Już wszystkie 2477 gminy w Polsce przekazały do urzędów wojewódzkich dokumenty dotyczące procedur ewakuacji mieszkańców, wynika z danych Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. To ważne, nie chodzi już bowiem o luźne założenia, ogólne koncepcje czy dokumenty, które można byłoby dopracować dopiero wtedy, gdy pojawi się zagrożenie. Plany mają być gotowe wcześniej.
W sytuacji kryzysowej liczyć się będą godziny. Jeżeli zostanie podjęta decyzja o ewakuacji, nie będzie czasu na tworzenie procedur od podstaw, ustalanie odpowiedzialności czy zastanawianie się, gdzie skierować mieszkańców. Wszystko powinno być ustalone wcześniej.
Właśnie dlatego dokumenty przygotowywane przez samorządy mają znaczenie nie tylko administracyjne. W przypadku poważnego kryzysu mogą stać się instrukcją działania dla całego systemu – od władz lokalnych po służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo mieszkańców.
Kryzys nie musi zaczynać się od wojny
Słowo „ewakuacja” od razu przywołuje obrazy wojny, katastrof albo wielkich klęsk żywiołowych. Tymczasem sytuacja kryzysowa może mieć znacznie mniej spektakularny początek. Jednym z takich scenariuszy jest długotrwała przerwa w dostawie energii elektrycznej.
Brak prądu oznacza bowiem znacznie więcej niż niedziałające światło. Przestają pracować urządzenia, pojawiają się problemy z ogrzewaniem, komunikacją czy dostępem do podstawowych usług. A w domu bardzo szybko pojawia się jeszcze jeden problem: co zrobić z jedzeniem znajdującym się w lodówce i zamrażarce?
Służby sanitarne przewidują czarny scenariusz
Jak informował rynekzdrowia.pl, powstała instrukcja przygotowana wspólnie z koordynatorami do spraw komunikacji Europejskiego Urzędu do spraw Bezpieczeństwa Żywności z Węgier, Czech i Chorwacji. Dokument opisuje zasady postępowania przed awarią, w czasie jej trwania oraz po przywróceniu zasilania.
Nie chodzi więc wyłącznie o to, jak przetrwać samą awarię. Równie ważne jest to, by po jej zakończeniu nie narazić się na zatrucie żywnością, która w czasie przerwy w dostawie prądu przestała być bezpieczna.
Cztery godziny. Potem robi się niebezpiecznie
Główny Inspektorat Sanitarny wskazuje na prostą, ale bardzo istotną granicę. Po około czterech godzinach bez zasilania temperatura w zamkniętej lodówce zaczyna przestawać gwarantować bezpieczeństwo przechowywanej żywności.
Kluczowa jest temperatura 5 stopni Celsjusza. Dlatego jedna z podstawowych zasad brzmi banalnie: lodówki nie należy otwierać bez potrzeby. Każde otwarcie drzwi oznacza bowiem napływ cieplejszego powietrza. Im częściej zaglądamy do środka, tym szybciej urządzenie traci niską temperaturę.
Zamknięta lodówka jest w stanie utrzymać bezpieczne warunki przez około cztery godziny. Później ryzyko rośnie. I właśnie wtedy problemem stają się produkty, które na pierwszy rzut oka mogą wyglądać zupełnie normalnie.
Mięso, ryby, nabiał czy gotowe dania mogą przestać nadawać się do spożycia, mimo że nie zmieniły jeszcze wyglądu ani zapachu. Niebezpiecznych bakterii nie można przecież zobaczyć gołym okiem. To jedna z najważniejszych rzeczy, o których trzeba pamiętać podczas awarii prądu.
Lód może okazać się ważniejszy, niż się wydaje
W kryzysie znaczenie mają rozwiązania, które na co dzień wydają się zupełnie nieistotne. Warto przygotować się wcześniej i mieć pod ręką wkłady chłodzące, lód albo nawet zamrożone butelki z wodą.
W poradniku cytowanym przez rynekzdrowia.pl znalazła się konkretna rada: "Trzymaj kilka pojemników z lodem w zamrażarce. Podczas przerwy w dostawie prądu umieść część z nich w lodówce, aby pomóc utrzymać niską temperaturę żywności”.
To prosty sposób na przedłużenie czasu, w którym produkty pozostają w bezpiecznych warunkach. Oczywiście pod warunkiem, że wcześniej pomyślimy o tym, by taki zapas przygotować.
Zamrażarka daje więcej czasu. Ale nie bez końca
W porównaniu z lodówką zamrażarka daje znacznie większy margines bezpieczeństwa. Jeśli jest pełna, może utrzymać bezpieczną temperaturę nawet przez około 48 godzin. Jeżeli znajduje się w niej mniej produktów, czas ten skraca się do około 24 godzin.
Ale nawet zamrażarka nie daje gwarancji, że każdą żywność uda się uratować.Jeżeli produkty się rozmroziły, nie powinny po prostu wrócić do zamrażarki. Sam fakt, że żywność nadal wydaje się zimna, nie oznacza jeszcze, że ponowne zamrożenie będzie bezpieczne. W takiej sytuacji – zgodnie z zaleceniami – żywność należy odpowiednio przygotować termicznie i możliwie szybko wykorzystać, zamiast ponownie ją zamrażać.
Najbardziej zdradliwe jest to, czego nie widać
Wśród wszystkich zaleceń dotyczących postępowania z żywnością podczas awarii jedna zasada jest szczególnie ważna: jeśli pojawiają się wątpliwości, lepiej produkt wyrzucić.
Produkty łatwo psujące się, które przez ponad dwie godziny znajdowały się w temperaturze powyżej 5 stopni Celsjusza, nie powinny trafiać na talerz. Nawet wtedy, gdy wyglądają dobrze i pachną normalnie. Problem polega na tym, że bakterii odpowiedzialnych za zagrożenie nie widać. Ich obecność nie musi oznaczać zmiany wyglądu czy zapachu jedzenia. Dlatego kierowanie się wyłącznie tym, co widzimy i czujemy, może dawać fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
Zmiana zapachu, koloru lub konsystencji? Do kosza
Sygnały ostrzegawcze mogą się jednak pojawić. Jeżeli produkt zmienił zapach, kolor albo konsystencję, nie powinien być spożywany. Taką żywność należy wyrzucić. Szczególnej uwagi wymagają również sytuacje, w których doszło do wycieku lub zepsucia produktów. Po takim zdarzeniu konieczne jest dokładne umycie lodówki albo zamrażarki.
To kolejny element przygotowania na kryzys, o którym łatwo zapomnieć. Samo usunięcie zepsutego produktu nie zawsze wystarczy. Miejsce, w którym się znajdował, również wymaga odpowiedniego oczyszczenia.
Co warto mieć w domu, zanim zgaśnie światło
Przygotowanie na kryzys nie musi oznaczać budowania w domu specjalnego schronu ani gromadzenia zapasów na miesiące. Czasem chodzi o znacznie prostsze rzeczy.Warto mieć produkty, które nie wymagają przechowywania w lodówce i mogą być zjedzone bez skomplikowanego przygotowania. Przydatne mogą być także zapasy wody, lód, wkłady chłodzące czy zamrożone butelki.
Bo kiedy nagle zabraknie prądu, rzeczy, które na co dzień wydają się oczywiste, przestają takie być. Właśnie dlatego państwo przygotowuje procedury wcześniej.
Absolwentka politologii i dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim, także PR-owiec. Przez blisko dziesięć lat jej pasją było radio, gdzie prowadziła audycje i robiła reportaże, ostatecznie zwyciężyła magia mediów internetowych. Bliskie są jej tematy związane z rynkiem pracy i przedsiębiorczością. Lubi rozmawiać z ludźmi i opisywać ich historie, także te biznesowe, prowadzące do sukcesu. Prywatnie wielbicielka psów i kotów, górskich wędrówek, jazdy na nartach i podróży w miejsca nieoczywiste.
