O tym jak zmieniła się odporność europejskich banków, dlaczego tradycyjne modele ryzyka nie zawsze nadążają za rzeczywistością, a także gdzie koncentrują się największe zagrożenia dla sektora w Polsce i Europie rozmawiamy z Szymonem Turkowskim, partnerem w Dziale Audytu i Doradztwa dla Instytucji Finansowych, Forvis Mazars.
Banki bardziej odporne, ale nie dzięki większym rezerwom
Forsal.pl: Europejskie banki utrzymują stabilny poziom rezerw na przewidywane straty kredytowe mimo utrzymującej się niepewności gospodarczej i geopolitycznej. Czy oznacza to, że sektor finansowy jest dziś lepiej przygotowany na potencjalne zawirowania niż jeszcze kilka lat temu?
Szymon Turkowski: Lepiej, ale nie wynika to z utrzymywania stabilnego poziomu rezerw i warto te dwie rzeczy rozróżnić.
W naszym badaniu 26 grup bankowych z Europy Zachodniej, wskazujemy, że odpisy na oczekiwane straty kredytowe w bilansie spadły średnio o 1,9 proc. Średnie pokrycie kredytów odpisami jest stabilne i porównując pokrycie rok do roku widzimy delikatny spadek z 1,26 do 1,20 proc. W dużym uproszczeniu oznacza to, że na każde 100 zł kredytu banki trzymają odłożone 1,20 zł na przyszłe straty. Przed pandemią - 1,57 zł, i żaden kraj z próby nie wrócił do tamtego poziomu. Analizując sam poziom odpisów, można zatem powiedzieć, że poduszka jest obecnie cieńsza, a nie grubsza, ale to nie ona stanowi źródło większej stabilności sektora finansowego.
Odporność rzeczywiście wzrosła, ale jej źródło leży w zysku i kapitale. Banki przez ostatnie lata, w okresie niepewności, systematycznie budowały swoje kapitały ograniczając wypłaty dywidend i budując realną, długoterminową poduszkę na niepewne czasy. To ona stanowi o lepszym przygotowaniu na potencjalne zawirowania niż kilka lat temu.
I tutaj jedna istotna uwaga: raport opisuje sprawozdania za 2025 r., czyli świat sprzed tegorocznej wojny na Bliskim Wschodzie i skoku cen energii. Obecnie już w 2026 roku, obserwowany jest wzrost ryzyka kredytowego, szczególnie w portfelach klientów niedetalicznych zarówno w Polsce jak i UE. Upadłości firm w Unii wzrosły w II kwartale 2026 r. o 5,7 proc. wobec poprzedniego kwartału, do najwyższego poziomu od 2019 r. Jeżeli chodzi o Polskę wnioski o upadłość w pierwszym półroczu wzrosły o ok. 30 proc. porównując do analogicznego okresu rok wcześniej. Patrząc na rozwój tego konfliktu i rosnące ceny paliw, ciężko być optymistą.
Modele szacowania ryzyka kredytowego
W jakim stopniu tradycyjne modele szacowania ryzyka kredytowego, oparte głównie na danych historycznych, są w stanie uwzględniać nowe źródła niepewności, takie jak napięcia geopolityczne, wojna w Ukrainie czy zakłócenia w globalnym handlu?
SzT: W ograniczonym, lecz jest to znane ograniczenie konstrukcyjne tych modeli. Pełniejsza odpowiedź na to pytanie, wymaga pewnego kontekstu. Obowiązujący obecnie i wdrożony w 2018 roku standard MSSF 9, nakazuje bankom z wyprzedzeniem ujmować w szacunkach oczekiwanych strat kredytowych przyszłe oczekiwania co do rozwoju sytuacji ekonomicznej. Była to rewolucja względem poprzedniego standardu MSR 39, który bazował w dużej mierze wyłącznie na danych historycznych. W MSSF 9 oprócz szacunków historycznych konieczne jest uwzględnienie co najmniej kilku wariantów przyszłości, a następnie zważenie strat w tych scenariuszach prawdopodobieństwem ich wystąpienia. Wariantów powinny być co najmniej dwa, a KNF w Rekomendacji R oczekuje przy wycenie portfelowej co najmniej trzech. I banki od momentu wdrożenia tego standardu, wypracowały modele makroekonomiczne, które na bazie historii są w stanie przewidzieć zależności szkodowości portfela od zmiennych makro: gdy bezrobocie rosło o tyle, a PKB spadał o tyle, tylu klientów przestawało spłacać kredyt.
Jednakże te wdrożone wraz z MSSF 9 modele, pomimo przyszłościowego charakteru ponownie uczą się na przeszłości. Jeśli jakiegoś zjawiska w danych nie było, model makro go nie zobaczy.
Nadzór bankowy EBC w przeglądzie z 2024 r. przeanalizował sześć nowych ryzyk: związanych z dostawami energii, łańcuchami dostaw, środowiskiem, inflacją, geopolityką oraz wysokimi stopami procentowymi. Wszystkie łączy jedno: brak historii, na której stoją klasyczne modele.
Jest też problem subtelniejszy, geopolityka nie działa na średnią. EBC podaje przykład wojny handlowej – PKB kraju może się nie zmienić, a firma żyjąca z eksportu na jeden rynek i tak straci zdolność spłaty zobowiązań.
Nowe ryzyka, niewidoczne w danych historycznych, domyka się więc dodatkowymi korektami tzw. korektami pozamodelowymi. Korekty te nie bazują na tradycyjnych modelach szacowania ryzyka i często mają również charakter jakościowy. W tym zakresie często wykorzystuje się odwrotne testy warunków skrajnych, które mają dać odpowiedz na pytanie: co musiałoby się stać, aby bank doznał istotnej straty ekonomicznej. Kierunek pokazuje nadzór: EBC poprosił w tym roku 110 banków strefy euro, by same zaprojektowały scenariusz geopolityczny obniżający ich współczynnik CET1 o 3 punkty procentowe.
Rozpatrywanie dużej liczby scenariuszy i wykorzystywanie korekt pozamodelowych, wydaje się być obecnie najlepszym rozwiązaniem w celu uchwycenia nowych źródeł niepewności. Po części wynika to z faktu konstrukcyjnej wady modeli statystycznych bazujących na historii (a w historii próżno szukać obecnych wyzwań), ale z drugiej strony sytuacja zmienia bardzo dynamicznie, co sprawia, że punkt startowy projekcji dezaktualizuje się niemal codziennie.
Można to porównać do próby wyznaczenia trasy za pomocą nawigacji. Nawigacja wyznacza trasę od miejsca, w którym jesteśmy. Jeśli w czasie przeliczania zdążymy minąć trzy skrzyżowania, trasa zaczyna się w punkcie, w którym nas już nie ma. Nie dlatego, że mapa jest zła, tylko dlatego, że samochód nie stał w miejscu, gdy ją liczono i tylko przypadkiem możemy znajdować się jeszcze na wyznaczonej uprzednio trasie.
W Polsce ryzyko przesuwa się w stronę MŚP
Raport obejmuje największe europejskie grupy bankowe. Czy z perspektywy Polski i regionu Europy Środkowo-Wschodniej można wskazać czynniki ryzyka, które mają dziś większe znaczenie niż w Europie Zachodniej?
SzT: Zdecydowanie tak. Różnice wynikają zarówno z różnicy między regionem Europy Środkowo-Wschodniej, a Europy Zachodniej, ale również z naszej lokalnej polskiej specyfiki.
Pierwsza różnica to miejsce, w którym skoncentrowane jest ryzyko. W Polsce, zasadniczo w całym portfelu jakość się poprawia. Dane publikowane przez KNF wg stanu na lipiec 2026 wskazują, że r/r udział Fazy 3, czyli kredytów z utratą wartości, spadł w rok z 4,8 do 4,5 proc. r/r, a w hipotekach wynosi zaledwie 1,2 proc. Ryzyko skupia się w firmach: w małych i średnich przedsiębiorstwach w których udział Fazy 3 wynosi 6,4 proc., w dużych – 7,1 proc., wobec 4,4 i około 2,5 proc. w Unii. Za najostrzejszy sygnał uważam wzrost w dużych firmach z 6,7 do 7,1 proc r/r.
Druga różnica to gospodarka stojąca za kredytami. Przetwórstwo przemysłowe i handel to 43,3 proc. księgi korporacyjnej polskich banków wobec 27,0 proc. w Unii, a polska gospodarka zużywa na jednostkę PKB wyraźnie więcej energii niż średnia unijna. Jest to również cecha regionu Europy Środkowo-Wschodniej w której poszczególne Państwa potrzebują 1,3 – 3 razy więcej energii by wyprodukować jednostkę PKB. Ten sam szok – drogi gaz, słabsze Niemcy, cła – dociera do nas szerszym kanałem niż do banku kredytującego usługi, dominujące w Europie Zachodniej.
Trzecia ma charakter specyficznie polski i jest związana z ryzykiem prawnym. Komitet Stabilności Finansowej przy NBP postawił w tym roku geopolitykę na pierwszym miejscu wśród słabych punktów systemu finansowego m.in. dlatego, że spadło ryzyko prawne kredytów frankowych. Ryzyko podważania WIBOR znacznie obniżyło się w związku z lutowym wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE, który wskaźnika nie zakwestionował. Ryzyko prawne zajmuje nadal silne drugie miejsce z uwagi na sankcje darmowego kredytu (SKD) oraz temat ograniczenia możliwości oprocentowania prowizji w kredytach konsumenckich po wyroku TSUE z kwietnia tego roku i Sądu Najwyższego z lipca.
EBA: w I kwartale 2026 r. część banków podniosła korekty pozamodelowe
Coraz mniejszą rolę odgrywają dodatkowe korekty i nakładki zarządcze stosowane przy szacowaniu strat kredytowych. Czy jest to sygnał rosnącej odporności sektora, czy raczej oznaka większej wiary banków we własne modele ryzyka?
SzT: I jedno, i drugie. Jest jeszcze trzecia możliwość, o której mówi się najmniej. Korekty pozamodelowe, czyli nakładki zarządcze, to kwoty dokładane do wyniku modelu, gdy bank uzna, że model czegoś nie widzi. W badanych w raporcie bankach to dziś 9 proc. odpisów wobec 16 proc. w szczytowym 2021 r.
Część spadku jest uzasadniona. Brytyjski nadzór podał przykład: nakładki na ryzyko niespłacania rat przez klientów detalicznych zmalały, bo spadek realnych dochodów już się wydarzył i wszedł do danych modeli. Ryzyko nie zniknęło, po prostu po kilku latach widoczne jest już w danych historycznych i uchwycone w modelu bez konieczności robienia dodatkowych korekt.
EBC wykazał jednak liczbowo, że wysokość korekt pozamodelowych idzie w parze z zyskiem przed odpisami, a sam wynik modelu już nie. Mówiąc wprost: tam, gdzie zysk był wysoki, Zarządom łatwiej było odłożyć więcej. EBC nie odrzuca przez to korekt pozamodelowych, ale każe pytać o motyw.
Trzecia możliwość to pewnego rodzaju zmęczenie ryzykiem, im dłużej zapowiadany szok nie przychodzi, tym trudniej bronić bufora, którego w stratach konsekwentnie nie widać przez kilka lat. Tutaj również z perspektywy audytorskiej, coraz większą uwagę przykładamy do utrzymywanych długotrwale buforów zawartych w korektach pozamodelowych, gdyż z perspektywy standardu MSSF 9 i Rekomendacji R nie są one dozwolone. W ramach audytów za każdym razem pytamy o powody utworzenia, kalkulacje wspierające i, co ważne, o kryteria rozwiązania, a następnie w kolejnych okresach weryfikujemy ich wystąpienie.
Dodatkowo, obserwowany w naszym raporcie trend może się jednak odwracać: EBA odnotowała, że w I kwartale 2026 r. część banków podniosła korekty pozamodelowe wobec niepewności geopolitycznej, choć część wzrostu może być efektem sezonowym. W Polsce nadzór nie publikuje danych o korektach pozamodelowych, ale w pierwszym półroczu 2026 r. odpisy sektora były o ponad 10 proc. wyższe niż rok wcześniej, mimo że udział Fazy 3 spadł.
Droga energia wśród zagrożeń
Jakich zagrożeń dla jakości portfeli kredytowych i poziomu ryzyka banki powinny najbardziej obawiać się w perspektywie najbliższych kilku lat i czy są to ryzyka, które już dziś znajdują odzwierciedlenie w tworzonych rezerwach?
SzT: W mojej ocenie, najbardziej portfeli firmowych i skutków drogiej energii. Zagrożenia warto podzielić na dwie grupy, bo odpowiedź w zakresie odpisów jest dla nich inna.
Pierwsza to ryzyka mające postać liczby: słabszy wzrost, wyższe stopy, koszt energii. Takie ryzyka modele potrafią uwzględnić. To ryzyko z datą, da się je wpisać do scenariusza.
Druga grupa to ryzyka zdarzeniowe: eskalacja geopolityczna, zamknięcie szlaku żeglugowego, atak na infrastrukturę czy cyberatak. Nie mają historii i nie znajdą odzwierciedlenia w modelu makro, i w konsekwencji w modelach odpisowych. Oczywiście mogą być częściowo uchwycone przez korekty pozamodelowe, ale co do zasady bardzo ciężko je przewidzieć – można jedynie szybko zareagować po ich wystąpieniu.
Na co patrzyłbym w najbliższych latach? Po pierwsze, na firmy, zwłaszcza w branżach wskazanych w naszym raporcie jako wrażliwe: handel, motoryzacja, budownictwo, nieruchomości komercyjne. W Polsce mapa jest ta sama: budownictwo i handel prowadzą w statystyce restrukturyzacji, a wniosków o upadłość wpłynęło w I kwartale 2026 r. o 33,8 proc. więcej niż rok wcześniej przy niezmienionej liczbie ogłoszonych upadłości – problem narasta szybciej, niż pokazuje statystyka.
Po drugie, na obligacje skarbowe w bilansach banków. Na koniec marca 2026, udział obligacji skarbowych i gwarantowanych przez Skarb Państwa w bilansach banków zbliża się do 30% aktywów. Potencjalna wrażliwość sektora bankowego związana z wyceną tych obligacji może wynikać zarówno z ryzyka stóp procentowych, jak i ze zmian premii na ryzyko wobec SP. Symulacje NBP w tym zakresie wskazują, że szok stóp procentowych lub spreadu kredytowego o 300 bp spowodowałby odpowiednio 20 mld lub 30 mld obniżenia funduszy własnych banków (tj. odpowiednio 12% i 17,5% wartości funduszy własnych całego sektora).
Drugie ryzyko jest szczególnie niebezpieczne z uwagi geopolitykę i zwiększające się potrzeby budżetowe, a jego materializacja będzie miała natychmiastowe przełożenie na wyniki banków, podczas gdy ryzyko kredytowe portfela firmowego będzie realizowało się w wolniejszym tempie. W tym zakresie widać, że finanse publiczne są pod dużą presją i jest to dostrzegane przez zagranicznych inwestorów – dowodem tego może być ostatnie obniżenie ratingu Moody’s dla Polski.
Specjalizuje się w tematach z pogranicza bezpieczeństwa, finansów i technologii. Publikuje w serwisach Grupy INFOR, m.in. na Dziennik.pl i Forsal.pl.

