Problem wielkich inwestycji
Niektórzy mówią, że to „miękkie podbrzusze państwa”. Wielkie inwestycje mogą utknąć w urzędach. Kluczową rolę do odegrania będą miały nie firmy budowlane – te mają ścisłe warunki kontraktowe i spore doświadczenie, a do tego są pilnowane przez inwestorów. Gra toczyć się będzie w urzędach wojewódzkich, w których urzędnicy będą musieli – pod presją czasu – wydawać jak najwięcej decyzji.
Przykładowo spółka Polskie Elektrownie Jądrowe musiała zdobyć zgodę na rozpoczęcie prac przygotowawczych. Wniosek do urzędu wojewódzkiego wpłynął 28 sierpnia 2024 roku. Zgoda pojawiła się niemal równo po roku – 29 sierpnia 2025 roku. Przy drugim etapie poszło nieco szybciej – zajęło to 282 dni. To jednak wciąż długo.
– W przypadku naszej inwestycji znaczenie krytyczne – jeżeli chodzi o ryzyka harmonogramowe – ma wydajność polskiej administracji publicznej. To samo tyczy się każdej megainwestycji w Polsce – mówił „Forsalowi” pod koniec czerwca prezes PEJ, Marek Woszczyk. Wspominał wtedy, że w spółce uruchomiono szybką ścieżkę, a pracownicy kontaktują się z urzędnikami, by na bieżąco wyjaśniać sporne kwestie.
Czasu coraz mniej
W Polsce rusza drugi „boom” inwestycyjny. Pierwszy miał miejsce przy okazji Euro 2012. Wtedy jednak budowaliśmy głównie drogi i stadiony. Teraz przyszedł czas na bardziej skomplikowane obiekty, np. lotnisko, podziemne linie kolejowe czy wreszcie elektrownię jądrową. Wymaga to innych kompetencji od urzędników.
Kluczowe będą dwa urzędy wojewódzkie – w Gdańsku (Pomorski) i w Warszawie (Mazowiecki). W tym pierwszym rozpatrywane są już wnioski dotyczące elektrowni jądrowej Kopalino-Lubiatowo, a także polskiego programu offshore.
- Mamy mały problem, ponieważ nastąpiło nasilenie decyzji administracyjnych, które wydaje wojewoda, a w jego imieniu urzędnicy wydziału infrastruktury. Wiąże się to z tym, że w woj. pomorskim nie tylko budujemy elektrownię jądrową z całą infrastrukturą towarzyszącą, ale mamy także offshore na Bałtyku, rozwijają się nam wspaniale porty. Nastąpiła kumulacja wszystkich decyzji - mówi „Forsalowi” Beata Rutkiewicz, wojewoda pomorska.
Jak słyszymy, trwają właśnie rozmowy z Ministerstwem Finansów, by – na kilka lat – wspomogło urząd środkami na dodatkowe etaty. – Na razie praca idzie sprawnie, ale za chwilę urzędnicy będą musieli pracować dłużej, a projekty będą coraz bardziej skomplikowane. Mogłoby dojść do zakłócenia procesu decyzyjnego. Kluczowe będą lata 2027–2028. Do tego czasu musimy wydać m.in. – liczone w dziesiątkach – pozwolenia związane z koleją, ale także związane z elektrownią – mówi nam Rutkiewicz.
Tysiące wniosków od CPK
Problemy, o których mówi wojewoda pomorska, dobrze znają na Mazowszu. Tamtejszy urząd wojewódzki koordynuje cały proces związany z budową Portu Polska. I jest przez spółkę dosłownie „zasypywany” wnioskami.
O skali przedsięwzięcia świadczy fakt, że tylko w grudniu 2025 roku spółka złożyła aż dziewiętnaście (!) wniosków o pozwolenie na budowę. Każdy z nich to co najmniej… 20 tys. stron. W spółce podają nawet nie ich liczbę, a objętość liczoną w metrach sześciennych zużytego papieru.
Tylko na budowę lotniska spółka CPK chce złożyć ok. stu wniosków. To jednak mniejszy komponent całej inwestycji. Zdecydowanie więcej wniosków dotyczyć będzie budowy linii kolejowych – w tym pierwszej w Polsce linii KDP – nowego dworca, zasilania, dróg dojazdowych…
Jak zdążyć na czas?
Rząd od dawna mówi o potrzebie deregulacji. W ostatnim czasie w życie weszło kilka nowelizacji. W marcu zaakceptowano zmiany przygotowane przez Pełnomocnika Rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej. Chodzi o przyspieszenie budowy elektrowni.
„Nowe przepisy pozwolą wykonywać wstępne roboty budowlane, organizować inwestycję etapami i lepiej koordynować decyzje administracyjne, co może skrócić czas inwestycji nawet o 2 lata” – czytamy w uzasadnieniu.
Biorąc pod uwagę plany spółki CPK, uchwalono zmiany pozwalające na składanie wniosku o pozwolenie na budowę w oparciu o decyzję pierwszej instancji, której nadano rygor natychmiastowej wykonalności.
W obydwu przypadkach to dopiero pierwszy krok. Urzędnicy zdają sobie sprawę, że ich decyzja musi zostać przygotowana profesjonalnie i obronić się przed niezależnym sądem. W związku z tym jedynym sposobem na przyspieszenie wydawania pozwoleń wydaje się zapewnienie odpowiednio dużej i wykształconej kadry.
Redaktor Forsal.pl, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w tematach związanych z inwestycjami oraz transportem. Od lat obserwuje wielkie budowy, opisuje rynek nieruchomości, a także zawiłości systemu transportowego.
Autor reportażu "Żarnowiec. Sen o polskiej elektrowni jądrowej" nagrodzony Grand Press 2023 w kategorii książka reporterska roku. Finalista m.in. Pomorskiej Nagrody Literackiej oraz konkursu dziennikarskiego "Biały Kruk".
