Forsal logo

Wywiad alarmuje, a NATO zastyga. Wypunktowała największą słabość Sojuszu

Rosyjscy żołnierze atakujący Ukrainą w 2022 r.
Wywiad alarmuje, a NATO zastyga. Wypunktowała największą słabość Sojuszu/Telegram
Służby mogą prawidłowo rozpoznać nadchodzące zagrożenie, a państwa NATO i tak nie zareagują na czas. Problemem nie zawsze jest bowiem brak informacji, lecz to, co dzieje się z nimi później. Pokazały to upadek Kabulu w 2021 r., rosyjska inwazja na Ukrainę w 2022 r. i zamach stanu w Nigrze w 2023 r. W każdym z tych przypadków ostrzeżenia zderzały się jednak z polityką, biurokracją albo przekonaniami decydentów.

Służby widzą zagrożenie. To jeszcze nie znaczy, że NATO zareaguje

Jak to możliwe, że służby prawidłowo ostrzegają przed zagrożeniem, a państwa NATO i tak nie potrafią na czas zareagować? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć Nikki Ikani, ekspertka NATO Defense College, w opublikowanej 7 września analizie "Heed the warning: how NATO can find and fill the gaps in its warning systems" (pol. "Nie lekceważyć ostrzeżeń: jak NATO może wykryć i usunąć luki w swoich systemach wczesnego ostrzegania").

Autorka przekonuje, że po kryzysach zbyt łatwo mówi się o "porażce wywiadu". Przyczyna niepowodzenia może leżeć także w sposobie przekazywania informacji, ich ocenie przez polityków albo uzgadnianiu wspólnego stanowiska przez sojuszników. Ikani pokazuje ten mechanizm na trzech przykładach.

Kabul upada, a brytyjskie władze są na urlopach

15 sierpnia 2021 r. talibowie zajęli Kabul. Nie oznacza to jednak, że Amerykanie wcześniej nie widzieli zagrożenia. Już w kwietniu ówczesny dyrektor CIA William Burns ostrzegał, że wycofanie wojsk niesie "poważne ryzyko". Służby nie potrafiły jednak prawidłowo ocenić tempa załamania się afgańskich władz i sił bezpieczeństwa. Jeszcze 8 lipca Joe Biden przekonywał, że przejęcie kraju przez talibów jest "wysoce nieprawdopodobne".

Jednocześnie Waszyngton trzymał się ustalonego wcześniej terminu zakończenia wycofywania wojsk – 31 sierpnia. Ikani podsumowuje, że choć ostrzeżenia służb były trafne, po ustaleniu terminu wycofania wojsk praktycznie zabrakło politycznej woli do zmiany kursu.

Obok USA Ikani przygląda się także Wielkiej Brytanii, jednemu z głównych państw NATO zaangażowanych w Afganistanie. Gdy Kabul upadał, premier Boris Johnson, szef MSZ Dominic Raab, wiceminister spraw zagranicznych odpowiedzialny za Afganistan Lord Ahmad oraz stały sekretarz w brytyjskim MSZ, czyli najwyższy rangą urzędnik tego resortu, byli jednocześnie na urlopach. Koordynacja działań została sparaliżowana, dopóki rozwój wydarzeń nie zmusił ich do powrotu.

Amerykanie widzieli inwazję. Niemcy widzieli ćwiczenia

Jeszcze wyraźniej problem było widać przed rosyjską inwazją na Ukrainę 24 lutego 2022 r. Już jesienią 2021 r. amerykańskie służby zdobyły informacje z różnych szczebli rosyjskich struktur politycznych i wojskowych. Trafnie przewidziały termin inwazji, ruchy rosyjskich wojsk, a nawet atak na lotnisko Hostomel. Pomyliły się natomiast w ocenie przebiegu wojny – przeceniły możliwości rosyjskiej armii i nie doceniły zdolności Ukrainy do stawienia oporu.

Niemiecki wywiad BND również wykrył ruchy rosyjskich wojsk, ale w Berlinie wyciągano z nich inne wnioski. Jeszcze w połowie lutego niemieckie władze uważały inwazję za mało prawdopodobną. Ówczesny wicekanclerz Robert Habeck przyznał później, że koncentrację Rosjan traktowano jako "ćwiczenia" i zakładano, że "najgorsze się nie wydarzy".

Jak bardzo Berlin nie docenił zagrożenia, pokazały pierwsze godziny inwazji. Szef BND Bruno Kahl przebywał wtedy w Kijowie i musiał zostać ewakuowany przez siły specjalne.

USA i Wielka Brytania uważały rosyjski atak za nieuchronny, podczas gdy Niemcy i Francja nadal wierzyły w możliwość rozwiązania dyplomatycznego. Państwa miały dostęp do zasadniczo podobnych informacji, ale NATO nie zdołało na czas pogodzić ich sprzecznych interpretacji.

"Spokojnie, mamy sytuację pod kontrolą". Kilka miesięcy później doszło do puczu

Trzeci analizowany przez Ikani przypadek to zamach stanu w Nigrze z 26 lipca 2023 r. Dla Zachodu był to poważny cios: obalony prezydent Mohamed Bazoum należał do najważniejszych partnerów USA i Francji w Sahelu, a Niger odgrywał istotną rolę w walce z islamistycznymi ugrupowaniami w regionie. Szef francuskiego wywiadu DGSE twierdził później, że ostrzegał o zagrożeniu już w styczniu. Emmanuel Macron miał jednak po puczu stwierdzić: "Niczego nie zauważyliśmy".

Jeszcze większe rozbieżności panowały w USA. Szef placówki CIA w Nigrze kilka miesięcy przed przewrotem uspokajał: "Nic takiego się nie wydarzy. Spokojnie, mamy sytuację pod kontrolą". Tymczasem analitycy AFRICOM, czyli amerykańskiego dowództwa wojskowego odpowiedzialnego za Afrykę, ostrzegali, że pucz może nastąpić "w każdej chwili". Ich oceny nie dotarły jednak na czas do najważniejszych decydentów.

Te same informacje, zupełnie inne wnioski. Tu NATO ma największy problem

To właśnie tutaj Ikani dostrzega największą słabość. NATO przez lata rozbudowywało system wymiany informacji, ale państwa dysponujące podobnymi danymi nadal mogą wyciągać z nich zupełnie inne wnioski. We wszystkich trzech analizowanych kryzysach Sojusz miał problem z szybkim pogodzeniem sprzecznych ocen i wypracowaniem wspólnego stanowiska, które można było przełożyć na działanie.

Ikani proponuje kilka konkretnych zmian. Jeśli państwa NATO różniłyby się w ocenie zagrożenia, każde z nich przedstawiałoby krótko, czego się spodziewa, jakie jest prawdopodobieństwo takiego scenariusza i kiedy może się on wydarzyć. Na tej podstawie powstawałaby "mapa rozbieżności", pokazująca, w których punktach oceny sojuszników najbardziej się różnią. Jeśli różnice utrzymywałyby się mimo kolejnych informacji, sprawa trafiałaby na wyższy szczebel polityczny NATO.

Specjalne zespoły miałyby z kolei celowo podważać dominującą ocenę sytuacji i sprawdzać, czy NATO nie przeoczyło alternatywnego scenariusza. Sojusz mógłby również z góry ustalić działania uruchamiane po pojawieniu się określonych sygnałów – np. przygotowanie ewakuacji, wzmocnienie ochrony wojsk, pomoc w cyberobronie czy skoordynowaną reakcję dyplomatyczną. Po każdym poważnym zaskoczeniu, a także sytuacji, w której tylko niewiele brakowało do podobnego niepowodzenia, NATO miałoby w ciągu 30 dni przeanalizować cały proces ostrzegania i ustalić, gdzie informacja utknęła albo została źle oceniona.

Ten sam mechanizm może okazać się szczególnie niebezpieczny podczas przyszłego kryzysu z Rosją. W przeprowadzonej pod koniec 2025 r. grze wojennej Rosjanie zajęli część Litwy, zanim NATO zdołało skutecznie zareagować. Scenariusz zakładał jednak, że Moskwa zaskoczy Sojusz. Analiza Ikani pokazuje, że do opóźnienia reakcji wcale nie musi być potrzebne zaskoczenie – ostrzeżenia mogą pojawić się wcześniej, a mimo to nie doprowadzić na czas do działania.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
W. Rodak
Wojciech Rodak

Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraWywiad alarmuje, a NATO zastyga. Wypunktowała największą słabość Sojuszu »
Zapisz się na newsletter
Zapisz się na newsletter Forsal.pl „Bezpieczeństwo” i otrzymuj najważniejsze informacje dotyczące bezpieczeństwa w Polsce i na świecie.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj