Najbardziej niepokoi mnie to, że Polska potrzebuje dużych pożyczek także wtedy, gdy gospodarka rośnie. W gorszym okresie dochody podatkowe mogą osłabnąć, a wydatków na obronę, zdrowie czy obsługę długu nie da się po prostu wyłączyć. Wtedy zostaje mniej miejsca na pomoc firmom i gospodarstwom domowym.
Moody’s obniżył 18 września ocenę Polski z A2 do A3. Nadal jest to rating inwestycyjny. Nie ma podstaw, żeby nazywać tę decyzję zapowiedzią bankructwa. Stabilna perspektywa dotyczy już nowej, niższej oceny. Nie oznacza powrotu do poprzedniej.
Dla gospodarki najważniejszy jest możliwy wzrost kosztu kapitału: państwo, banki i przedsiębiorstwa mogą drożej pozyskiwać pieniądze, a część inwestycji przestaje się wtedy opłacać. To ryzyko, nie automatyczny skutek samego komunikatu. Ocena Moody’s mówi przede wszystkim o słabości finansów publicznych, mimo utrzymującego się wzrostu gospodarczego.
Co decyzja mówi o finansach państwa?
Według relacji MF agencja przewiduje dalszy wzrost gospodarczy, lecz deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w pobliżu 7 proc. PKB w 2026 i 2027 roku. To nie deficyt samego budżetu państwa. Sednem oceny jest trwałość problemu: wzrost gospodarki nie wystarcza, aby ograniczyć zadłużanie i odbudować rezerwę na gorsze czasy.
Taką sytuację warto wykorzystać do sprawdzenia wydatków, zanim przyjdzie słabszy rok. Nie popieram cięcia inwestycji tylko po to, żeby poprawić jedną pozycję w tabeli. Oszczędność, która osłabi wzrost, może utrudnić spłatę długu. Rząd powinien natomiast pokazać, które zobowiązania mają trwałe finansowanie, gdzie wydajemy pieniądze bez wystarczających efektów i jakie decyzje faktycznie zmniejszą deficyt.
- Cała prawda o podwyżce drugiego progu podatkowego. Kto zyska, kto straci na zmianach, jakie chce wprowadzić rząd. Oto konkretne wyliczenia
- Powrót programu „Ceny Paliw Niżej” (CPN). Tańsze paliwa na stacjach w całej Polsce od tego momentu. Prezydent podpisał ustawę
- Będzie prawie tak duże jak CPK. Lotnisko Chopina dla 35 milionów pasażerów
Budżet na 2027 rok: dużo zadań, mały margines
Projekt przyjęty przez rząd 29 września przewiduje 696,4 mld zł dochodów, 977,6 mld zł wydatków i deficyt budżetu państwa do 281,2 mld zł. Zakłada wzrost PKB o 3 proc. i inflację 2,8 proc. Na obronę w budżecie i Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych zaplanowano 198,1 mld zł. To projekt, a nie uchwalona ustawa ani pewny wynik przyszłego roku.
Rząd utrzymuje duże wydatki na bezpieczeństwo, zdrowie i świadczenia, a po stronie dochodów liczy również na zmiany podatkowe i lepszy pobór podatków. Moja wątpliwość dotyczy tego, jak plan wytrzyma słabsze wpływy lub większy koszt pożyczek. Nie można zakładać, że każda prognozowana złotówka na pewno trafi do budżetu.
Sprawdziłem również uzasadnienie projektu przekazanego Sejmowi, nie tylko komunikat rządu. Potrzeby pożyczkowe netto wynoszą w nim około 316 mld zł, a brutto 564,2 mld zł. Ta druga kwota obejmuje także zastępowanie zapadającego długu; nie jest dodatkowym deficytem. Na obsługę długu Skarbu Państwa zaplanowano 107 mld zł, wobec 90 mld zł w ustawie na 2026 rok. To porównanie planów, nie wykonania. Różnicy 17 mld zł nie można przypisać decyzji Moody’s.
Projekt zawiera analizę wrażliwości na słabszy wzrost i wyższe stopy procentowe. Nie byłoby uczciwe mówić, że rząd w ogóle tych ryzyk nie rozpatruje. Moje zastrzeżenie jest inne: pokazanie skutków szoku nie zastępuje wskazania, które działania i wydatki zmienimy, gdy szok nastąpi. Kwoty deficytu budżetu państwa nie należy też porównywać wprost z prognozą deficytu całego sektora.
Wojna oznacza także ryzyko finansowe
Wojna Rosji przeciwko Ukrainie i zagrożenia na wschodniej flance uzasadniają wysokie nakłady obronne. Rada Europejska wskazuje na naruszenia przestrzeni powietrznej i ataki hybrydowe. To realny powód, by wzmacniać odporność państwa. Nie jest to jednak dowód, że wojna w Polsce jest nieuchronna. Takiej prognozy nie stawiam.
Wydatków wojskowych nie oceniałbym wyłącznie jako obciążenia. Mają zwiększać bezpieczeństwo, a ono ma znaczenie także dla inwestycji i działania firm. Członkostwo w NATO ogranicza ryzyko, choć go nie usuwa. Z drugiej strony eskalacja mogłaby wymusić dodatkowe wydatki, zakłócić handel i podnieść koszt finansowania. Państwo musi mieć możliwość reagowania także na taki wariant.
Dlatego przygotowania do kryzysu powinny obejmować pieniądze równie poważnie jak sprzęt. Im więcej stałych zobowiązań i potrzeb pożyczkowych mamy przed kryzysem, tym trudniej sfinansować nowe zadania w jego trakcie. To nie argument przeciw obronności. To argument za dokładniejszym sprawdzeniem pozostałych wydatków i sposobu finansowania całego państwa.
Polecamy: Kalendarz 2027
Co oznacza to dla gospodarki i kosztu długu?
Sprawdziłem, co było widać na rynku po decyzji. W drugim fixingu BondSpot rentowność tej samej obligacji DS1035 wzrosła z 6,07 proc. 17 września do 6,13 proc. 21 września, a 30 września wyniosła 6,26 proc. To wzrost o 6 punktów bazowych do pierwszego dnia roboczego po decyzji i o 19 punktów do końca miesiąca. Cena spadła odpowiednio z 92,66 do 92,24 i 91,47 za 100 zł nominału. Jest to odczyt jednej serii, nie średni koszt wszystkich pożyczek państwa.
Na walutach obraz był mniej jednoznaczny. Średni kurs euro NBP wynosił 4,3632 zł 17 września, 4,3545 zł 21 września i 4,3672 zł na koniec miesiąca. Najpierw euro potaniało o około 0,20 proc., a na koniec badanego okresu kosztowało około 0,09 proc. więcej niż przed decyzją. Złoty nie osłabił się więc trwale i wyraźnie w tym porównaniu. Kurs średni NBP nie jest kursem zamknięcia ani pomiarem reakcji bezpośrednio po komunikacie.
Obligacje i waluty reagują również na stopy procentowe, inflację, budżet i wydarzenia zagraniczne. Te dane pokazują zmianę między datami, ale nie pozwalają wyliczyć osobnego „rachunku za Moody’s”. Do tego potrzebna byłaby analiza na tle innych rynków i wydarzeń.
Rating jest oceną agencji. Oprocentowanie nowych pożyczek ustala się na rynku. Jeżeli inwestorzy uznają, że ryzyko wzrosło, mogą oczekiwać większych odsetek. Budżet odczuje to przy nowym zadłużeniu i zastępowaniu zapadających obligacji kolejnymi emisjami. W już wyemitowanej obligacji o stałym oprocentowaniu odsetki nie wzrosną od samej zmiany ratingu. Może natomiast spaść jej cena rynkowa.
Pożyczenie 100 mld zł z oprocentowaniem wyższym o pół punktu procentowego oznacza dodatkowe 500 mln zł odsetek za pełny rok. Nie twierdzę, że tyle kosztowała decyzja Moody’s. To przykład. Jej rzeczywisty wpływ wymaga sprawdzenia warunków emisji i oddzielenia od innych wydarzeń na rynku.
Jakie są skutki dla firm, banków i kredytobiorców?
Banki posiadają obligacje skarbowe, więc spadek ich cen może mieć znaczenie dla bilansów. Wpływ zależy od sposobu księgowania papierów, terminów zapadalności i zabezpieczeń. Nie można z samej przeceny wyprowadzić jednakowej straty wszystkich banków.
Jeśli wzrośnie koszt pozyskania pieniędzy przez bank, może zmienić się oferta nowych kredytów. Firma może to odczuć przy odnawianiu limitu, finansowaniu inwestycji lub emisji obligacji. Nadal liczą się jej wyniki, zabezpieczenia i waluta zadłużenia. Rating Polski nie jest oceną każdej polskiej firmy. Przedsiębiorstwom z dużą spłatą w najbliższych miesiącach radziłbym już teraz sprawdzić dostępne finansowanie i zapas gotówki.
Sama decyzja agencji nie podnosi też raty kredytu mieszkaniowego. Przy zmiennym oprocentowaniu decydują warunki umowy, w tym wskaźnik i marża. Przy oprocentowaniu okresowo stałym znaczenie ma koniec ustalonego okresu. Wpływ ratingu może być pośredni, przez rynek, ale nie daje podstaw do zapowiedzi konkretnej zmiany raty.
Sprawdziłem także dane kredytowe. Komunikat BIK opublikowany 28 września opisuje sierpień, czyli okres przed obniżką ratingu. Wartość nowych kredytów mieszkaniowych była wtedy wyższa o 51,1 proc. niż rok wcześniej, a niemal jedną trzecią nowej akcji stanowiło refinansowanie. Nie wolno przedstawiać tych liczb jako reakcji na decyzję z 18 września. W zweryfikowanych materiałach nie znalazłem jeszcze porównywalnych danych o cenie kredytów udzielonych po tej decyzji. Dlatego nie stwierdzam, że banki już podniosły z jej powodu oprocentowanie lub ograniczyły kredytowanie.
Jaka może być przyszłość po obniżce?
Sytuacja może się uspokoić, jeśli rząd zacznie wykonywać przekonujący plan ograniczania deficytu. Reakcja rynku może też być niewielka, jeżeli wcześniej uwzględnił te problemy w cenach. Gorzej byłoby, gdyby do słabych finansów dołączyło spowolnienie lub pogorszenie bezpieczeństwa. Wtedy pożyczanie mogłoby stać się trudniejsze i droższe.
Za scenariusz, do którego trzeba się przygotować, uważam nie nagły kryzys, lecz dłuższy okres ograniczonej swobody budżetowej. Nawet przy dalszym wzroście gospodarki coraz większa część pieniędzy może być potrzebna do obsługi wcześniejszych zobowiązań. To oznacza trudniejsze decyzje o podatkach, usługach publicznych i nowych inwestycjach. Jest to moja ocena ryzyka, a nie prognoza konkretnej kolejnej decyzji agencji.
Poprawa wymagałaby kilku lat konsekwentnego wykonania planu, nie jednego komunikatu o oszczędnościach. Według MF Moody’s wiąże możliwość poprawy oceny z trwałym odwróceniem wzrostu zadłużenia. Pogorszenie bezpieczeństwa, poważny szok gospodarczy lub osłabienie reguł fiskalnych przy dalszym wzroście długu mogłyby natomiast prowadzić do kolejnej obniżki. Stabilna perspektywa nie jest gwarancją, że tak się nie stanie.
- Co daje posiadanie legitymacji emeryta-rencisty? Lista ulg i przywilejów na 2026 i 2027 rok
- Stały zasiłek dla bezrobotnych po 50. roku życia 2026. Ile wynosi netto? Komu przysługuje? Ile trwa zasiłek dla bezrobotnych po 50. roku życia
- Od 2027 r. powyżej tych kwot oszczędności trzeba będzie zapłacić nowy podatek. Podatek Belki zostaje ale będą zwolnienia podatkowe dla właścicieli kont OKI
Rating Polski obniżony. Co powinien zrobić rząd?
Najpierw przedstawić wykonalny, wieloletni plan dla całego sektora finansów publicznych. Rząd powinien pokazać trwałe finansowanie najważniejszych zobowiązań, ich koszt, terminy realizacji i mierzalny efekt. Nie chodzi o przenoszenie długu między tabelami ani o jednorazowe dochody przedstawiane jako trwała poprawa. Chodzi o to, aby zadłużenie przestało rosnąć szybciej, niż jesteśmy w stanie je obsługiwać.
Po drugie, zacząć od przeglądu skuteczności wydatków i ulg podatkowych, a nie od mechanicznego cięcia wszystkich pozycji. Wycofanie wydatku, który nie przynosi efektów, jest czym innym niż zatrzymanie dobrej inwestycji lub osłabienie zdolności obronnych. Ewentualne zmiany podatkowe powinny być przewidywalne i oceniane również pod kątem wpływu na inwestycje oraz dochody ludzi. Samo podnoszenie stawek nie gwarantuje oczekiwanych wpływów.
Po trzecie, przygotować jawny wariant awaryjny: co zmieni się przy słabszym wzroście, wyższych odsetkach albo braku wejścia w życie planowanych ustaw dochodowych? Uzasadnienie budżetu wskazuje to ostatnie ryzyko. Trzeba zatem oddzielić dochody oparte na obowiązującym prawie od wpływów zależnych od przyszłych decyzji. Rząd powinien z góry określić kolejność działań i chronione priorytety, zamiast reagować dopiero na brak pieniędzy.
Po czwarte, ograniczać ryzyko refinansowania. Rozłożenie terminów spłaty, odpowiednia rezerwa płynności i zróżnicowana baza inwestorów zmniejszają zależność od jednej trudnej aukcji. Dłuższy termin długu może jednak kosztować więcej, a zbyt duża rezerwa także ma koszt. To decyzje wymagające rachunku, nie recepta „pożyczajmy więcej, żeby było bezpieczniej”.
Która droga jest najbezpieczniejsza?
Wybrałbym stopniowe, ale wiarygodne ograniczanie deficytu, połączone z ochroną bezpieczeństwa i inwestycji o udokumentowanej wartości. Jego koszt jest polityczny i społeczny: trzeba wskazać, z czego rezygnujemy i kto ponosi ciężar zmian. Korzyścią byłaby większa odporność państwa, zanim przyjdzie następny kryzys.
Nagłe, szerokie cięcia dają szansę na szybszą poprawę wyniku, lecz mogą osłabić popyt, inwestycje i jakość usług. Z kolei odkładanie decyzji pozwala uniknąć części kosztów dziś, ale zwiększa zależność od przyszłego wzrostu i od gotowości inwestorów do finansowania państwa. Nie uważałbym za bezpieczne ani zaciskania pasa bez rozróżnienia wydatków, ani założenia, że gospodarka sama rozwiąże problem długu. W głębokim spowolnieniu tempo dostosowania trzeba byłoby przemyśleć na nowo; plan powinien mieć warunki, nie działać bez względu na sytuację.
Czy obniżka ma jakiekolwiek plusy?
Sama obniżka nie jest korzyścią dla Polski. Nie poprawia dochodów budżetu, nie zwiększa bezpieczeństwa i nie obniża kosztu finansowania. Może natomiast wymusić większą przejrzystość i decyzje odkładane wcześniej. Taki efekt byłby korzyścią z dobrej reakcji rządu, nie z gorszego ratingu. Nie ma pewności, że do niego dojdzie.
Najważniejsze pytanie brzmi dla mnie: czy rząd potrafi sfinansować bezpieczeństwo i pozostałe zobowiązania, zostawiając Polsce miejsce na reakcję w gorszym roku? Po obniżce ratingu odpowiedzią powinno być wykonanie sprawdzalnego planu, a nie uspokajające zapewnienie, że nic się nie zmieniło.
Kamil Siedlikowski — redaktor naczelny SYGNAŁU, który patrzy instytucjom na ręce i nagłaśnia sprawy ludzi pozostających bez wsparcia. Zajmuje się zadłużeniem, windykacją, egzekucją oraz migracją i bezpieczeństwem. Analizę dokumentów łączy z doświadczeniem pomocy osobom w trudnej sytuacji finansowej. Pokazuje, gdzie system zawodzi i co jego decyzje oznaczają dla zwykłego człowieka.
Specjalizuje się w tematach z pogranicza bezpieczeństwa, finansów i technologii. Publikuje w serwisach Grupy INFOR, m.in. na Dziennik.pl i Forsal.pl.
