Forsal logo

Jak ostrzegać Polaków przed zagrożeniem? Alert RCB nie wystarczy. Ekspert mówi czego brakuje

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
54 minut temu
Jak ostrzegać Polaków przed zagrożeniem? Alert RCB nie wystarczy. Ekspert mówi czego brakuje
Jak ostrzegać Polaków przed zagrożeniem? Alert RCB nie wystarczy. Ekspert mówi czego brakuje/GazetaPrawna.pl/ Wygenerowany przez AI
W przypadku zagrożenia nie wystarczy jeden SMS ani pojedynczy kanał informacyjny. System powinien działać równolegle na kilku poziomach, bo żądne rozwiązanie nie gwarantuje dotarcie do wszystkich. Jak zauważa ekspert dr Mariusz Sikora, żadne państwo nie wypracowało w tym zakresie idealnego systemu. Nie ma doskonałego kanału komunikowania o zagrożeniach - przyznaje ekspert.

Ocena stosowanego w Polsce systemu ostrzegania

PAP zapytała ekspertów o ocenę stosowanego w Polsce systemu ostrzegania o zagrożeniach związanych z toczącą się wojną na Ukrainie. System ten oparty jest m.in. na alertach RCB i syrenach alarmowych.

Dr Mariusz Sikora z Instytutu Nauk o Polityce i Bezpieczeństwie Uniwersytetu Szczecińskiego przyznał, że system informowania o zagrożeniach wciąż jest dopracowywany – na poziomie rządu, samorządów i powiatów.

– Każdy szuka takich rozwiązań, by taka informacja jak najszybciej trafiła do obywatela i by ten mógł ją najlepiej wykorzystać – powiedział Sikora.

Wszystkie kanały komunikacji są potrzebne

Zdaniem eksperta nie ma lepszych lub gorszych środków komunikowania o zagrożeniach, a wszystkie używane są potrzebne. Ważne są zarówno komunikaty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa wysyłane na urządzenia mobilne, jak i realizowane w ramach Regionalnego Systemu Ostrzegania powiadamianie z wykorzystaniem lokalnych stacji telewizyjnych i rozgłośni radiowych. To ostatnie narzędzie, dodał, jest szczególnie istotne w przypadku np. osób starszych. Z kolei w razie awarii lub celowego uszkodzenia systemu zasilania lub zakłócenia sygnału najbardziej niezawodnym kanałem są syreny alarmowe.

– Najlepszą formą jest przekaz dwu-, trzykanałowy: SMS-y, informacje w mediach i syreny. Jeżeli to wszystko zgramy w czasie, to jest OK. Nie ma jednak możliwości, żeby dotrzeć do 100 proc. odbiorców i żadne państwo nie wypracowało rozwiązania, które by to zapewniało – zaznaczył Sikora.

Najtrudniej wpłynąć na ludzi

Przyznał, że najtrudniej jest wpływać na wiedzę o tym, co robić w razie zagrożenia.

– To jest najtrudniejsze: człowiek, odbiorca, jego działanie, co zrobi, jaką czynność podejmie, czy zlekceważy, czy się tym przejmie, czy powiadomi innych, czy będzie wiedział, jak się zachować – wymienił ekspert.

Zdaniem rozmówcy PAP paradoksalnie najlepiej zorientowani, co robić w sytuacji kryzysowej, są nastolatkowie. To efekt licznych informacji w mediach społecznościowych, z których korzystają częściej, oraz faktu, że uczą się o tym w szkole.

Skutki częstego nadawania komunikatów

Pytany, czy częste nadawanie alertów nie grozi ignorowaniem ich, Sikora przyznał, że przyzwyczajenie się społeczeństwa do komunikatów jest nieuniknione.

– Tak się dzieje również na Ukrainie. Nie mam przesłanek, żeby uważać, że będzie to prowadzić do ignorowania. Wiadomo, że np. z punktu widzenia mieszkańców wschodniej Polski, którzy częściej doświadczają alarmów, mogą one w pewnym momencie wzbudzać poirytowanie – dodał.

Inny rozmówca PAP, prof. dr hab. Bernard Wiśniewski, dyrektor Centrum Metodologii Badań Bezpieczeństwa Akademii WSB, potwierdził, że inna jest wrażliwość na sygnały alarmowe mieszkańców województw przygranicznych, a inna pozostałych regionów Polski. Przywołał zarazem przykład Ukraińców, którzy nauczyli się rozróżniać realne znaczenie różnych alertów.

– Żyją w poczuciu zagrożenia i lęk im spowszedniał. Jak jednak wynika z relacji ukraińskich ratowników, zupełnie inaczej reagują na komunikaty o zwykłych dronach, a inaczej o rakietach balistycznych i dronach z napędem odrzutowym – powiedział Wiśniewski.

Zwrócił też uwagę, że ukraiński system powiadamiania jest bardziej szczegółowy. Oprócz komunikatów o zagrożeniu wskazuje również najbliższe miejsca schronienia.

System wymaga udoskonalenia

– Nasz system funkcjonuje, ale wymaga udoskonalenia. Wiedza społeczeństwa dotycząca sygnałów dźwiękowych wciąż jest niewystarczająca, a komunikaty bywają zbyt lakoniczne, żeby osoba bez wiedzy o zagrożeniach mogła właściwie odnieść je do sytuacji – ocenił ekspert.

Jego zdaniem należałoby rozważyć, czy w większym stopniu nie rozpropagować w Polsce doświadczeń ukraińskich co do np. rodzajów alarmów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
oprac. Tomasz Lipczyński

W mediach pracuje od ćwierćwiecza. Absolwent Politechniki Warszawskiej. Pierwsze kroki w zawodzie stawiał w Agencji Informacyjnej Boss. Później były dzienniki ekonomiczne, Nowa Europa, Prawo i Gospodarka i Puls Biznesu. Z Inforem związany od 2008 r. Redaktor i wydawca strony głównej redakcji Grupy Infor (Forsal.pl, Dziennik.pl, GazetaPrawna.pl, Infor.pl, ZdrowieGO.pl). Zajmuje się tematyką motoryzacji, transportu, budownictwa, surowców, makroekonomii, a także technologii, demografii, pracy oraz polityki i bezpieczeństwa.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraTak przedsiębiorcy kupują auta firmowe. Jedna forma finansowania zdecydowanie dominuje »
Zapisz się na newsletter
Zapisz się na newsletter Forsal.pl „Bezpieczeństwo” i otrzymuj najważniejsze informacje dotyczące bezpieczeństwa w Polsce i na świecie.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj