Pilot będzie dowodził rojem
Jeszcze kilka lat temu nowoczesny myśliwiec miał przede wszystkim sam wykrywać i niszczyć cele. Dziś wojskowi coraz częściej postrzegają go jako powietrzne centrum dowodzenia. F-35 już teraz potrafi zbierać dane z własnych sensorów i przekazywać je innym uczestnikom walki, a w przyszłości ma dodatkowo kierować grupą bezzałogowych statków powietrznych określanych mianem Collaborative Combat Aircraft (CCA). Ich zadaniem będzie prowadzenie rozpoznania, przenoszenie dodatkowego uzbrojenia, zakłócanie obrony przeciwlotniczej czy wykonywanie najbardziej ryzykownych misji. W praktyce pilot stanie się nie tylko operatorem własnego samolotu, lecz także dowódcą całego zespołu maszyn.
Na taki model lotnictwa stawiają już Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy i Australia. Programy te nie są już jednak wyłącznie futurystycznymi wizjami. W Stanach Zjednoczonych trwają przygotowania do prób bezzałogowca YFQ-44A Fury firmy Anduril, który w przyszłości ma współpracować z myśliwcami F-35 i przejmować część najbardziej ryzykownych zadań. Równolegle powstają konstrukcje takie jak Ghost Bat, Valkyrie, Brontanax czy CA-1 Europa, a kolejne państwa chcą włączyć się do tego technologicznego wyścigu.
Nie będą to jednak tanie konstrukcje. Według Douglasa Barriego z International Institute for Strategic Studies (IISS) pojedynczy CCA może kosztować od 20 do 40 mln dolarów. To wyraźnie mniej niż nowoczesny myśliwiec, ale wciąż kilkadziesiąt milionów dolarów za jedną maszynę. Dla porównania opracowywany obecnie amerykański myśliwiec szóstej generacji F-47 może kosztować nawet 200–300 mln dolarów za egzemplarz.
Tańsze od F-35. Ale czy bardziej opłacalne?
Entuzjazm wokół "lojalnych skrzydłowych" nie jest jednak powszechny. Jednym z krytyków tej koncepcji jest Justin Bronk z brytyjskiego think tanku Royal United Services Institute (RUSI). W rozmowie z dziennikiem "Financial Times" przekonywał, że zachwyt nad CCA może przesłaniać ich rzeczywiste koszty.
Bronk zwraca uwagę, że przy budowie dużej floty bezzałogowych skrzydłowych nie można patrzeć wyłącznie na cenę zakupu pojedynczych maszyn. Równie istotne są koszty wyszkolenia personelu, utrzymania zaplecza technicznego, logistyki i wieloletniej eksploatacji. Dopiero wtedy widać rzeczywisty koszt całego programu.
I właśnie tutaj – jego zdaniem – tkwi największy problem. Bronk uważa, że za pieniądze potrzebne na zakup i utrzymanie części floty CCA można byłoby znacznie skuteczniej zwiększyć potencjał lotnictwa. W rozmowie z "Financial Times" stwierdził, że "w większości konfiguracji powstaje mniej efektywna struktura sił", niż gdyby te same środki i personel przeznaczyć na dodatkowe uzbrojenie oraz systemy pozoracyjne dla samolotów załogowych.
Mówiąc prościej, zamiast kupować kolejne bezzałogowe skrzydłowe, lepiej byłoby wyposażyć istniejące F-35 i inne myśliwce w większy zapas pocisków powietrze–powietrze i powietrze–ziemia, nowoczesne wabiki utrudniające pracę obrony przeciwlotniczej oraz środki walki elektronicznej zakłócające radary i łączność przeciwnika. Zdaniem Bronka w wielu scenariuszach przyniosłoby to większe korzyści niż inwestowanie w dodatkowe CCA.
Brytyjski ekspert nie przekreśla jednak samej koncepcji CCA. Wręcz przeciwnie – uważa, że większe konstrukcje, takie jak rozwijany przez BAE Systems Brontanax, mogą okazać się bardzo przydatne podczas misji rozpoznawczych prowadzonych nad silnie bronionym terytorium. Zastrzega jednak, że "nie są darmową masą bojową". Ich opracowanie, zakup i utrzymanie będą kosztowne, dlatego nie należy traktować ich jako prostego sposobu na szybkie zwiększenie potencjału lotnictwa.
Ile zapłaci za to Polska?
Zakup 32 polskich F-35A pochłonął 4,6 mld dolarów, a budowa infrastruktury dla nowych myśliwców kosztuje kolejne miliardy złotych. Jeżeli w przyszłości dołączą do nich bezzałogowi skrzydłowi, rachunek będzie jeszcze wyższy.
W czerwcu amerykańska firma Shield AI zaproponowała Warszawie udział w programie bezzałogowca X-BAT i uruchomienie jego produkcji w Polsce. Na razie nie zapadły jednak żadne wiążące decyzje. Niezależnie od tego, czy przyszłością okaże się X-BAT, czy inna konstrukcja, polski MON również będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, które dziś stawia Justin Bronk: czy bezzałogowi partnerzy F-35 rzeczywiście są najlepszym sposobem na zwiększenie potencjału lotnictwa?
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
