Forsal logo

Muszą dogonić Chiny. USA są blisko złamania zasady, której trzymają się od 100 lat

Fregata Royal Navy
Muszą dogonić Chiny. USA są blisko złamania zasady, której trzymają się od 100 lat/Shutterstock
Chiny mają dziś największą flotę wojenną świata pod względem liczby okrętów, dlatego USA próbują podkręcić tempo rozbudowy własnych sił morskich. Problem w tym, że amerykańskie stocznie nie są w stanie budować nowych jednostek wystarczająco szybko. Dlatego Biały Dom i marynarka rozważają, by pierwsze okręty nowej klasy fregat powstały w Japonii, Korei Południowej lub Turcji. Byłoby to odejście od ponadstuletniej praktyki budowania amerykańskich okrętów wojennych wyłącznie w kraju.

Japonia, Korea czy Turcja?

Jak ustalił amerykański serwis militarny USNI News, w grze są trzy konstrukcje: eksportowa wersja japońskiej fregaty typu Mogami koncernu Mitsubishi Heavy Industries, południowokoreańska fregata typu Chungnam oraz turecka typu Istanbul. Turecka konstrukcja trafiła na listę rozważanych propozycji po rozmowie władz tego kraju z Donaldem Trumpem przy okazji lipcowego szczytu NATO.

Amerykanie rozważają, by nawet dwa pierwsze okręty nowej klasy zbudowały zagraniczne stocznie. Produkcja kolejnych fregat zostałaby przeniesiona do USA. – Prezydent polecił marynarce zdecydowanie zwiększyć moce produkcyjne amerykańskich stoczni, korzystając również z wiedzy i doświadczenia przemysłowego naszych sojuszników – powiedział USNI News kmdr Ron Flanders.

Nowe fregaty są potrzebne także dlatego, że Amerykanie wykorzystują dziś duże i drogie niszczyciele typu Arleigh Burke do zadań, które mogłyby wykonywać mniejsze okręty. – Marynarka nie może działać, mając do dyspozycji okręty tylko jednej wielkości – tłumaczył kontradmirał Brian Metcalf. Fregaty mogłyby m.in. eskortować inne jednostki i działać na mniej zagrożonych akwenach, dzięki czemu niszczyciele można byłoby kierować do trudniejszych zadań.

Grunt badano jeszcze za Bidena

Już za prezydentury Joe Bidena Amerykanie zaczęli szukać sposobu, by z pomocą zagranicznych stoczni szybciej rozbudowywać własną flotę. We wrześniu 2023 r. ówczesny sekretarz marynarki Carlos Del Toro mówił o potrzebie współpracy z przemysłem stoczniowym najbliższych sojuszników USA. Kilka miesięcy później pojechał do Japonii i Korei Południowej, gdzie odwiedził m.in. stocznie Mitsubishi Heavy Industries, Hanwha Ocean i HD Hyundai.

Del Toro nie ukrywał, że zrobiły na nim wrażenie. W kwietniu 2024 r. przyznał, że amerykański przemysł stoczniowy przez dziesięciolecia podupadał, a współpraca z Japonią i Koreą mogłaby pomóc zwiększyć tempo budowy okrętów. Rozważano wówczas m.in. budowę za granicą modułów do amerykańskich okrętów. Wkrótce pojawił się pierwszy konkret: w czerwcu 2024 r. koreańska Hanwha przejęła stocznię Philly Shipyard w Filadelfii.

Administracja Trumpa idzie jednak dalej. Sierpniowe memorandum Białego Domu pozwoliło ze względów bezpieczeństwa narodowego ominąć przepisy zabraniające przyjmowania do służby okrętów wojennych zbudowanych za granicą. Amerykańska marynarka ma teraz przeanalizować zagraniczne konstrukcje, a wyniki mają być gotowe do 12 listopada.

Chiński przemysł stoczniowy odjechał Amerykanom

Skala problemu jest duża. Według USNI News pod koniec sierpnia amerykańska flota liczyła 290 jednostek. Już kilka lat temu Pentagon oceniał chińską flotę na ponad 370 okrętów i prognozował dalszy szybki wzrost. Do 2030 r. ma ona liczyć 435 jednostek.

Jeszcze większa przepaść dzieli przemysł obu państw. John Culver, były analityk CIA, który przez dziesięciolecia zajmował się chińską armią, zwracał uwagę, że sama stocznia Jiangnan pod Szanghajem ma większe moce produkcyjne niż wszystkie amerykańskie stocznie wojenne razem wzięte. Jeszcze mocniej skalę różnicy pokazują dane amerykańskiej marynarki. Według jej wyliczeń moce chińskiego przemysłu stoczniowego, mierzone tonażem budowanych jednostek, są aż 232 razy większe od amerykańskich.

Culver ocenia, że poza wojną podwodną trudno dziś wskazać obszar działań morskich, w którym USA zachowały wyraźną przewagę nad Chinami. Amerykanie muszą więc znacznie przyspieszyć rozbudowę floty. Sięgnięcie po zagraniczne stocznie pokazuje, jak poważnym problemem stała się dla Waszyngtonu przewaga chińskiego przemysłu stoczniowego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
W. Rodak
Wojciech Rodak

Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraMuszą dogonić Chiny. USA są blisko złamania zasady, której trzymają się od 100 lat »
Zapisz się na newsletter
Zapisz się na newsletter Forsal.pl „Bezpieczeństwo” i otrzymuj najważniejsze informacje dotyczące bezpieczeństwa w Polsce i na świecie.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj