Forsal logo

Upał uderza w elektrownie w Polsce. Trzeba je wyłączać, bo brakuje wody

Elektrownia w Kozienicach walczy z upałami
Elektrownia w Kozienicach walczy z upałami/Shutterstock
Brakuje wody do chłodzenia elektrowni. Polski system cierpi przez falę upałów. To ostrzeżenie i znak na przyszłość. – Największy problem pojawia się w godzinach wieczornych – mówi „Forsalowi” ekspert. Sugeruje też, co zrobić, żeby uniknąć scenariusza węgierskiego.

Europa traci prąd

Fala upałów, z którą walczy południowa Europa, przyszła też do Polski. Na Węgrzech czy w Rumunii sytuacja jest dramatyczna – elektrownie jądrowe ledwo pracują lub są zamykane. Podobnie jest w przypadku bloków konwencjonalnych. Problemem jest brak wody potrzebnej do chłodzenia. Dunaj notuje rekordowo niskie poziomy, co generuje ogromne problemy. W Rumunii wojsko wysadziło skałę, aby woda z rzeki mogła płynąć bliżej systemu chłodzenia elektrowni.

Kraje południa ratują sąsiedzi. Węgrzy importują wieczorami, gdy nie działa fotowoltaika, nawet połowę (!) zapotrzebowania na prąd ze Słowacji czy Austrii. Gdyby nie to, konieczne byłyby wyłączenia w gospodarstwach domowych. Na razie miejscowy operator ogranicza dostawy dla setek większych firm i prosi wszystkich o ograniczenie zużycia w godzinach 17–22.

Stare elektrownie nie dają rady

A jak wygląda sytuacja w Polsce? Stare elektrownie węglowe, chłodzone wodą z rzek, mają problem. Enea wyłączyła cztery (z dziesięciu) bloki ogromnej Elektrowni Kozienice. Największa jednostka chłodzona wodą z Wisły ma spory problem. W tej chwili ubytek mocy wynosi tam aż 842 MW.

Elektrownia Węglowa Kozienice - Świerze Górne
Elektrownia w Kozienicach ogranicza produkcję

- Na podstawie bieżących obserwacji parametrów hydrologicznych Enea Wytwarzanie odnotowuje okresowe wahania przepływów oraz obniżone stany wody, szczególnie w okresach wysokich temperatur i długotrwałego braku opadów. Zjawisko to jest szczególnie istotne na obszarze prowadzenia działalności Elektrowni Kozienice, gdzie dostępność wody z Wisły ma bezpośrednie znaczenie dla stabilności procesów technologicznych oraz bezpieczeństwa Krajowego Systemu Elektroenergetycznego - przyznaje w odpowiedzi na pytania „Forsalu” Krzysztof Bomba z Enei.

Jak czytamy, sytuacja jest na bieżąco analizowana. Gdy wody jest za mało, szybko podejmowana jest decyzja o wyłączeniu kolejnych bloków. Enea przygotowuje się na najbliższe dni, które mają być kluczowe.

Wyłączenia w Połańcu i Gryfinie

Nie tylko Kozienice walczą z suszą. Druga elektrownia należąca do Enei – w Połańcu – wyłączyła dwa bloki (nr 5 i nr 7) o łącznej mocy 445 MW, a we wtorek przez pewien czas ograniczyła pracę trzeciego. Przyczyną jest zbyt niski poziom wody potrzebnej do chłodzenia. Załoga przygotowuje się, w przypadku dalszej suszy, na kolejne wyłączenia.

Wieczorem (4 sierpnia) wstrzymano również pracę jednego z dwóch bloków nowej elektrowni gazowej w Gryfinie, uruchomionej półtora roku temu. Jak czytamy w komunikacie PGE, pracę wstrzymano z powodu „warunków eksploatacyjnych”, czyli niskiego poziomu wody w Odrze. Zdarzenie zakwalifikowano jako nieplanowane.

Czy powinniśmy się bać?

Sytuacja jest alarmująca, ale – jak na razie – nie ma zagrożenia, że energii zabraknie. Operator krajowego systemu elektroenergetycznego (PSE) ogłosił wieczorem okres przywołania rynku mocy. Oznacza to, że wszyscy dostawcy (elektrownie) muszą dostarczyć określoną moc do systemu. Elektrownie pozostające w gotowości zostały uruchomione.

W ciągu dnia system ratuje fotowoltaika, która odpowiada nawet za połowę generacji. Wieczorami i nad ranem system „ciągną” jednostki na węgiel brunatny – czyli głównie Elektrownia Bełchatów. W środę 5 sierpnia o godz. 6 rano z tego źródła pochodziło aż 44 proc. mocy (7,8 GW z 18,5 GW).

„Niestety wiele urządzeń chłodzących jest uruchamianych dopiero w godzinach wieczornych, co zwiększa zapotrzebowanie. Wieczorami niezbędna będzie więc praca z większą mocą elektrowni konwencjonalnych, czyli węglowych i gazowych” – czytamy w komunikacie PSE.

Jak zapewnia PSE, „polski system jest obecnie dobrze przygotowany na pokrywanie zapotrzebowania w okresie letnim”. Operator nie wyklucza jednak kolejnego skorzystania z okresu przywołania rynku mocy.

„Największy problem jest wieczorem”

To nie pierwszy raz, gdy fala upałów wpływa na cały system elektroenergetyczny. W sierpniu 2015 roku wprowadzono 20. stopień zasilania, czyli najsurowsze ograniczenia w poborze energii elektrycznej. Wtedy ubytki związane z niskim poziomem wód (problemem z chłodzeniem) wynosiły 1,2 GW. Obecnie to aż 1,8 GW. Wtedy jednak kolejne 4,4 GW ubyło z systemu wskutek awarii bloków, a teraz nie ma aż takich problemów.

- Największy problem pojawia się w godzinach wieczornych, kiedy popyt na energię jest najwyższy. Wtedy też zachodzi słońce, w wyniku czego instalacje fotowoltaiczne nie są w stanie pokryć zapotrzebowania. Jednym z rozwiązań tego problemu jest rozwinięcie zdolności magazynowych w Polsce - przekonuje Kacper Kwidziński, kierownik projektu w Programie Elektroenergetyka.

Jak wyjaśnia, energia z OZE jest „marnowana” w ciągu dnia, ponieważ produkcja z farm jest tak wysoka, że operator nie wykorzystuje jej w całości. Kwidziński zauważa, że rozwiązaniem są magazyny energii, które mogłyby kumulować nadwyżki dzienne i uruchamiać je wieczorem, po zachodzie słońca.

- Na ten moment w Polsce mamy 2,4 GW mocy w magazynach, głównie w postaci elektrowni szczytowo-pompowych. Bateryjne magazyny energii stanowią ok. 30 proc. tej wielkości. W 2030 r. ma ich być już ponad 11 GW - przekonuje ekspert.

Jak uniknąć scenariusza węgierskiego?

Węgry mierzą się z podobnym problemem, tylko w większej skali. Ekspert przekonuje, że doraźnym rozwiązaniem mogłaby być zmiana przyzwyczajeń odbiorców tak, aby pobierali energię głównie w środku dnia.

- Aby zabezpieczyć się przed sytuacją taką, jaka wystąpiła na Węgrzech, powinniśmy postawić na rozwój elastyczności (w postaci np. magazynów energii, taryf dynamicznych, włączenia ciepłownictwa do bilansowania systemu). Elastyczność ta powinna iść w parze z dalszym rozwojem OZE i efektywności energetycznej urządzeń - wyjaśnia Kacper Kwidziński.

Jak dodaje, budowane obecnie bloki gazowe powinny pełnić inną rolę niż stare elektrownie węglowe. Zdaniem eksperta należy wykorzystywać je do bilansowania systemu w momentach, gdy brakuje energii ze źródeł odnawialnych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Piotr Wróblewski
Piotr Wróblewski

Redaktor Forsal.pl, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w tematach związanych z inwestycjami oraz transportem. Od lat obserwuje wielkie budowy, opisuje rynek nieruchomości, a także zawiłości systemu transportowego.

Autor reportażu "Żarnowiec. Sen o polskiej elektrowni jądrowej" nagrodzony Grand Press 2023 w kategorii książka reporterska roku. Finalista m.in. Pomorskiej Nagrody Literackiej oraz konkursu dziennikarskiego "Biały Kruk".

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraUpał uderza w elektrownie w Polsce. Trzeba je wyłączać, bo brakuje wody »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj