Forsal logo

Trzeba wypłacać pieniądze z kont. Apelują o to... banki. To wezwanie ścina krew w żyłach?

Ten tekst przeczytasz w 10 minut
dzisiaj, 06:13
Trzeba wypłacać pieniądze z kont. Apelują o to... banki. To wezwanie ścina krew w żyłach?
Trzeba wypłacać pieniądze z kont. Apelują o to... banki. To wezwanie ścina krew w żyłach?/Shutterstock
Unieruchomione pociągi i metro, paraliż na lotniskach, brak internetu, niedziałająca sieć komórkowa i tłumy ludzi w sklepach. Szturmowali je tylko ci, którzy w portfelach mieli pieniądze, bo kartą płacić się nie dało. Ten horror wydarzył się już w Hiszpanii, Portugalii, Francji i Czechach. To tam, niczym grom z jasnego nieba, spadł blackout. Czy teraz znowu jesteśmy o krok od tej katastrofy? Taki czarny scenariusz dla Europy kreślą eksperci.

To już się zdarzyło

Kiedy w listopadzie ubiegłego roku w Paryżu doszło do poważnej awarii infrastruktury elektroenergetycznej, życie w jednym z największych europejskich miast nagle się zatrzymało. Przestały działać bankomaty, stanęły tramwaje, metro i pociągi. Ludzie utknęli w windach, a wiele usług przestało funkcjonować.

Kilka miesięcy wcześniej podobna sytuacja dotknęła Pragę oraz inne duże miasta w regionie. Jednak prawdziwą skalę problemu pokazał blackout, który na początku lipca sparaliżował część południowej Europy. Była to powtórka z kwietniowej awarii w Hiszpanii i Portugalii. W ciągu zaledwie kilku sekund z systemu elektroenergetycznego zniknęło tam około 15 gigawatów mocy. Skutki były natychmiastowe. Paraliż na lotniskach, brak internetu, niedziałająca sieć komórkowa i chaos w sklepach. Zakupy mogli zrobić tylko ci, którzy mieli przy sobie gotówkę. Terminale płatnicze nie działały, a płatność kartą była niemożliwa.

Czy teraz znowu jesteśmy o krok od tej katastrofy? Mogą ją wywołać saharyjskie upały, które doprowadziły do realnego zagrożenia na Węgrzech.

Węgry na krawędzi kryzysu energetycznego

Na Węgrzech narasta obawa przed poważnym kryzysem energetycznym. Premier Peter Magyar poinformował w niedzielę, że ostatni pracujący blok elektrowni jądrowej w Paks może zostać wyłączony w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin. Powodem jest ekstremalna susza i rekordowo niski poziom Dunaju, którego wody są wykorzystywane do chłodzenia reaktorów.

Władze w Budapeszcie rozpoczęły działania mające ograniczyć ryzyko przymusowych przerw w dostawach energii. Rząd zwrócił się do przedsiębiorców i mieszkańców z apelem o dobrowolne zmniejszenie zużycia prądu. Jak poinformowano, na wezwanie odpowiedziało już blisko 300 firm.

Sytuacja pozostaje jednak bardzo napięta. Synoptycy prognozują, że w najbliższych dniach temperatura na Węgrzech może sięgać nawet 40 stopni Celsjusza, a prognozy nie przewidują opadów, które mogłyby poprawić sytuację hydrologiczną.

Minister energii uspokaja. Polska ma być przygotowana na falę upałów

Podczas gdy Węgry przygotowują się na możliwe ograniczenia w dostawach energii, polski rząd przekonuje, że krajowy system elektroenergetyczny pozostaje stabilny.

Minister energii Miłosz Motyka zapewnił w poniedziałek na antenie TVP Info, że wysokie temperatury nie zagrażają bezpieczeństwu energetycznemu Polski. – Nasz system jest odporny i jest na te temperatury przygotowany – podkreślił minister. Szef resortu zwrócił jednak uwagę, że fala upałów nie pozostaje bez wpływu na produkcję energii. Jak wyjaśnił, coraz większą rolę w krajowym miksie energetycznym odgrywają instalacje fotowoltaiczne, jednak ich sprawność maleje podczas ekstremalnych temperatur.

Panele słoneczne osiągają najwyższą wydajność przy temperaturze około 25–27 stopni Celsjusza. Gdy słupki rtęci pokazują znacznie więcej, ilość produkowanej energii spada. Jednocześnie właśnie wtedy gwałtownie rośnie zapotrzebowanie na energię elektryczną, przede wszystkim z powodu powszechnego korzystania z klimatyzacji.

Choć minister ponownie zapewnił, że polski system elektroenergetyczny jest przygotowany na takie wyzwania, skala nadchodzącej fali gorąca znajduje odzwierciedlenie w ostrzeżeniach wydanych przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Dla części południowej Polski obowiązują alerty drugiego i trzeciego stopnia.

Ekspert ostrzega. Kilka zdarzeń jednocześnie może doprowadzić do wielkiego blackoutu

Znacznie mniej optymistycznie sytuację oceniają eksperci zajmujący się rynkiem energii. Jakub Wiech, analityk specjalizujący się w sektorze energetycznym, uważa, że najbliższe dni mogą okazać się poważnym testem dla całej Europy Środkowej. - Naprawdę, nie chcę nikogo straszyć, ale im bardziej przyglądam się tej sytuacji w Europie Środkowej w najbliższych dniach, tym gorzej to wygląda – napisał na portalu X.

Ekspert podkreśla, że pojedyncze zagrożenia nie muszą prowadzić do katastrofy. Problem pojawi się wtedy, gdy kilka niekorzystnych zdarzeń wystąpi jednocześnie. W jego ocenie taki scenariusz może wyglądać następująco: fala ekstremalnych upałów utrzyma się przez pięć dni, elektrownia jądrowa Paks na Węgrzech oraz elektrownia Cernavodă w Rumunii zostaną wyłączone z powodu problemów z chłodzeniem, a susza dodatkowo ograniczy produkcję energii w elektrowniach wodnych na Bałkanach. Jeżeli w tym samym czasie Rosja przeprowadzi zmasowany atak na ukraińską infrastrukturę energetyczną, uniemożliwiając Ukrainie wsparcie sąsiednich państw, wieczorny szczyt zapotrzebowania na energię – przypadający między godziną 17 a 22– może okazać się zbyt dużym obciążeniem dla systemu.

Zdaniem Jakuba Wiecha nałożenie się kilku takich czynników mogłoby doprowadzić do rozległego blackoutu w Europie, którego skutki byłyby poważniejsze niż awaria, z jaką zmagała się Hiszpania w 2025 roku. Jak podkreśla ekspert, najbliższe dni będą sprawdzianem odporności całego regionalnego systemu energetycznego.

Europejski Bank Centralny: gotówka nadal jest niezbędna w czasie kryzysu

Choć płatności elektroniczne z roku na rok zyskują na popularności, eksperci przekonują, że gotówka wciąż pozostaje jednym z najważniejszych elementów bezpieczeństwa finansowego. Jak zwraca uwagę portal wnp.pl, powołując się na raport Europejskiego Banku Centralnego „Keep calm and carry cash”, malejąca liczba transakcji gotówkowych wcale nie oznacza, że banknoty tracą znaczenie.

Wręcz przeciwnie. Z danych Europejskiego Banku Centralnego wynika, że mimo coraz rzadszego korzystania z gotówki podczas codziennych zakupów, jej wartość pozostająca w obiegu systematycznie rośnie. Zjawisko to ekonomiści określają mianem „paradoksu banknotów”. Oznacza ono, że konsumenci coraz częściej płacą elektronicznie, ale jednocześnie nie rezygnują z przechowywania gotówki jako zabezpieczenia na nieprzewidziane sytuacje.

Analizy Europejskiego Banku Centralnego pokazują, że szczególnego znaczenia banknoty nabierają w okresach niepewności. Tak było podczas światowego kryzysu finansowego w 2008 roku, pandemii COVID-19, po rosyjskiej agresji na Ukrainę oraz po blackoucie, który dotknął Półwysep Iberyjski w 2025 roku. We wszystkich tych przypadkach obserwowano podobną reakcję – klienci masowo wypłacali pieniądze z banków, chcąc zabezpieczyć się na wypadek problemów z dostępem do usług finansowych.

Potwierdzają to również najnowsze wydarzenia. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, w związku z napiętą sytuacją na Bliskim Wschodzie oraz obawami przed eskalacją konfliktu bank centralny Szwecji zalecił mieszkańcom utrzymywanie rezerwy gotówkowej w wysokości około 1000 koron na osobę. Podobne rekomendacje zaczęły pojawiać się także w innych państwach Europy, gdzie obywatelom sugeruje się posiadanie środków pozwalających przetrwać co najmniej 72 godziny bez dostępu do bankowości elektronicznej.

Nie tylko cyberataki. W tle pozostaje wojna i napięta sytuacja geopolityczna

Eksperci podkreślają, że zalecenia dotyczące przechowywania gotówki nie wynikają wyłącznie z obaw przed cyberatakami. Równie ważnym czynnikiem pozostaje pogarszająca się sytuacja geopolityczna oraz trwająca wojna Rosji przeciwko Ukrainie.

Jak przypominał niedawno „Fakt”, już w 2024 roku minister obrony Holandii Ruben Brekelmans apelował, aby jego kraj przygotował się na różne scenariusze związane z zagrożeniem ze strony Rosji. Wśród zaleceń kierowanych do obywateli znalazła się również rekomendacja dotycząca przechowywania gotówki w domu.

Podobne stanowisko prezentowano również w Polsce. Jak informował „Fakt”, prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński podkreślał w 2024 roku znaczenie gotówki w sytuacjach kryzysowych. – Jesteśmy krajem frontowym, a gotówka pełni rolę, której nic nie może zastąpić w sytuacji ataku cybernetycznego – mówił prezes Narodowego Banku Polskiego.

Eksperci wskazują orientacyjne kwoty. W Polsce nie ma oficjalnych zaleceń

W przeciwieństwie do części państw europejskich w Polsce nie obowiązują oficjalne wytyczne określające, ile gotówki warto przechowywać w domu na wypadek kryzysu. Specjaliści zgodnie wskazują jednak, że rozsądnie jest dysponować rezerwą odpowiadającą przynajmniej tygodniowym wydatkom gospodarstwa domowego. W praktyce oznacza to najczęściej kwotę wynoszącą od około 500 do 1000 złotych.

Czy obawy Polaków rzeczywiście rosną? Jak informował „Fakt”, po incydentach związanych z pojawieniem się rosyjskich dronów zwiększyła się liczba wypłat gotówki zarówno w placówkach bankowych, jak i w bankomatach. Nie był to jednak gwałtowny wzrost.

Potwierdzał to Paweł Bednarz z biura prasowego Alior Banku. – Zaobserwowaliśmy niewielki wzrost wypłat gotówki z kont klientów, ale zmiana ta nie była znacząca – podkreślał. Przedstawiciel banku zapewnił jednocześnie, że sytuacja jest na bieżąco monitorowana, a instytucja pozostaje przygotowana do szybkiego reagowania na potrzeby klientów, gdyby zainteresowanie wypłatami gotówki zaczęło wyraźnie rosnąć.

W czasie kryzysu warto mieć gotówkę na dłużej niż kilka dni

O tym, że przygotowanie finansowej rezerwy może okazać się niezbędne w sytuacjach nadzwyczajnych, mówił również ppłk Dariusz Paździoch, ekspert od survivalu. W rozmowie z „Faktem” zwracał uwagę, że wojna lub poważny kryzys potrafią całkowicie zmienić codzienne funkcjonowanie państwa i obywateli. – Różnie może być z systemem bankowym – podkreślał wojskowy.

Jego zdaniem warto przygotować zapas gotówki pozwalający pokryć nie tylko wydatki z kilku dni, ale nawet całego miesiąca. W praktyce oznacza to rezerwę wynoszącą od około 3 do 6 tysięcy złotych. Ekspert zaznaczał jednak, że ostateczna kwota powinna być dostosowana do sytuacji konkretnego gospodarstwa domowego. Inne potrzeby będzie miała osoba mieszkająca samotnie, a inne rodzina wychowująca dzieci.

Narodowy Bank Polski: większość Polaków przechowuje gotówkę

Jak zauważał „Puls Biznesu”, dla wielu osób przechowywanie gotówki w domu przestało być wyłącznie elementem ostrożności. Coraz częściej jest traktowane jako zabezpieczenie na wypadek nieprzewidzianych wydarzeń, takich jak awarie systemów płatniczych, kryzysy gospodarcze czy zagrożenia o charakterze geopolitycznym.

Potwierdzają to dane Narodowego Banku Polskiego. Wynika z nich, że około dwie trzecie Polaków posiada rezerwy gotówkowe nieprzekraczające 5 tysięcy złotych.

Eksperci wskazują, że za rosnącym zainteresowaniem gotówką stoi kilka czynników. Wśród najważniejszych wymieniają niepewność związaną z sytuacją międzynarodową, obawy przed kolejnymi kryzysami gospodarczymi oraz możliwość czasowych problemów z funkcjonowaniem bankowości elektronicznej.

Znaczenie mają również względy praktyczne. Niskie oprocentowanie lokat sprawia, że część osób nie widzi korzyści z przechowywania wszystkich oszczędności na rachunkach bankowych. Dodatkowo płatności gotówkowe zapewniają większą prywatność niż transakcje realizowane elektronicznie.

Narodowy Bank Polski uspokaja jednak, że dostęp do gotówki w Polsce pozostaje bardzo dobry. Jak podkreśla bank centralny, aż 98,65 procent mieszkańców kraju ma łatwy dostęp do bankomatów.

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina o gotówce w plecaku ewakuacyjnym

O konieczności przygotowania się na sytuacje kryzysowe przypomina również Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Instytucja od lat zaleca skompletowanie tak zwanego plecaka ewakuacyjnego, czyli zestawu rzeczy, które mogą okazać się niezbędne w razie nagłego zagrożenia.

Na liście rekomendowanego wyposażenia znajdują się między innymi radio zasilane bateriami wraz z zapasem baterii, latarka, dokumenty, zapas wody pitnej oraz żywność o długim terminie przydatności do spożycia.

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wskazuje również na potrzebę posiadania gotówki w drobnych nominałach. W sytuacji awarii sieci energetycznej lub problemów z funkcjonowaniem terminali płatniczych może ona okazać się jedynym sposobem na zakup najpotrzebniejszych produktów.

Dlatego dla coraz większej liczby osób banknoty przechowywane w domu nie są już wyłącznie oszczędnościami. Stają się elementem finansowej poduszki bezpieczeństwa, która ma pomóc przetrwać pierwsze dni ewentualnego kryzysu i zapewnić dostęp do podstawowych zakupów wtedy, gdy płatności elektroniczne okażą się niedostępne.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Jagienka Michalik
Jagienka Michalik

Absolwentka politologii i dziennikarstwa na  Uniwersytecie Jagiellońskim, także PR-owiec.  Przez blisko dziesięć lat jej pasją było radio, gdzie prowadziła audycje i robiła reportaże,  ostatecznie zwyciężyła magia mediów  internetowych. Bliskie są jej tematy związane z rynkiem pracy i przedsiębiorczością. Lubi rozmawiać z ludźmi i opisywać ich historie, także  te biznesowe, prowadzące do sukcesu. Prywatnie wielbicielka psów i kotów, górskich wędrówek, jazdy na nartach i podróży w miejsca nieoczywiste. 

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraTrzeba wypłacać pieniądze z kont. Apelują o to... banki. To wezwanie ścina krew w żyłach? »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj