Manewry Dynamic Messenger 2025 u wybrzeży Portugalii
Manewry morskie REPMUS/Dynamic Messenger 2025 odbywały się we wrześniu 2025 r. u wybrzeży Portugalii. Wzięły w nich udział siły morskie z 22 krajów NATO, w tym z Polski – łącznie ponad 3,5 tys. żołnierzy i marynarzy oraz dziesiątki okrętów. W ćwiczeniach uczestniczyli także oficerowie ukraińskiej marynarki wojennej. To właśnie oni dowodzili flotą "czerwonych", która mierzyła się z "niebieskimi", czyli siłami NATO.
Warto podkreślić, że Ukraińcy kierowali zgrupowaniem, w którym znalazły się jednostki i marynarze z USA, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i kilku innych krajów.
Testowano nowe technologie. Przećwiczono pięć scenariuszy
Podstawowym celem ćwiczeń było przetestowanie nowych technologii wojskowych w warunkach możliwie zbliżonych do rzeczywistych – z uwzględnieniem zakłóceń łączności, rozpoznania akustycznego oraz aktywnej obrony.
Zarówno "czerwoni", jak i "niebiescy" wykorzystywali w toku ćwiczeń nie tylko większe okręty, ale również samoloty i drony. Co ważne, flota "przeciwników NATO" używała również ukraińskich morskich bezzałogowców z serii Magura V7 – w tym m.in. wyposażonych w ładunki wybuchowe oraz karabiny maszynowe – które odegrały istotną rolę w neutralizowaniu zagrożenia ze strony rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w trakcie wojny.
Zgodnie z zasadami manewrów cel uznawano za "zniszczony", gdy został namierzony przez drona, co potwierdzały nagrania z jego kamery. Przykładowo: jeśli dron morski atakował okręt, uznawano go za "zwycięzcę", jeśli zdążył namierzyć jednostkę, zanim sam został wykryty. Jeśli natomiast załoga okrętu zdołała wcześniej sfotografować drona, uznawano go za przechwycony.
U wybrzeży Portugalii przez cztery tygodnie ćwiczono pięć scenariuszy, takich jak obrona portów i konwojów oraz ataki na konwoje. Jak relacjonuje niemiecki dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung", zakończyły się one "pogromem" sił "niebieskich" we wszystkich scenariuszach.
"Niebiescy" nawet nie wiedzieli, skąd nadchodzi zagrożenie
Ćwiczenia pokazały, że drony morskie – w połączeniu z doświadczeniem bojowym Ukraińców i przemyślanym planowaniem – stanowią realne zagrożenie dla sił morskich NATO. Przede wszystkim dlatego, że Sojusz nie jest jeszcze wystarczająco przygotowany na walkę z tego typu środkami.
W jednym ze scenariuszy "czerwoni" trafili fregatę podczas symulowanego ataku na konwój, co w realnych warunkach oznaczałoby jej zniszczenie. Pięć minut później "niebiescy" pytali zdezorientowani na wspólnym czacie: "Czy zamierzacie nas w końcu zaatakować, czy nie?".
– Problem nie polegał na tym, że nie mogli nas zatrzymać – oni nas nawet nie widzieli – wyjaśnił ukraiński wojskowy w rozmowie z "FAZ".
"To historyczny kamień milowy"
Z kolei rzecznik NATO potwierdził w rozmowie z niemiecką gazetą, że po raz pierwszy w historii Sojuszu to ukraińska marynarka dowodziła i koordynowała działania "wroga", czyli "czerwonych". Ocenił, że to "historyczny kamień milowy".
Dodał również, że manewry pokazały najnowsze trendy w wojnie morskiej. – Ukraińskie dowodzenie wniosło do ćwiczeń realizm bojowy i przyczyniło się do rozwoju nowych taktyk NATO – podsumował.