Wspomniana gra wojenna została przeprowadzona w grudniu 2025 r. z inicjatywy niemieckiego dziennika "Die Welt" we współpracy z Niemieckim Centrum Gier Wojennych Uniwersytetu Bundeswehry im. Helmuta Schmidta.

W ćwiczeniu wzięło udział 16 byłych wysokich rangą niemieckich i natowskich urzędników, parlamentarzystów oraz ekspertów. Odgrywali oni role przedstawicieli różnych państw i przywódców. Scenariusz osadzono w realiach politycznych października 2026 roku.

Rosja zajmuje miasto pod polską granicą. Zasłoną jest "kryzys humanitarny"

W symulacji Rosja wykorzystała pretekst rzekomego kryzysu humanitarnego w obwodzie kaliningradzkim, by zająć litewskie miasto Mariampol – kluczowy węzeł komunikacyjny w wąskim pasie między Rosją a Białorusią, położony około 27 km od granicy z Polską.

W toku rozgrywki rosyjska narracja o "misji humanitarnej" okazała się wystarczająca, by Stany Zjednoczone nie zdecydowały się na uruchomienie artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Berlin pozostał niezdecydowany, a Polska, choć rozpoczęła mobilizację, nie wysłała wojsk z pomocą Litwie. Do tego wszystkiego niemiecka brygada stacjonująca obecnie na Litwie nie podjęła interwencji. Co ich powstrzymało? Między innymi fakt, że Rosja użyła dronów do zaminowania dróg wokół jej bazy.

– Odstraszanie zależy nie tylko od zdolności militarnych, lecz także od tego, w co wierzy przeciwnik, jeśli chodzi o naszą wolę działania. W tej grze wojennej moi "rosyjscy koledzy" i ja wiedzieliśmy, że Niemcy będą się wahać. I to wystarczyło, by wygrać – powiedział Franz-Stefan Gady w rozmowie z "The Wall Street Journal". W toku symulacji wcielał się w rolę rosyjskiego szefa sztabu generalnego.

ikona lupy />
Mariampol leży około 27 km od polskiej granicy / Google Maps

Mariampol, liczący około 35 tys. mieszkańców, leży przy jednym z najbardziej strategicznych węzłów drogowych w Europie. Na południowy zachód biegnie Via Baltica – główna arteria łącząca kraje bałtyckie z Polską, zatłoczona ciężarówkami z całej UE i Ukrainy. Na zachód prowadzi droga tranzytowa między Białorusią a Kaliningradem, którą Litwa – na mocy umów – musi utrzymywać otwartą dla rosyjskiego ruchu.

"W tym tygodniu przejeżdżały nią rosyjskie ciężarówki, często pozbawione oznaczeń, mijając przy granicy wieżę z flagami Ukrainy i Litwy oraz hasłem ‘Razem do zwycięstwa’" – komentuje ironicznie „WSJ”.

Rosjanie do zwycięstwa potrzebowali tylko 15 tys. żołnierzy

W grze wojennej "Die Welt" Rosja – przy braku silnego amerykańskiego przywództwa – zdołała w ciągu kilku dni podważyć wiarygodność NATO i ustanowić dominację w krajach bałtyckich. Podkreślmy: początkowo użyła do tego zaledwie około 15 tys. żołnierzy.

Rosjanie osiągnęli większość swoich celów, nie angażując dużych sił. To pokazało mi, że gdy stajemy wobec eskalacyjnej narracji ze strony Rosji, w naszym myśleniu odruchowo zakładamy, że to my powinniśmy dążyć do deeskalacji – mówił "WSJ" Bartłomiej Kot, polski ekspert ds. bezpieczeństwa, który w ćwiczeniu odgrywał rolę premiera Polski.

To nierealny scenariusz? "Wiedzielibyśmy wcześniej"

Kontradmirał Giedrius Premeneckas, szef sztabu litewskiej armii, zapewnia, że w rzeczywistości NATO dysponowałoby ostrzeżeniami wywiadowczymi na tyle wcześnie, że mogłoby uniknąć takiego scenariusza.

Nawet bez wsparcia sojuszników litewskie siły zbrojne – liczące 17 tys. żołnierzy w czasie pokoju i 58 tys. po natychmiastowej mobilizacji – byłyby w stanie poradzić sobie z kryzysem wokół Mariampola.

Dla Rosji utrzymanie Kaliningradu byłoby ogromnym wyzwaniem, a NATO musiałoby jasno powiedzieć: jeśli zaczniecie, stracicie Kaliningrad – zaznaczył kontradmirał Premeneckas.

Ile czasu pozostało Europie?

W środę Litwę odwiedził dowódca niemieckich wojsk lądowych gen. Christian Freuding. W trakcie wizyty powiedział, że choć wywiad NATO nadal ocenia, iż Rosja nie będzie zdolna do ataku na państwa Sojuszu przed 2029 rokiem, Niemcy i ich partnerzy "są gotowi do walki już dziś, bez względu na okoliczności". Dodał jednak, że nie chce spekulować, ile czasu pozostało Europie do ewentualnego uderzenia Kremla.

– Jesteśmy ogromnie wdzięczni Ukraińcom, którzy każdego dnia swoją krwią i stratami dają nam czas na lepsze przygotowanie. Wykorzystujemy ten czas rozsądnie, bo wiemy, że jeśli dojdzie do porozumienia w sprawie Ukrainy, Rosja przyspieszy swoją machinę wojenną. Nie możemy pozwolić, by Rosja uznała nas za słabych – zaznaczył kontradmirał Premeneckas.