Polska elektrownia (na razie) bez umowy
Brakuje kluczowej umowy (tzw. EPC, Engineering, Procurement and Construction) na projektowanie, zakup urządzeń i budowę pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Negocjacje pomiędzy rządem a firmami trwają od dłuższego czasu. Podczas przekazania terenu pod przyszłą budowę prezes Polskich Elektrowni Jądrowych (PEJ) Marek Woszczyk przyznał, że chciałby sfinalizować negocjacje jeszcze w tym roku.
Nieoficjalnie mówi się, że brak szybkiego porozumienia może spowolnić prace. Umowa jest w tej chwili kluczową kwestią zarówno po stronie PEJ, jak i Ministerstwa Energii. Ze strony polskiej negocjuje ją pełnomocnik Wojciech Wrochna. Politycy sugerują jednak, że pospieszanie może być pewną strategią negocjacyjną – wywieraniem presji na stronę polską, która walczy o kilka punktów, w tym udział polskich przedsiębiorstw.
Ze strony amerykańskiej umowę podpisywać będzie Bechtel. Przedstawiciel amerykańskiej firmy, która w konsorcjum z Westinghouse zbuduje trzy pierwsze bloki jądrowe (AP1000) elektrowni Kopalino-Lubiatowo, zgodził się porozmawiać z „Forsalem” (rozmowa poniżej). Kluczowy jest jeden fragment – wiążący podpisanie umowy z zamówieniem reaktorów.
Następnie, już po rozmowie z Bechtelem, o komentarz poprosiliśmy także Miłosza Motykę, ministra energii. Odpowiedzi zamieszczamy poniżej – w dalszej części artykułu.
„Negocjacje potrzebują czasu”
Piotr Wróblewski: Wciąż nie ma głównej umowy między stroną polską a konsorcjum Bechtel-Westinghouse (chodzi o tzw. umowę EPC, Energy Performance Contracting). Czy to dla Państwa duży problem?
Leszek Hołda, prezes Bechtel Polska: Z perspektywy obecnego etapu realizacji prac umowa pomostowa jest wystarczająca, żeby realizować wszystko to, co zostało zawarte w harmonogramie. Oczywiście obie strony czułyby się bardziej komfortowo, gdyby umowa wykonawcza była już podpisana. Zależy nam wszystkim na tym, żeby została podpisana jak najszybciej.
Chciałbym jednak podkreślić: skala tego projektu i poziom skomplikowania są tak ogromne, że naturalne jest, iż tego typu negocjacje po prostu potrzebują czasu. Strony muszą we właściwy sposób wyważyć wszystkie postanowienia tej umowy, bo jest to umowa na wiele lat.
Prezes Polskich Elektrowni Jądrowych (PEJ) Marek Woszczyk mówi, że liczy na podpisanie umowy do końca roku. Na jakim etapie są obecnie negocjacje?
Bardzo byśmy chcieli, żeby to się zdarzyło do końca roku. Jest jeszcze kilka tematów, które cały czas są przedmiotem dyskusji, ale z szacunku dla partnerów wolałbym nie wykorzystywać mediów do opowiadania o przebiegu tych negocjacji. Myślę, że pozostawię to w zaciszu biur, w których negocjujemy.
Bechtel przejął właśnie teren pod przyszłą budowę, natomiast elektrownię zbuduje konsorcjum, do którego należy także Westinghouse. W jaki sposób dzielą się Państwo obowiązkami?
Ten podział jest dość jednoznaczny. Bechtel jest generalnym wykonawcą całej inwestycji, czyli odpowiada za wszystko, co dzieje się na terenie budowy. Natomiast technologia, czyli komponenty niezbędne do zbudowania tzw. wysp jądrowych – m.in. reaktory – będą pochodziły od firmy Westinghouse.
Kolejka chętnych na reaktory
Czyli Państwo swoją pracę rozpoczynają teraz, a Westinghouse – jak rozumiem – będzie działał dopiero na późniejszym etapie?
Jeżeli chodzi o dostarczenie tych komponentów, to oczywiście tak. Ale praca już dzisiaj jest wykonywana, ponieważ niektóre z tych elementów wymagają długiego czasu produkcji (tzw. long lead items). W związku z tym muszą być zamówione dużo wcześniej, żeby pojawić się na terenie budowy w odpowiednim momencie. Trwają rozmowy, żeby kluczowe elementy zamówić jak najszybciej.
W konwencjonalnej energetyce wiemy, że jest problem z zamówieniami. Zapotrzebowanie jest większe niż zdolności produkcyjne. Czy tutaj jest podobnie?
Tak, dlatego powinniśmy się spieszyć. Lista nowych, uruchamianych projektów, jeżeli chodzi o elektrownie jądrowe, cały czas rośnie. W tej części Europy Słowacy, Słoweńcy i Bułgarzy wszyscy rozmawiają o nowych projektach jądrowych i realizują je już na pewnym etapie. Ten pośpiech wynika z tego, że musimy po prostu zarezerwować sobie kolejkę produkcyjną w zakresie najważniejszych, najbardziej kluczowych elementów.
Co jest kluczowe, żeby być w tej kolejce wysoko?
Podpisanie umowy lub złożenie zamówienia. Te dwie rzeczy być może wydarzą się równolegle, ale na pewno podpisanie samej umowy znacząco przyspieszyłoby ten proces.
Pierwszy beton jądrowy, czyli faktyczny start budowy elektrowni, ma zostać wylany w 2028 roku. Co do tego czasu muszą Państwo przygotować, żeby ten harmonogram się nie „rozjechał”?
Mamy kilka ważnych elementów. Zaczynamy od prac ziemnych. Mimo że brzmi to dość prosto, skala jest ogromna. Musimy przemieścić sześć milionów metrów sześciennych ziemi. Poza tym muszą powstać tymczasowe drogi, zaplecze budowy, stacja tankowania, myjnia dla samochodów, zaplecze biurowe…
Kolejnym kamieniem milowym są głębokie wykopy, czyli przygotowanie obiektu pod fundamentowanie i wylanie tzw. pierwszego betonu jądrowego.
Kiedy ogłoszą Państwo przetarg na głębokie wykopy?
Myślę, że będzie to jeszcze w tym roku.
Czy polskie firmy będą budować?
W sprawie umowy zwróciliśmy się także do Miłosza Motyki, ministra energii. Jak słyszymy, negocjacje z Amerykanami cały czas trwają. Minister odniósł się do niedawnych informacji portalu Business Insider, który sugerował, że rozmowy utknęły w martwym punkcie.
Minister twierdzi, że rozmowy cały czas trwają i zmierzają w dobrym kierunku. Kwestią sporną jest m.in. zwiększenie udziału polskich firm, co dla resortu jest kluczowe. Amerykanie zwracają uwagę, że niewiele polskich przedsiębiorstw ma doświadczenie w obszarze jądrowym. Firmy są wybierane już teraz, na etapie przygotowawczym (np. Budimex, Unihouse), gdy tego typu doświadczenie nie jest jeszcze konieczne. W sumie podpisano 470 umów na kwotę 1,2 mld zł.
Odpowiedź Miłosza Motyki, ministra energii
Piotr Wróblewski: Wiele krajów Europy Środkowej rozmawia o budowie elektrowni jądrowych. Słyszy się, że jeśli Polska szybko nie złoży zamówienia na reaktory, mogą pojawić się opóźnienia. W tle oczywiście pojawia się kwestia braku podpisanej umowy z wykonawcą elektrowni jądrowej.
Miłosz Motyka, minister energii: Dla nas najważniejsze jest to, żeby ten projekt był realizowany bez opóźnień, a umowy były zawierane i realizowane dla dobra polskiej gospodarki. Nie chodzi o to, by pisać umowę i wykonywać ją pod presją czasu. Zachęcam, by wszyscy, którzy zajmują się tymi kwestiami, stali po stronie polskiego interesu.
Rozmawiałem na ten temat nawet dzisiaj z ministrem Wrochną (pełnomocnikiem rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej). Pojawiają się pewne sygnały – bardziej medialne – które odbieram jako wywieranie na nas presji. Zrobimy wszystko, żeby umowa została podpisana do końca roku. Mamy deklarację ze strony administracji amerykańskiej, że ten termin zostanie osiągnięty.
Jednak nawet wykorzystując tę umowę, którą mamy (w czerwcu została aneksowana – red.), nie powinno być problemu m.in. z zamawianiem sprzętu.
Redaktor Forsal.pl, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w tematach związanych z inwestycjami oraz transportem. Od lat obserwuje wielkie budowy, opisuje rynek nieruchomości, a także zawiłości systemu transportowego.
Autor reportażu "Żarnowiec. Sen o polskiej elektrowni jądrowej" nagrodzony Grand Press 2023 w kategorii książka reporterska roku. Finalista m.in. Pomorskiej Nagrody Literackiej oraz konkursu dziennikarskiego "Biały Kruk".
