Plan USA na Tajwan? Najpierw odwrót
W rozmowie z dziennikiem "The Washington Post" Culver wyjawił, jak za czasów jego pracy w CIA wyglądał plan USA na wypadek ewentualnej inwazji Chin na Tajwan.
– Według części analityków w Pentagonie, choć mogło się to zmienić od czasu mojego odejścia, jeśli uznamy, że wojna pomiędzy Chinami a Tajwanem jest nieunikniona, to powinniśmy wycofać z regionu najcenniejsze jednostki marynarki wojennej. Potem musielibyśmy próbować wrócić i przebijać się z powrotem. Tylko skąd? Tego nie wiadomo. Guam – wyspa na Pacyfiku położona 3 tys. km od wybrzeża Chin – też nie jest żadną twierdzą – przyznał Culver.
Były analityk CIA wyjaśnił, że w przeciwnym razie amerykańskie okręty mogłyby stać się łatwym celem dla Chińczyków. Stwierdził, że Pekin mógłby skuteczniej uderzać w cele w Japonii i Korei Południowej, gdzie Amerykanie mają bazy, niż Iran robił to w rejonie Zatoki Perskiej. A przypomnijmy – drony i rakiety reżimu w Teheranie trafiły co najmniej 238 celów i jednostek sprzętu wojskowego w toku ostatniej wojny.
Culver podkreślił, że amerykańskie lotniskowce musiałyby działać w odległości mniejszej niż 1600 km od pola walki, by mieć realne znaczenie dla przebiegu wojny. Wtedy jednak znalazłyby się w zasięgu chińskich rakiet. – Nie ma już bezpiecznych miejsc – skonstatował.
Chiny dominują wszędzie nad powierzchnią oceanów
Według Culvera "trudno wskazać obszar, poza okrętami podwodnymi i wojną podwodną, w którym USA nadal mają przewagę" militarną nad Chinami. W niektórych strategicznych dziedzinach – jak produkcja nowoczesnej amunicji – przewaga Chin ma być wręcz ogromna, wynosząca kilka rzędów wielkości.
Były analityk CIA zaznaczył, że "wojnę przegra ta strona, która pierwsza wyczerpie zapasy amunicji". Jeśli więc Chiny są w stanie produkować uzbrojenie w skali wielokrotnie przewyższającej amerykańskie możliwości przemysłowe, wnioski nasuwają się same.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w przemyśle stoczniowym. Culver przypomina, że pojedyncza chińska stocznia Jiangnan – położona na wyspie Changxing pod Szanghajem – ma większe moce produkcyjne niż wszystkie amerykańskie stocznie wojenne razem wzięte.
Łączny potencjał chińskiego przemysłu stoczniowego ma być aż 232 razy większy niż amerykański – wynika z ujawnionego w 2023 r. slajdu prezentacji US Navy.
Ekspert dodaje, że Chiny "wodują każdego roku tyle okrętów, ile liczy cała francuska marynarka wojenna".
Prawdopodobieństwo wojny o Tajwan maleje. Dlaczego?
W zachodnich mediach niemal rytualnie pojawiają się publikacje wskazujące, że wraz ze wzrostem potęgi militarnej Pekinu rośnie prawdopodobieństwo wojny z Tajwanem. Culver uważa jednak dokładnie odwrotnie. Jego zdaniem rosnąca przewaga Chin zmniejsza ryzyko wojny. Jak to tłumaczy?
Sprawa Tajwanu to "kryzys, którego Xi Jinping chce uniknąć, a nie okazja, którą chce wykorzystać". Im silniejsze stają się Chiny, tym mniej potrzebują wojny. Wystarczy poczekać, aż przewaga militarna przechyli się tak mocno na korzyść Pekinu, że USA same ograniczą gwarancje bezpieczeństwa dla wyspy.
Culver przewiduje, że moment, w którym Amerykanie zaczną mówić: "może Tajwan to wojna, w którą nie chcemy się angażować", może niemal automatycznie otworzyć drogę do pokojowego zjednoczenia Chin z Tajwanem.
Były analityk CIA dodaje, że nie oznacza to jednak, iż Pekin uważa USA za niegroźne. Wręcz przeciwnie. Według Culvera Chiny postrzegają Amerykę jako państwo "bardzo agresywne militarnie", które wraz ze spadkiem własnej potęgi staje się coraz bardziej skłonne do użycia siły. To kolejny powód, dla którego – w jego opinii – Xi Jinping nie chce wojny o Tajwan.
Czy USA jeszcze mogą uratować sytuację?
Culver nie widzi, w jaki sposób USA mogłyby zniwelować przewagę militarną Chin. Jego zdaniem ma ona charakter strukturalny i może być nieodwracalna. Planowany przez Trumpa półtorabilionowy budżet obronny, dwa razy większy niż obecnie, raczej tego nie zmieni.
– Obawiam się, że byłoby po prostu wyrzucaniem dobrych pieniędzy w zły system – stwierdził.
Sceptycznie odnosi się też do głośnej koncepcji Pentagonu zakładającej stworzenie wokół Tajwanu "dronowego piekła".
– Jakie drony? Odpalane skąd? – pytał ekspert. Zwrócił uwagę, że musiałyby zostać rozmieszczone wcześniej na Tajwanie, na Filipinach albo południowo-zachodnich wyspach Japonii – czyli wszędzie tam, gdzie mogą zostać łatwo zniszczone przez Chiny.
– Tak wyglądają realia wojny na Pacyfiku, gdzie o wszystkim decydują czas i odległość – podsumował Culver.
