Forsal logo

Ukraińskie "bullshit bingo". Kijów bierze pieniądze z UE i odwleka reformy

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
58 minut temu
[aktualizacja 35 minut temu]
Ursula von der Leyen i Wołodymyr Zełenski w 2024 r.
Ukraińskie "bullshit bingo". Kijów bierze pieniądze z UE i odwleka reformy/Shutterstock
Ukraina ma status kandydata do Unii Europejskiej od 2022 r. Do Kijowa ze Wspólnoty płyną miliardy euro pomocy. Jednak wymagane reformy, zwłaszcza jeśli chodzi o sądownictwo, idą jak po grudzie. Wiele z nich sabotuje obóz władzy Wołodymyra Zełenskiego. Mychajło Żernakow, były sędzia i szef ukraińskiej Fundacji Dejure, uważa, że Bruksela powinna zająć wobec Kijowa twarde stanowisko. – Trzeba jasno powiedzieć: "To są warunki, które musicie spełnić" – i konsekwentnie się ich trzymać – wskazuje.

Bruksela płaci, Kijów markuje ruchy

Brytyjski tygodnik "The Economist" zwraca uwagę, że Ukraina jednocześnie zabiega o członkostwo w Unii Europejskiej i korzysta z wielomiliardowego wsparcia Unii Europejskiej. W lipcu Kijów podpisał z Komisją Europejską porozumienie dotyczące 10 mld euro na wspólną produkcję dronów i pocisków dalekiego zasięgu. Środki pochodzą z unijnego programu Ukraine Support Loan o wartości 90 mld euro.

Równolegle praktycznie zamarły reformy, od których zależy postęp negocjacji akcesyjnych. Chodzi przede wszystkim o praworządność, walkę z korupcją i funkcjonowanie instytucji państwa. Zgodnie z uzgodnionym harmonogramem Kijów powinien był rozpocząć uchwalanie odpowiednich ustaw już na początku roku.

Efekty są jednak mizerne. Rząd skierował do parlamentu tylko cztery projekty ustaw, z których uchwalono dwie. Jedna z nich dotyczy zasad składania i ujawniania oświadczeń majątkowych sędziów. Według organizacji monitorujących reformy zawiera jednak tyle wyjątków i luk, że w praktyce osłabia przejrzystość systemu. Koalicja ukraińskich organizacji pozarządowych oceniła postępy całego procesu reform na zaledwie 15 punktów w 100-stopniowej skali.

Sądy stoją w miejscu. "Antyreformatorskie bingo"

To właśnie wymiar sprawiedliwości pozostaje największym hamulcem integracji z Unią Europejską. 9 czerwca ukraiński parlament przyjął ustawę, która – zdaniem środowisk reformatorskich – ułatwia sędziom ukrywanie majątku. Utknęły również prace nad reformą Sądu Najwyższego, którego były prezes został skazany za przyjęcie łapówki, oraz zmiany w Prokuraturze Generalnej, krytykowanej za próby ograniczania działalności instytucji antykorupcyjnych.

Skutki widać nie tylko w ocenach ekspertów. Badania pokazują, że dla zagranicznych inwestorów największą barierą pozostaje dziś brak praworządności – większą nawet niż trwająca wojna. Jednocześnie aż trzech na czterech Ukraińców nie ufa własnym sądom.

W Kijowie narasta przekonanie, że Bruksela i tak będzie wypłacać kolejne środki. – Ukraina uczy się, że takie podejście nie niesie za sobą konsekwencji. Panuje przekonanie: "Co najmniej musimy zrobić? Co wystarczy, żeby zadowolić Brukselę?" – mówi Jakub Parusiński, konsultant polityczny z Kijowa.

Mychajło Żernakow uważa, że rząd skupia się na działaniach drugorzędnych, odkładając najtrudniejsze reformy. – Można powiedzieć: "Zdigitalizowaliśmy orzeczenia sądów, sukces!", a jednocześnie nie zrobić nic z Sądem Najwyższym – podkreśla.

Według niego kolejne opóźnienia usprawiedliwia się wojną, kosztami czy rzekomą niezgodnością reform z konstytucją. – Nazywamy to "antyreformatorskim bullshit bingo" – ironizuje. Innymi słowy, Kijów w nieskończoność powtarza te same argumenty, by odwlekać niewygodne zmiany.

Autorzy analizy zauważają, że Wołodymyr Zełenski utracił samodzielną większość parlamentarną, ale gdy naprawdę zależy mu na przeforsowaniu decyzji, potrafi ją zbudować. Podkreślają, że znaczna część oporu wobec reform ma pochodzić nie od opozycji, lecz z obozu politycznego prezydenta.

Bruksela powinna przestać przymykać oko

Zdaniem rozmówców brytyjskiego tygodnika Bruksela zbyt często przymyka oko na opóźnienia, jednocześnie przekazując Ukrainie kolejne miliardy euro pomocy. – W ukraińskim rządzie panuje przekonanie, że część wymagań zostanie po prostu renegocjowana albo zniknie z agendy – mówi jeden z deputowanych.

Mychajło Żernakow uważa, że Bruksela powinna wyraźniej egzekwować własne warunki. – Jedynym sposobem, by coś naprawdę ruszyło, jest jasno powiedzieć: "To są warunki, które musicie spełnić" – i konsekwentnie się ich trzymać – podsumowuje.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
W. Rodak
Wojciech Rodak

Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraUkraińskie "bullshit bingo". Kijów bierze pieniądze z UE i odwleka reformy »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj