Nie ma nowej Zakopianki
Jeszcze w latach 60. myślano o szybkiej trasie łączącej Kraków z Zakopanem. W 1996 roku, gdy tworzono plan współczesnego kręgosłupa komunikacyjnego Polski, odcinek ten wyznaczono jako drogę ekspresową S7.
W kolejnych latach – lepiej lub gorzej – budowano poszczególne fragmenty drogi. Poza jednym. Kością niezgody jest ekspresowa „wylotówka” z Krakowa oraz odcinek o długości ok. 20 km do Myślenic. To początek tzw. starej Zakopianki, który do dziś nie doczekał się odpowiednika w postaci drogi ekspresowej. Problemem nie jest finansowanie ani warunki techniczne. Dlaczego droga do tej pory nie powstała?
Jak budowano „siódemkę” w górach?
„Siódemka” (S7) to najdłuższa droga ekspresowa w Polsce. Docelowo będzie liczyć ok. 750 km, łącząc Gdynię z Rabką-Zdrojem. Do tej pory powstało 691 km drogi, a jesienią dojdzie kolejne 5 km (czwarta obwodnica Krakowa).
Brakuje niezwykle skomplikowanego pod względem technicznym i drogiego w budowie „wlotu” do Krakowa oraz odcinka na południe od Krakowa. GDDKiA udało się nawet zbudować górską końcówkę S7 w Małopolsce z tunelem pod górą Mały Luboń czy spektakularnymi wiaduktami. Odcinek Myślenice–Rabka-Zdrój oddawano w dwóch etapach: w latach 2006–2009 oraz 2019–2022, ale kończy się „na ślepo”.
Dlaczego jest „wyrwa”?
Do tej pory nie wiadomo, kiedy powstanie kluczowy odcinek S7 od węzła z autostradą A4 (obwodnica Krakowa) do istniejącego od dwudziestu lat fragmentu „siódemki” w Myślenicach. Przymiarki do budowy trwały w latach 2020–2021. Wtedy drogowcy z GDDKiA analizowali około 3 tys. km² terenów przechodzących przez 34 gminy.
Planom od początku przyglądali się mieszkańcy i lokalne władze. To teren gęsto zabudowany, z rozdrobnioną strukturą właścicielską i bez wyznaczonej rezerwy terenowej pod przyszłą drogę. Ten fakt doprowadził do paraliżu inwestycyjnego.
W 2022 roku GDDKiA przedstawiła sześć potencjalnych korytarzy trasy (o szerokości 3–5 km każdy). Planowano wybrać jeden, a następnie wytyczyć kilka wariantów. Mieszkańcy oraz gminy zbojkotowali ten proces. Złożono kilkadziesiąt tysięcy uwag – przeciwko wszystkim zaproponowanym korytarzom.
Co dalej z S7 pod Krakowem?
Oddział GDDKiA w Krakowie nie mógł poradzić sobie z sytuacją. Przez niemal cztery lata – mimo przygotowania studium ekonomicznego (STEŚ) dla wszystkich korytarzy – nie udało się przełamać oporu społecznego. Postanowiono przenieść cały proces decyzyjny do centrali w Warszawie.
W marcu 2026 roku powołano specjalny zespół („Zespół do spraw kryteriów wyboru optymalnego wariantu drogi ekspresowej S7 na terenie województwa małopolskiego”), w skład którego wchodzą samorządowcy z zapalnych rejonów, drogowcy i naukowcy. Wspólnie mają wytyczyć przebieg drogi tak, by wreszcie udało się przeprowadzić inwestycję.
Jesienią nowy plan
Nad czym pracuje ten zespół? Jak tłumaczy Stanisław Bukowiec, wiceminister infrastruktury, w odpowiedzi na pytania posłów – prace są już zaawansowane. Najpierw pozyskano szczegółowe informacje o terenie, wyznaczając obszary, które należy bezwarunkowo omijać, oraz takie, które powinno się ominąć. Wśród tych pierwszych znalazł się m.in. cały obszar Zbiornika Dobczyckiego, czyli miejscowego ujęcia wody. Oznaczono też takie obszary, na których wyznaczenie drogi jest powszechnie akceptowalne.
„Obecnie analizowane są ww. kwestie i dokonywane zmiany w wykazie ww. obszarów w ramach prac Zespołu S7, uwzględniając w miarę możliwości wnioski ze spotkań z udziałem samorządów, komitetów i stowarzyszeń zaangażowanych w proces przygotowawczy dla drogi ekspresowej S7 przechodzącej przez obszar województwa małopolskiego. Analiza dotyczy m.in. niewłaściwie sklasyfikowanych w bazach danych o obiektach topograficznych części osiedli jako zabudowy luźnej jednorodzinnej, choć w rzeczywistości jest to obszar gęsto zabudowany” – pisze wiceminister.
Jak czytamy, poza wcześniej rozpatrywanymi wariantami rozszerzono analizy o obszar na zachód od węzła Skawina w kierunku miejscowości Morawica. Z kolei GDDKiA informuje, że nowe warianty zostaną zaprezentowane jesienią.
Drogowcy przypominają, że obecną trasą Kraków–Myślenice jeździ aż 47,5 tys. pojazdów dziennie. To jedna z najbardziej obciążonych dróg krajowych w Polsce.
Niektórzy kierowcy, zamiast stać w korku, wjeżdżają na lokalne drogi alternatywne. „Nowa trasa jest potrzebna, co dobrze widać podczas codziennych podróży Zakopianką i trasami na południe od Krakowa” – czytamy w komunikacie.
„O wszystkim decyduje Warszawa”
Drogowcy przygotowali nawet odpowiedzi na popularne twierdzenia, które pojawiają się na temat tej inwestycji w sieci. Pojawiały się argumenty, że nową S7 „nie będzie miał kto jeździć”. Tu drogowcy kontrują, powołując się na wzrost liczby mieszkańców oraz bardzo duże potoki samochodów na drodze krajowej.
Jeden z argumentów – to cytat ze strony GDDKiA – brzmi: „O wszystkim decyduje Warszawa, ponad naszymi głowami”. W tym przypadku drogowcy odpowiadają, że w powołanym zespole znalazło się więcej samorządowców, mieszkańców i przedstawicieli lokalnych komitetów niż wcześniej.
Jednak sam fakt umieszczenia takiego pytania pokazuje, z jak dużym napięciem społecznym mamy do czynienia w przypadku tego odcinka S7.
Redaktor Forsal.pl, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w tematach związanych z inwestycjami oraz transportem. Od lat obserwuje wielkie budowy, opisuje rynek nieruchomości, a także zawiłości systemu transportowego.
Autor reportażu "Żarnowiec. Sen o polskiej elektrowni jądrowej" nagrodzony Grand Press 2023 w kategorii książka reporterska roku. Finalista m.in. Pomorskiej Nagrody Literackiej oraz konkursu dziennikarskiego "Biały Kruk".
