Tędy płynęło 4–5 proc. światowej podaży surowca
Atak na saudyjski ropociąg Wschód-Zachód, transportujący 4–5 proc. światowej podaży surowca, przeprowadzony 10 września przez proirańskie bojówki w Iraku, to kolejna odsłona konfliktu, który coraz mocniej uderza w globalny rynek ropy.
Zamknięcie magistrali pozbawiło Arabię Saudyjską możliwości przekierowania eksportu ropy z Zatoki Perskiej nad Morze Czerwone, z pominięciem cieśniny Ormuz. Jeśli naprawa potrwa kilka tygodni – jak informowała we wtorek agencja Associated Press – na rynku zabraknie nawet kilku milionów baryłek ropy dziennie.
Ruch przez Ormuz pozostaje ograniczony z powodu irańskich ataków na statki i zagrożenia minami, a żeglugę na Morzu Czerwonym utrudniają ataki proirańskich rebeliantów Huti z Jemenu. W efekcie rosną ceny ropy i frachtu, zwiększając ryzyko ponownego wzrostu inflacji w wielu krajach na świecie.
Ceny ropy szaleją
Przed 28 lutego, gdy wybuchła wojna USA i Izraela z Iranem, ropa Brent kosztowała ok. 72 dolarów za baryłkę, a w szczycie konfliktu, pod koniec kwietnia, przekroczyła 126 dolarów. Analitycy Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE) ostrzegają jednak, że dalszy spadek rezerw surowca może podnieść cenę Brent nawet do 150 dolarów za baryłkę.
Liczący około 1,2 tys. km ropociąg Wschód-Zachód łączy pola naftowe na wschodzie Arabii Saudyjskiej z portem Janbu nad Morzem Czerwonym. Przed atakiem przesyłano nim 2,6–4 mln baryłek dziennie.
Znaczenie ropociągu wynika z możliwości transportu saudyjskiej ropy nad Morze Czerwone z pominięciem Ormuzu. W czasie wojny z Iranem i z powodu ograniczenia żeglugi przez tę cieśninę rurociąg stał się podstawową drogą eksportu saudyjskiego surowca.
Uszkodzenia po ataku dronów
Magistralę zamknięto w piątek po ataku dronów wystrzelonych z południowo-wschodniego Iraku, w pobliżu granicy z Iranem. Atak przypisuje się bojówkom powiązanym z Teheranem.
Uszkodzone zostały stacje pomp i inna infrastruktura ropociągu. Według urzędników zaznajomionych ze sprawą, na których powołuje się AP, przywrócenie rury do stanu pełnej używalności może potrwać nawet pięć tygodni, choć część instalacji może zostać uruchomiona wcześniej.
Amerykański minister energii Chris Wright powiedział we wtorek telewizji CNBC, że ropociąg może wznowić działanie w ciągu kilku dni, jednak oznaczałoby to najprawdopodobniej częściowe przywrócenie przesyłu, a nie zakończenie wszystkich napraw.
Dostawy bez rurociągu? Czy to możliwe?
Kluczowe jest, jak długo Arabia Saudyjska zdoła utrzymać eksport bez dostaw ropociągiem. Według anonimowych źródeł brytyjskiego dziennika „The Guardian” zapasy w terminalu w Janbu wystarczą na pięć do siedmiu dni, a zgromadzone w egipskich portach Ajn Suchna i Sidi Kirir – na kilka kolejnych.
Po wyczerpaniu zapasów Arabia Saudyjska będzie miała niewielkie możliwości zastąpienia ropociągu. Ruch przez cieśninę Ormuz, którą przed wojną transportowano około jednej piątej światowego handlu ropą i skroplonego gazu ziemnego (LNG), pozostaje znacznie utrudniony.
Transport na południe przez cieśninę Bab al-Mandab jest praktycznie zamknięty dla saudyjskiej ropy. Huti ogłosili blokadę saudyjskich statków, dlatego ropa z Janbu musi być kierowana na północ, w stronę Egiptu, a do odbiorców w Azji docierać dłuższą i droższą trasą prowadzącą wokół Afryki.
W pełni załadowane tankowce mają jednak zbyt duże zanurzenie, by przepłynąć Kanał Sueski. Część ładunku musi więc trafić do ropociągu Sumed, prowadzącego z Ajn Suchna do Sidi Kirir nad Morzem Śródziemnym. Przeładunek i ograniczona przepustowość infrastruktury ograniczają ilość saudyjskiej ropy, którą można skierować przez Egipt.
Skutki zamknięcia rurociągu już są odczuwalne
Pierwsze skutki zamknięcia ropociągu Wschód-Zachód są już widoczne. Po wstrzymaniu przesyłu zatrzymano załadunki w Janbu i odwołano część dostaw saudyjskiej ropy do Europy. We wtorek Brent podrożał o ponad 3 proc., do około 109 dolarów za baryłkę. Jeśli przerwa potrwa kilka tygodni, skala dalszych zakłóceń będzie zależeć przede wszystkim od dostępnych zapasów i tempa przywracania przesyłu.
Zamknięcie ropociągu ujawniło też słabość systemu, który miał chronić saudyjski eksport przed kryzysem w Ormuzie. Rurociąg pozwala ominąć cieśninę, ale sam jest podatny na ataki, a żeglugę z Janbu przez Bab al-Mandab zakłócają Huti. Problemy na wszystkich trzech drogach eksportu uderzają nie tylko w Arabię Saudyjską - jako największy eksporter ropy w OPEC kraj ma kluczowe znaczenie dla światowej podaży surowca.
Dłuższe zakłócenia oznaczać będą nie tylko droższą ropę. Wiele gospodarek na świecie jest uzależnionych od jej importu, więc wzrost cen surowca przekłada się na droższe paliwa, transport i energię, a w konsekwencji - na wyższe koszty produkcji, ceny żywności i innych towarów. Większa inflacja może z kolei opóźniać obniżki stóp procentowych i hamować gospodarkę.
Siła tego efektu zależy przede wszystkim od tego, jak długo potrwa przerwa w dostawach, i czy brakującą saudyjską ropę uda się zastąpić surowcem z innych źródeł.
W mediach pracuje od ćwierćwiecza. Absolwent Politechniki Warszawskiej. Pierwsze kroki w zawodzie stawiał w Agencji Informacyjnej Boss. Później były dzienniki ekonomiczne, Nowa Europa, Prawo i Gospodarka i Puls Biznesu. Z Inforem związany od 2008 r. Redaktor i wydawca strony głównej redakcji Grupy Infor (Forsal.pl, Dziennik.pl, GazetaPrawna.pl, Infor.pl, ZdrowieGO.pl). Zajmuje się tematyką motoryzacji, transportu, budownictwa, surowców, makroekonomii, a także technologii, demografii, pracy oraz polityki i bezpieczeństwa.
