Apel Merza i Macrona do Komisji Europejskiej
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz i prezydent Francji Emmanuel Macron wezwali Komisję Europejską do bardziej efektywnej ochrony konkurencyjności europejskiego przemysłu. W liście do szefowej KE Ursuli von der Leyen zaapelowali o stworzenie mechanizmu, który będzie pozwalać Brukseli na odcinanie w razie konieczności dostępu do unijnego rynku.
Przywódcy dwóch największych krajów UE napisali, że „potrzebny jest instrument, który umożliwi nam reagowanie na sytuacje, w których państwa trzecie celowo dążą do podważenia równych warunków konkurencji i uczciwych zasad rynkowych za pomocą środków politycznych lub gospodarczych, prowadzących do poważnych i systemowych zakłóceń na naszym rynku wewnętrznym". Chodzi głównie o eksport z Chin, choć list tego nie precyzuje.
Rozmowy UE-Chiny
Komentatorzy zwracają uwagę na fakt, że treść listu ujawniono kilka dni przed kluczowymi rozmowami komisarza ds. handlu w Pekinie. Słowak Marosz Szefczovicz udaje się do Pekinu w czwartek 8 października. Ma wziąć udział w posiedzeniu Rady ds. Handlu i Inwestycji UE–Chiny oraz spotkać się z chińskim ministrem handlu Wang Wentao. Głos przywódców Francji i Niemiec można interpretować jako dodatkową presję na Pekin.
Rozmowy będą kulminacyjnym punktem dialogu, zainicjowanego przez KE w marcu br., pomiędzy UE a Chinami, którego tematem jest rosnący deficyt w handlu na niekorzyść Europy. W Brukseli wizyta ta jest określana mianem „rozmów ostatniej szansy”. Alternatywą jest otwarta wojna handlowa między UE a Pekinem.
Możliwa wojna handlowa z Chinami
Z rozmów PAP ze źródłami w KE wynika, że Komisja ma świadomość, iż UE takiej wojny nie jest w stanie wygrać. W najgorszym z możliwych scenariuszy Pekin odetnie UE od kluczowych dla wielu branż przemysłu metali ziem rzadkich, których Chiny są największym na świecie producentem i eksporterem. Co więcej, dzięki przewadze technologicznej kontrolują kluczowy etap ich rafinacji.
UE ma ogromny deficyt w handlu z Chinami
O powodach napięć między Brukselą a Pekinem i o tym, jak w obliczu wojny handlowej z Chinami powinna zachować się Polska, PAP rozmawiała z dr. Adrianem Broną, ekspertem do spraw Chin z Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Rozmówca PAP przypomniał, że „UE ma ogromny deficyt w handlu z Chinami, który w 2025 roku wynosił 360 mld euro, czyli niemal 1 mld euro dziennie”. Zaznaczył, że sytuacja jest coraz bardziej napięta, bo w 2026 roku deficyt ten będzie jeszcze wyższy. W drugim kwartale 2026 roku wyniósł on 54,8 mld euro.
Zdaniem dr. Brony tarcia handlowe narastały przez lata, a było to głównie spowodowane polityką gospodarczą władz Państwa Środka.
- Cała polityka gospodarcza Pekinu jest obecnie skoncentrowana na maksymalizacji produkcji. Chiny wytwarzają jak najwięcej się da, jak najbardziej nowoczesnych dóbr. Problem polega na tym, że władze nie zadbały o pobudzanie popytu wewnętrznego. Chińscy konsumenci nie są – z różnych powodów – chętni do kupowania chińskich produktów. Widać to też w branży motoryzacyjnej. Z każdym kwartałem rośnie eksport chińskich aut, podczas gdy popyt na nie spada – podkreślił ekspert.
Władze w Pekinie musiały coś zrobić z nadwyżkami. Ponieważ za drugiej kadencji Donalda Trumpa USA bardzo mocno ograniczyły import z Chin, została im UE, która pozostaje wciąż w miarę otwartym rynkiem. - Efekty tej otwartości są dewastujące. Mówimy o setkach tysięcy ludzi, którzy mogą stracić pracę w krajach UE w najbliższych kilkunastu miesiącach – zauważył ekspert.
Chiny nie chcą kupować, wolą eksportować
Analitycy z krajów UE zgadzają się co do diagnozy, że dopóki Pekin nie zmieni polityki gospodarczej (na co się nie zanosi), europejski przemysł nie będzie w stanie stawić czoła konkurencji ze strony Chin. W niektórych sektorach chińskie firmy otrzymują nawet do 8 razy większe subsydia państwowe lub wsparcie publiczne niż przedsiębiorstwa z państw OECD, w tym z krajów UE.
Co więcej, zdaniem eksperta z UJ, „Chińczycy mówią dziś wprost, że są zainteresowani tylko tym, aby eksportować do Europy”. - Nie chcą kupować towarów z krajów Wspólnoty. Jeszcze kilkanaście lat temu krygowali się, tłumacząc, że gdy Chiny jeszcze bardziej się rozwiną, to chińscy konsumenci będą zamożniejsi i bardziej chętnie do kupowania zagranicznych towarów – zaznaczył dr Brona.
Niemcy zmieniły stanowisko ws. Chin
Zapytany o list Macrona i Merza do von der Leyen podkreślił, że Komisja Europejska jest owszem odpowiedzialna za wspólną politykę handlową, ale bez zgody unijnych stolic tak naprawdę nic nie może zrobić. - Przez wiele lat to Niemcy blokowały jakiekolwiek mocniejsze działania na rzecz ochrony unijnego rynku. Ciekawe jest to, że teraz Berlin prosi o bardziej aktywną politykę handlową wobec Pekinu – dodał Brona.
Według eksperta zmiana w podejściu wynika stąd, że chińskie spółki z branży motoryzacyjnej zaczęły wypierać niemieckich producentów aut nie tylko z rynku chińskiego, ale i z globalnego. Dotychczas to właśnie niemieckie koncerny motoryzacyjne optowały za współpracą z Chinami, wpływając na politykę Berlina. – Teraz nastroje w Niemczech na tyle się zmieniły, że kanclerz Merz, bądź ktokolwiek kto go zastąpi w przyszłości, będzie musiał zadbać o ochronę rynku – powiedział Brona.
Skutki ewentualnej wojny handlowej z Chinami dla Polski
Zapytany, jak powinna zachować się Polska, gdyby doszło do wojny handlowej między UE a Chinami, ekspert przypomniał, że jesteśmy w dość specyficznej sytuacji.
- Z jednej strony polscy eksporterzy mają utrudniony dostęp do chińskiego rynku. Z drugiej strony spora część polskiego importu z Chin jest albo przepakowywana w Polsce i wysyłana dalej, albo są to komponenty do produkcji, która głównie idzie na eksport - zauważył.
- Można więc powiedzieć, że Polska zyskuje na handlu Unii z Chinami jako pośrednik. Jeszcze kilka lat temu mówiło się, że jesteśmy bramą Chin do Europy – dodał dr Brona. Zaznaczył, że Polska ma „gigantyczny deficyt w handlu z Chinami”: eksportujemy towary wartości mniej więcej 3 mld euro, a importujemy za 5 mld euro.
Czy europejski przemysł przetrwa?
Zdaniem dr. Brony, gdyby doszło do wojny handlowej UE-Chiny, polskie firmy też ucierpią. - Decydenci w Polsce i Europie muszą sobie zadać pytanie, czy UE może sobie pozwolić na takie relacje gospodarcze z Chinami, jakie mamy obecnie? Jeżeli nic z tym nie zrobimy, to za kilkanaście lat niewiele zostanie z europejskiego przemysłu, bo będzie za późno na to, by go ratować - ocenił.
KE dysponuje obecnie instrumentem ochrony przed gospodarczym wymuszeniem (ang. Anti-Coercion Instrument, ACI), którego pomysł narodził się w odpowiedzi na groźby celne Stanów Zjednoczonych w trakcie pierwszej prezydentury Donalda Trumpa. ACI, nazywana potocznie „handlową bazooką”, w praktyce jest trudna do wykorzystania. Poprzedza ją wieloetapowa procedura, na koniec której państwa UE podejmują decyzję o jej użyciu większością kwalifikowaną, co oznacza, że co najmniej 15 stolic musi być „za”.
Potrzeba nowych mechanizmów ochrony europejskiego rynku
M.in. dlatego w liście do von der Leyen Merz z Macronem postulują stworzenie mechanizmu, który pozwoliłby na „uruchomienie procedury w drodze tzw. odwróconej większości kwalifikowanej - oraz na zastosowanie skutecznych środków, aż po natychmiastowe odcięcie dostępu do rynku wewnętrznego w razie konieczności”. Odwrócona większość oznaczałaby, że to KE podejmowałaby decyzję o np. odcięciu dostępu do unijnego rynku, a państwa mogłyby ją odrzucić większością kwalifikowaną, a więc zebrać sprzeciw 15 państw.
Hiszpania może stawiać opór
Dr Brona powiedział PAP, że po przejściu Niemiec na stronę obozu protekcjonistycznego, wykorzystanie ACI byłoby znacznie łatwiejsze. Według niego spośród większych państw UE przeciwnikiem użycia „handlowej bazooki” mogłaby być jedynie Hiszpania.
Madryt był niechętny nałożeniu dodatkowych ceł na chińskie samochody elektryczne, ostatecznie wstrzymał się od głosu. Głosowanie miało miejsce w październiku 2024. Za przyjęciem ceł było 10 krajów (m.in. Francja, Polska, Włochy), przeciw 5 (Niemcy, Węgry, Malta, Słowenia i Słowacja), a 12 wstrzymało się od głosu.
Stanowisko Hiszpanii wynika z faktu, że chińskie firmy dość mocno inwestują w produkcję elektryków w Hiszpanii, a rząd w Madrycie liczy na jeszcze większe inwestycje. Dr Brona zauważył, że rząd polski ma dużo większą swobodę, bo inwestycje chińskie w Polsce są na niskim poziomie, więc w razie konfliktu handlowego nie jesteśmy narażeni na jakieś poważne konsekwencje wycofania się z naszego kraju.
Według naszego rozmówcy z UJ rząd w Warszawie prowadzi coraz bardziej protekcjonistyczną politykę w stosunku do Chin, nie tylko z powodów gospodarczych, ale również politycznych. - W tle jest wojna w Ukrainie, chodzi o wsparcie Pekinu dla Rosji – powiedział dr Brona.
Jacek Pawlicki
Redaktor i wydawca strony głównej, z redakcjami Grupy Infor (Forsal.pl, Dziennik.pl, GazetaPrawna.pl, Infor.pl, ZdrowieGO.pl) związany od 2010 roku. Zajmuje się tematyką stosunków międzynarodowych, polityki gospodarczej i technologicznej, bezpieczeństwa, a także psychologią, zarządzaniem i pracą. Wcześniej zajmował się naukowo teoriami społeczeństwa sieci.

