państwo i jego instytucje powinny tymczasem patrzeć dalej – poza aktualny trend, poza cykl informacyjny i, przede wszystkim, poza horyzont wyznaczony przez kolejne wybory.
Bo czym ostatecznie będzie zwycięstwo partii w kolejnych wyborach, jeśli w dłuższej perspektywie Polska przegra walkę o swoją suwerenność? Bezpieczeństwo wymaga dzisiaj poszerzenia słownika, którym się posługujemy, ale przede wszystkim poszerzenia pola obserwacji. Państwo, które chce budować rzeczywistą odporność, nie może ograniczać się do reagowania na kryzysy. Musi próbować dostrzegać je, zanim staną się oczywiste.
Autor:
Łukasz Greszta
Dyrektor generalny Frontline Foundation
Doktor nauk społecznych w dyscyplinie nauk o bezpieczeństwie, absolwentka Wojskowej Akademii Technicznej. Stopień doktora uzyskała na podstawie rozprawy pt. "Koncepcja systemu bezpieczeństwa socjalnego Polski z uwzględnieniem zjawiska prekariatu", poświęconej wyzwaniom współczesnej polityki społecznej i rynku pracy. Specjalizuje się w zagadnieniach dotyczących polityki rodzinnej, rynku pracy oraz systemu zabezpieczenia społecznego.
