Forum Ekonomiczne obchodzi w tym roku jubileusz 35-lecia. To dobry moment na małe podsumowanie.
Stworzyliśmy instytucję, która stała się trwałym elementem życia publicznego w Polsce. To dla mnie najważniejsze osiągnięcie. Forum nie jest wydarzeniem organizowanym raz w roku, ale miejscem nieustającej debaty. Co wydarzenie zapadają tam decyzje i tworzą się koncepcje, które wpływają na naszą rzeczywistość, a dzięki długiej historii Forum towarzyszyło najważniejszym przemianom politycznym, gospodarczym i społecznym. Forum jest niejako dzieckiem wolnej Polski. Pierwszym miejscem, w którym zaczęliśmy tę wolność pokazywać w formie dialogu pomiędzy wszystkimi środowiskami politycznymi, społecznymi, naukowymi i biznesowymi.
Jak wpłynęło na rozwój Polski?
Mam poczucie, że byliśmy i jesteśmy Polsce potrzebni. Administracja państwowa, samorządy i środowiska zawodowe musiały sprostać wyzwaniom transformacji i odnaleźć się w nowych realiach. Forum tworzyło przestrzeń do wymiany wiedzy, doświadczeń i wypracowywania najlepszych rozwiązań. Drugim powodem do satysfakcji jest działalność społeczna prowadzona równolegle z Forum: fundusz stypendialny, wsparcie młodych ludzi w Polsce i na Ukrainie oraz współpraca z partnerami społecznymi. To część szerszej misji naszej organizacji. Forum wielokrotnie było też przestrzenią budowania relacji międzynarodowych, bo naszymi gośćmi są przedstawiciele kilkudziesięciu krajów, w tym rządów innych państw.
Forum zasłynęło z różnorodności, otwartości na szeroką gamę poglądów.
Poruszył pan fundamentalną kwestię: zbudowaliśmy instytucję, która zachowała wiarygodność dlatego, że nigdy nie próbowała narzucać uczestnikom własnej agendy politycznej czy gospodarczej. Naszym zadaniem było zawsze stworzenie równych warunków do debaty. Nie przyjeżdża się na Forum po gotowe deklaracje, lecz po możliwość rozmowy z ludźmi reprezentującymi bardzo różne środowiska i poglądy. To właśnie dzięki tej zasadzie Forum przetrwało zmieniające się rządy i kolejne kryzysy.
Forum rozwijało się równolegle z III RP. Jakie były, w Pana opinii, najważniejsze wydarzenia tych 35 lat?
Trudno nie zacząć od reform politycznych początku lat 90. Powstanie samorządu gminnego, reforma samorządności, plan Balcerowicza i przejście do gospodarki rynkowej były wydarzeniami fundamentalnymi. Miały pozytywne i negatywne konsekwencje, ale to wtedy Polska weszła na drogę nowoczesnej gospodarki kapitalistycznej. Kolejnym etapem było wzmacnianie państwa poprzez wejście do NATO i integrację europejską. Członkostwo w Unii Europejskiej wymagało dużego wysiłku dostosowawczego, ale stworzyło nowe możliwości rozwoju. Później przyszły kolejne próby: światowy kryzys finansowy, pandemia COVID-19 i wojna w Ukrainie. Każde z tych wydarzeń było testem dla państwa.
Hasło tegorocznego Forum brzmi: „Architektura nowego porządku. Stabilność w czasach zmian”. Dlaczego Europa potrzebuje dziś rozmowy o nowym porządku?
Europa przegrywa globalny wyścig technologiczny, a zaawansowane technologie będą kluczowe dla nowego globalnego porządku. Jeszcze kilkanaście lat temu różnice między Unią Europejską a USA były mniejsze; dziś przepaść rośnie i ma konsekwencje gospodarcze oraz polityczne. Widać to w sektorze kosmicznym: rakieta Falcon 9 firmy SpaceX tylko w pierwszej połowie roku odbyła kilkadziesiąt misji orbitalnych, podczas gdy europejski program Ariane od lat zmaga się z opóźnieniami, a Europa korzysta z usług operatorów amerykańskich lub innych. To szerszy problem widoczny także w motoryzacji, sztucznej inteligencji, procesorach i mikrochipach, rynkach kapitałowych, start-upach oraz sektorze Big Tech.
Najgorętszym tematem na europejskiej agendzie jest, obok bezpieczeństwa, konkurencyjność – zresztą widzimy, że jedno wiąże się z drugim…
Dokładnie tak. Wystarczy spojrzeć na udział UE w światowym PKB. W ostatnich latach wskaźnik ten spadał, podczas gdy Stany Zjednoczone utrzymują swoją pozycję, a Chiny systematycznie zwiększają udział w globalnej gospodarce. To oznacza, że Europa stopniowo traci znaczenie jako centrum światowego rozwoju gospodarczego. Musimy o tym poważnie rozmawiać i umieć podjąć odważne decyzje, w przeciwnym razie proces marginalizacji będzie się pogłębiał. Właśnie dlatego tegoroczne Forum poświęcone jest architekturze nowego porządku. Nie chodzi o stworzenie kolejnego dokumentu czy zestawu deklaracji. Chodzi o rozpoczęcie poważnej dyskusji o tym, co Europa musi zmienić, aby odzyskać zdolność do konkurowania z największymi światowymi gospodarkami.
Czy źródłem problemów Europy jest nadmiar regulacji?
To jeden z najważniejszych powodów. Najlepiej pokazuje to historia SpaceX. Firma prawdopodobnie nigdy by nie powstała, gdyby rząd USA nie zdecydował, że budowę nowych rakiet powierzy sektorowi prywatnemu, a nie wyłącznie NASA. W 2002 r. podpisano umowę z firmą Elona Muska na stworzenie rakiety Falcon 1. Pierwsze próby były nieudane, ale kilka lat później projekt zakończył się sukcesem. Dziś Falcon 9 wykonuje dziesiątki misji orbitalnych rocznie. To pokazuje przewagę, jaką daje zaufanie do przedsiębiorców i gotowość państwa do współpracy z biznesem. Czy dziś Komisja Europejska byłaby gotowa ogłosić podobny program i powierzyć prywatnej firmie europejski program kosmiczny? Obawiam się, że nie.
Dlaczego?
Bo w Europie wciąż dominuje przekonanie, że państwo i administracja wiedzą lepiej, jak zarządzać rozwojem nowych technologii. Zamiast robić to z czego słynęła Europa przez większość historii, czyli z kreatywności, czyli z wdrażania wielkich transformacji i idei, to my skupiamy się formalizowaniu każdego aspektu gospodarki, kurczowo trzymając się wizji świata z przed lat – świata którego już nie ma.
A drugi przykład?
Spójrzmy na dyrektywę dotyczącą pracowników delegowanych. Zamiast wzmacniać konkurencję na wspólnym rynku, w praktyce ograniczyła przewagi firm z Europy Środkowo-Wschodniej. Transport drogowy czy logistyka z naszego regionu zaczęły ponosić dodatkowe koszty, które osłabiły ich konkurencyjność wobec przedsiębiorstw z Europy Zachodniej. W efekcie przegrywa cała Unia Europejska. Mniejsza konkurencja oznacza wyższe ceny i niższą efektywność gospodarki. To jest krwiobieg europejskiej gospodarki. Jeśli sztucznie zwiększamy koszty funkcjonowania transportu czy logistyki, wszystko staje się droższe.
Jak widzi Pan dziś rolę naszej części Europy w reformowaniu Unii? I czy nasz region potrafi mówić jednym głosem.
Nie ma wspólnego stanowiska naszego regionu i, co równie istotne, Bruksela nie przywiązuje większej wagi do tego, co mówią państwa Europy Środkowej, a to właśnie nasz region staje się nowym motorem rozwoju wspólnoty. Zainteresowanie pojawia się właściwie tylko wtedy, gdy któreś z państw kwestionuje część europejskich rozwiązań. Wówczas zamiast dialogu pojawia się presja polityczna. Moim zdaniem, nie da się budować silnej Europy wyłącznie metodą narzucania rozwiązań odgórnie. Historia wielokrotnie pokazała, że trwałych zmian nie buduje się przymusem. Można je osiągnąć tylko poprzez rozmowę z partnerami społecznymi i państwami członkowskimi.
Jednym z najmocniej eksponowanych tematów tegorocznego Forum jest sztuczna inteligencja. Czy Europa ma jeszcze szansę w tym globalnym wyścigu?
Jeżeli ktoś mówi, że Europa jest z tyłu, to jest optymistą. Ja powiedziałbym znacznie mocniej: Europa praktycznie nie uczestniczy w tym wyścigu. Największe amerykańskie firmy technologiczne projektują dziś najbardziej zaawansowane półprzewodniki, rozwijają modele sztucznej inteligencji i inwestują setki miliardów dolarów w infrastrukturę obliczeniową. Tymczasem Europa nie posiada własnych technologicznych gigantów zdolnych konkurować na podobną skalę. Źródłem amerykańskiej przewagi są nie tylko pieniądze, ale również swoboda działania przedsiębiorców. Nadmierna liczba regulacji, bardzo restrykcyjne przepisy dotyczące danych czy wieloletnie procedury administracyjne powodują, że europejskie firmy rozwijają się znacznie wolniej.
Co zatem należałoby zmienić?
Przede wszystkim trzeba dać więcej przestrzeni sektorowi prywatnemu. Nie zbudujemy europejskiej pozycji w sztucznej inteligencji wyłącznie za pomocą programów publicznych. Potrzebujemy przedsiębiorców, którzy będą mogli szybko rozwijać nowe technologie i którzy otrzymają realne wsparcie w postaci dużych zamówień. Potrzebujemy także otrzeźwienia decydentów politycznych w Europie, że świat w którym nasz kontynent był dominujący już minął. Potrzebna jest nam ogólnoeuropejska debata czym ma być Europa i jakie ma być jej miejsce w świecie.
Zdaje się, że ten sam problem dotyczy przemysłu obronnego.
Proszę spojrzeć na rynek dronów. Procedury zamówień publicznych trwają tak długo, że od ogłoszenia przetargu do dostarczenia sprzętu mijają często co najmniej dwa lata. Tymczasem wojna w Ukrainie pokazała, że cykl życia nowoczesnych dronów liczy się w tygodniach, a czasem dniach. W chwili odbioru część rozwiązań bywa więc przestarzała. Musimy tworzyć warunki do rozwoju firm produkujących drony, elektronikę, półprzewodniki i nowoczesne systemy wojskowe. Państwo powinno być dla nich pierwszym wymagającym klientem, a nie tylko regulatorem. Potrzebna jest też skala: sektor obronny powinien pokrywać nasze potrzeby i stać się dźwignią gospodarki. Chodzi o zintegrowane systemy, nowoczesny sprzęt i plan rozwoju, a nie tylko wyposażenie pokazywane na paradach. Wiele już zrobiono, ale nadal bardzo dużo pozostaje do wykonania.
Rozmawiał Krzysztof Ratnicyn
Organizator
