Forsal logo

Alarm, a schronu nie ma. Samorządowcy mówią wprost o problemie

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
44 minut temu
schrony miejsce schronienia ukrycia bezpieczeństwo
Samorządowcy: nie mamy gdzie ukryć mieszkańców/Shutterstock
W wielu gminach miejsca schronienia są dopiero planowane lub modernizowane – wynika z rozmów Serwisu Samorządowego PAP z samorządowcami. Włodarze przyznają, że w przypadku alarmu mieszkańcy mogą obecnie nie mieć odpowiedniego miejsca, w którym mogliby się ukryć. Wskazują również na potrzebę prowadzenia szkoleń dla ludności oraz zwiększenia środków na lokalne inwestycje związane z bezpieczeństwem.

Schrony w gminach. Samorządowcy wskazują na brak miejsc schronienia

Serwis Samorządowy PAP spytał samorządowców, jak w praktyce wygląda przygotowanie do sytuacji kryzysowych oraz dostępność miejsc schronienia na wypadek np. alarmu powietrznego.

Jednym z najczęściej wspominanych problemów okazał się brak schronów oraz miejsc doraźnego schronienia, o czym powiedział m.in. burmistrz Karczewa w woj. mazowieckim Michał Rudzki.

- Na terenie mojej gminy obecnie nie ma żadnego schronu, a miejsca doraźnego schronienia dopiero budujemy. Praktycznie jest jedno takie miejsce na prywatnym osiedlu, ale to będzie głównie dla tych ludzi, którzy tam mieszkają – powiedział burmistrz Karczewa.

Rudzki dodał, że samorząd wykorzystuje środki z Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej (OLiOC) na przygotowanie miejsc doraźnego schronienia. Inwestycje te są jednak dopiero w fazie projektowania. W rozmowie z nami potwierdził, że w sytuacji zagrożenia mieszkańcy mogliby mieć problem, by znaleźć bezpieczne miejsce schronienia.

- W tej sytuacji pozostają prywatne schrony typu piwnice, co też nie daje gwarancji, bo one nie są sprawdzone, czy np. wytrzymają jakikolwiek nalot. Do tego piwnice pod domami, piwnice na ziemniaki – powiedział Rudzki wskazując, gdzie mieszkańcy mogliby się skryć.

Zdaniem Marcina Łaguny, burmistrza Wąwolnicy (woj. lubelskie) obecnie gminy nie są przygotowane na ewentualne zagrożenia.

- Mówiąc uczciwie, nie jesteśmy przygotowani do tej sytuacji kryzysowej w pełni, mówiąc bardzo delikatnie. Rozumiem szereg trudności - postępowania, przetargi, te wszystkie rzeczy, które muszą trwać. Natomiast często w dyskusjach wychodzi, że nie jesteśmy do końca wydolni do tego, żeby te czynności kryzysowe prowadzić. Nawet prosta rzecz - nie mamy gdzie ukryć mieszkańców – powiedział burmistrz Łaguna.

Zdaniem burmistrza, problemem jest m.in. niewystarczająca ilość środków na budowę schronów czy zakup niezbędnego sprzętu.

- Na pewno więcej byśmy zrobili, gdyby tych środków było więcej. (…) My byśmy chcieli w tych naszych małych gminach widzieć te środki w większej ilości. Ja rozumiem, że broń, drony - to wszystko jest ważne. Natomiast dla nas najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa naszych mieszkańców, tych którzy nas wybrali, nam zaufali. Tutaj chcielibyśmy zwiększyć ten poziom – powiedział Łaguna.

Burmistrz Wąwolnicy odniósł się też do alertów RCB, które mieszkańcy wschodnich województw otrzymują coraz częściej. Jego zdaniem ilość tych ostrzeżeń doprowadziła już u części osób do zobojętnienia.

- Myślę, że ta obojętność już gdzieś się pojawiła. (…) Mam informację – atak Rosjan na Ukrainę zakończył się, no i tyle z tego komunikatu otrzymuję. Czyli co, powinienem wyjść z tego schronu, którego nie mam i cieszyć się tym szczęściem? No jest to zobojętnienie, to muszę przyznać, że tak już chyba jest - powiedział burmistrz.

O przygotowaniu na potencjalne zagrożenia mówił też burmistrz Głuchołaz Paweł Szymkowicz. Gmina, która w 2024 r. ucierpiała w wyniku powodzi, ma wyznaczone miejsca ewakuacyjne i wykorzystuje środki na zakup niezbędnego sprzętu, w tym koparek i ładowarek do piachu. Jednak jak przyznał burmistrz, problemem wciąż pozostaje infrastruktura służąca do ukrycia mieszkańców.

- Jeśli chodzi o schronienia, to faktycznie brakuje tego. Mam zaledwie jeden, dopiero teraz odtwarzany, schron obrony cywilnej z lat zimnej wojny, ale staramy się póki co przekonać ludzi, że najbliższe miejsce schronienia to jest oczywiście ta najniższa kondygnacja, czyli piwnice lub jakieś inne pomieszczenia, które nie będą groziły zawaleniem – powiedział Paweł Szymkowicz.

Ochrona ludności. Samorządowcy apelują o więcej szkoleń i środków

Na brak miejsc schronienia wskazała też Beata Lejmanowicz, burmistrz Kisielic (woj. warmińsko-mazurskie). Dodała, że gmina organizuje specjalne szkolenia dla mieszkańców, ale to nie wystarczy.

- Widzę, że brakuje nam miejsc schronienia. Jesteśmy taką gminą, że nie mamy takich miejsc. Ale w tej chwili będziemy budować magazyny przy jednostkach OSP i wszystkie środki, które dostajemy, dosłownie są spożytkowane - powiedziała Lejmanowicz.

O potrzebie większej liczby szkoleń i lepszego przygotowania mieszkańców mówił z kolei wójt gminy Chrostkowo Mariusz Lorenc. Jak zaznaczył, ważną rolę w budowaniu świadomości na temat reagowania w sytuacjach kryzysowych powinny odgrywać także szkoły.

- Potrzebne więcej szkoleń, więcej informacji, zarówno dla pracowników administracji, jak i dla mieszkańców, żeby to było dobrze odczytywane i żeby było brane na poważnie, bo przez tyle lat uśpienia generalnie społeczeństwo też różnie reaguje na alarmy, na różnego rodzaju komunikaty, na alerty. Więc potrzebne na pewno jest dużo szkoleń, dużo pracy. Myślę, że już i szkoły powinny w tym uczestniczyć – powiedział wójt Chrostkowa.

Do kwestii miejsc schronienia odniósł się też w rozmowie z naszym serwisem wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Wiesław Leśniakiewicz. Zaapelował, by mieszkańcy w razie sytuacji zagrożenia postali się poszukać bezpiecznego miejsca w swoim otoczeniu.

- Zwracam uwagę na to, żeby każdy poszukał sobie własnego miejsca schronienia w swoim domu – u siebie, w mieszkaniu, w budynku jednorodzinnym. Najbardziej bezpieczne jest wszystko, co jest poniżej poziomu terenu. Pomieszczenia, które nie mają okien, które mają w miarę odporne ściany – powiedział Leśniakiewicz.

Jak wyjaśnił wiceminister, w przypadku nagłego zagrożenia mieszkańcy mogą nie mieć czasu, by przenieść się do najbliższego miejsca schronienia wyznaczonego przez służby.

- Może być sytuacja, że zestrzelony zostanie jakiś obiekt i odłamki mogą spaść w różnych miejscach. I tu trzeba się chronić w ramach swojej infrastruktury. Bo jeżeli dostanę o 4. w nocy informację, to nie będę szukał, gdzie się ukryć. (…) Raczej patrzmy na tą ochronę swoją, indywidualną – wyjaśnił wiceminister Leśniakiewicz.

mc/ mp/

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zdjęcie - Łukasz Dobrzyński
oprac. Łukasz Dobrzyński

Wydawca z kilkunastoletnim doświadczeniem. Z Gazetą Prawną związany od 4 lat. Prywatnie miłośnik motocykli i podróżowywania. 

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraTusk ujawnił, co według służb planuje Rosja. Wśród celów Polska »
Zapisz się na newsletter
Zapisz się na newsletter Forsal.pl „Bezpieczeństwo” i otrzymuj najważniejsze informacje dotyczące bezpieczeństwa w Polsce i na świecie.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj