Polska ma ludzi, infrastrukturę, uczelnie, ambicję i coraz lepsze narzędzia, a mimo to intensywność wdrożeń innowacji pozostaje zbyt niska. – To paradoks innowacji: mamy wiele elementów systemu, ale one zbyt często nie pracują razem – ocenił dr Pilewicz. Nie brakuje więc pojedynczych części układanki, lecz mechanizmu, który sprawi, że przestaną leżeć w osobnych szufladach.
Silosy zamiast jednej drogi do innowacji
Rozmówca DGP wskazywał, że przedsiębiorca lub startupowiec, który chce znaleźć partnera naukowego, finansowanie albo wsparcie technologiczne, porusza się dziś po krajobrazie pełnym instytucji, programów i dobrych intencji. – Z perspektywy firmy to często nie jest ekosystem, tylko labirynt. Przedsiębiorca nie powinien zaczynać od pytania, do której instytucji ma pójść, lecz od tego, kto najlepiej rozumie jego problem – zauważył dr Pilewicz .
Zwrócił uwagę, że państwo dysponuje publicznymi bazami patentów, danymi o naukowcach i akademickimi repozytoriami wiedzy. – To są zasoby, za które już zapłaciliśmy jako społeczeństwo. Pytanie brzmi, czy potrafimy je tak połączyć, żeby przedsiębiorca dostał prostą odpowiedź: tu jest technologia, tu jest człowiek, tu jest laboratorium, tu jest możliwa ścieżka wdrożenia – mówił. Symboliczny przykład? Brak prostej, centralnej ścieżki typu „innowacje” w publicznych serwisach dla biznesu.
Wzorców nie trzeba wymyślać od zera. W Portugalii odpowiednik polskiego systemu wsparcia innowacji buduje rozwiązania oparte na repozytoriach i wirtualnym asystencie, który prowadzi przedsiębiorcę do właściwych zasobów. We Włoszech platforma Knowledge Share łączy oferty uczelni, patenty, licencje, startupy i spin-offy, dając przedsiębiorcy odpowiedź w czasie, który w biznesie ma znaczenie: liczonym nie w miesiącach, lecz w dniach.
W tej opowieści technologia nie jest gadżetem, lecz efektywnym narzędziem porządkowania instytucjonalnego chaosu. – Algorytm nie zastąpi zaufania, ale może doprowadzić ludzi do pierwszego spotkania. Może skrócić dystans między potrzebą firmy a kompetencją naukowca – zaznaczał Tomasz Pilewicz. Matchmaking, sprawny system doboru mają wskazać naukowca, laboratorium, patent, mentora, inwestora albo program, który pasuje do konkretnej potrzeby firmy. Mnóstwo zależy też od networkingu – moc relacji potrafi przełamać niemal wszystkie bariery.
Trwała współpraca zaczyna się od pytania „dlaczego”
Dr Pilewicz podkreślił, że uczelnie nie powinny zaczynać od katalogu tego, co mogą zrobić, lecz od poszukiwania sensu, czyli zadania sobie pytanie: po co to robią i jaki problem chcą rozwiązać. – Efektywność bez pytania „dlaczego” staje się pustym sloganem. Współpraca z biznesem powinna mieć cel wyższego rzędu i horyzont dłuższy niż jeden projekt – zauważył naukowiec. Dlatego relacja nauki i biznesu musi być obliczona na trzy, pięć, dziesięć lat, a nie tylko na jednorazowe zlecenie czy grant.
SGH próbuje budować taki model przez stałą obecność przedsiębiorstw w życiu uczelni. Klub Partnerów SGH, Klub Przedsiębiorców SGH, Miedzykolegialne Centrum Inkubacji i Akceleracji Starupów SGH, inicjatywy wokół technologii kosmicznych czy program MBA for Startups tworzą przestrzeń regularnych spotkań, zaufania i wymiany. Ważne są także nieformalne obiegi wiedzy: grupy komunikacyjne, rekomendacje, kuluary, w których rodzi się praktyczna współpraca.
To ważne także kulturowo. Polska gospodarka długo uczyła się konkurencyjności rozumianej jako gra o sumie zerowej. Tymczasem w innowacjach coraz częściej wygrywa ten, kto potrafi dzielić się wiedzą, otwierać drzwi innym i korzystać z cudzych doświadczeń. – Czasem trzeba po prostu wyjść na scenę z przekonaniem, że można komuś pomóc. Wtedy zaczyna się współpraca, która nie jest transakcją, lecz relacją otwierającą drogę do rozwoju i lepszej przyszłości – przekonywał nasz rozmówca.
Dlatego SGH „sieciuje się” z partnerami w kraju i za granicą. Współpraca w ramach międzynarodowych sieci, projekty z partnerami ze Szwajcarii, programy akceleracyjne i platformy matchmakingowe mają nie tylko podnosić jakość pojedynczych przedsięwzięć, ale uczyć polskich founderów myślenia od razu w skali większej niż rynek lokalny. Szczególnym obszarem zainteresowania jest przedsiębiorczość kobiet, w której drzemie niewykorzystany potencjał wzrostu.
Na koniec rozmowy powrócił temat pokoleń. Dr Pilewicz nie podziela poglądu części reprezentantów starszych pokoleń, że młodym nie chce się pracować i że trudno dziś znaleźć ludzi prawdziwie ambitnych. – Młodym ludziom się chce, ale trzeba dać im odpowiednią przestrzeń i pomóc odnaleźć poczucie sensu, wartości, wpływu społecznego i gospodarczego. Jeżeli oni znają odpowiedź „dlaczego?”, jeśli widzą, po co coś robią, potrafią zaangażować się bardzo mocno – przekonywał naukowiec. Warunkiem jest jednak pokazanie problemu, perspektywy i realnego znaczenia ich pracy.
Z tej rozmowy wynika więc prosty, choć trudny do wdrożenia przepis na trwałą współpracę nauki i biznesu: mniej instytucjonalnych murów, więcej koordynacji; mniej deklaracji, więcej odpowiedzi na realne potrzeby przedsiębiorstw; mniej lęku przed dzieleniem się wiedzą, więcej zaufania i długiego horyzontu. Innowacja nie rodzi się tam, gdzie każdy strzeże własnego „silosu”, lecz tam, gdzie zaczyna pytać: komu to pomoże i jak szybko możemy wspólnie sprawdzić, czy i jak to działa.