Niemcy zakładają, że w przypadku konfliktu zbrojnego na wschodniej flance NATO staną się głównym zapleczem logistycznym i medycznym. Przez terytorium kraju przemieszczałyby się wojska i sprzęt kierowane na wschód, natomiast ranni żołnierze byliby ewakuowani w przeciwnym kierunku.
Według szacunków Bundeswehry do niemieckich placówek medycznych mogłoby trafiać od 300 do 1000 rannych żołnierzy dziennie. Około jedna trzecia z nich wymagałaby intensywnej terapii. Oznacza to konieczność wykorzystania nie tylko infrastruktury wojskowej, ale również możliwości cywilnego systemu ochrony zdrowia.
Niemcy szykują się na przyjęcie tysięcy rannych żołnierzy
Bundeswehra dysponuje pięcioma szpitalami wojskowymi. Ich możliwości nie pozwoliłyby jednak na samodzielne przyjęcie takiej liczby pacjentów. W przypadku konfliktu część wojskowego personelu medycznego zostałaby dodatkowo skierowana do zabezpieczenia działań prowadzonych bliżej obszaru walk.
Niemieckie władze przygotowują model, w którym wojskowi i cywilni operatorzy systemu ochrony zdrowia będą współpracować podczas masowego napływu rannych. Jednocześnie szpitale musiałyby nadal zapewniać normalną opiekę mieszkańcom Niemiec.
Bundeswehra wskazuje, że w czasie konfliktu system ochrony zdrowia mógłby zostać dodatkowo obciążony awariami infrastruktury informatycznej i energetycznej, problemami z dostawami leków oraz materiałów medycznych, a także niedoborem wykwalifikowanego personelu.
Niemcy przyspieszają przygotowania szpitali do wojny
Minister zdrowia Nina Warken w rozmowie z "Welt am Sonntag" powiedziała, że Niemcy nie są jeszcze wystarczająco przygotowane na wojną na dużą skalę.
– Musimy przygotować się nie tylko na gwałtowne zjawiska pogodowe, katastrofy czy pandemie, lecz niestety także na scenariusze wojenne. Jak dotąd jesteśmy na to zbyt słabo przygotowani – stwierdziła.
Niemieckie ministerstwo zdrowia pracuje nad rozwiązaniami mającymi zwiększyć odporność systemu ochrony zdrowia. Obejmują one m.in. lepszą współpracę między strukturami cywilnymi i wojskowymi, zabezpieczenie dostaw oraz określenie sposobu działania placówek medycznych w sytuacji kryzysu.
Niemcy sięgają po bunkry z czasów zimnej wojny
Niemieckie władze zwracają również uwagę na odporność infrastruktury. Placówki medyczne analizują możliwość tworzenia chronionych przestrzeni oraz zabezpieczenia budynków przed zagrożeniami związanymi z działaniami wojennymi, w tym atakami z użyciem dronów.
Wśród rozważanych rozwiązań znajduje się również wykorzystanie podziemnych części budynków. Mogłyby one służyć jako dodatkowe zaplecze medyczne lub miejsca ochrony pacjentów i personelu w przypadku zagrożenia. Przykładem takiej infrastruktury jest podziemny bunkier znajdujący się przy szpitalu Bundeswehry w Ulm. Obiekt powstał w okresie zimnej wojny i został zaprojektowany z myślą o przyjęciu około 2 tys. osób.
Istotnym elementem przygotowań jest także szkolenie personelu. W Niemczech tylko niewielka grupa lekarzy ma praktyczne doświadczenie w leczeniu obrażeń charakterystycznych dla konfliktów zbrojnych. Dlatego cywilni lekarze mają być przygotowywani do pracy w warunkach masowego napływu rannych.
Bundeswehra zamawia mobilne szpitale
Doświadczenia wojny Rosji przeciwko Ukrainie są jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla niemieckich planistów. Szczególną uwagę zwraca się na potrzebę mobilności, rozproszenia infrastruktury medycznej oraz możliwości działania w warunkach zagrożenia atakami.
Elementem tych przygotowań jest rozwój mobilnego zaplecza medycznego. Bundeswehra zamówiła w Rheinmetall 149 mobilnych stacji medycznych. Rozwiązania tego typu są wykorzystywane również przez Ukrainę.
Mobilne stacje mają umożliwiać zapewnienie pomocy medycznej i chirurgicznej bliżej jednostek wojskowych oraz ich szybkie przemieszczanie w zależności od sytuacji. Część zamówionych systemów ma zostać wyposażona w ochronę balistyczną przed ostrzałem z broni ręcznej i odłamkami.
Absolwent Uniwersytetu w Białymstoku. W swojej pracy analizuje globalną geopolitykę, modernizację armii oraz rozwój przemysłu zbrojeniowego.
Bogate doświadczenie w mediach zdobywał krok po kroku. Pracę w zawodzie rozpoczynał w Polska Press, a następnie rozwijał warsztat jako copywriter, dziennikarz i wydawca w ogólnopolskich portalach Interia oraz Wirtualna Polska.
