Od kilku tygodni wokół 425. Samodzielnego Pułku Szturmowego "Skała" narastają kontrowersje. Najpierw krewni żołnierzy mówili o śmierci swoich bliskich i podejrzeniach dotyczących przemocy. Teraz głos zabrali czterej byli wojskowi, którzy samowolnie opuścili jednostkę. W reportażu portalu Babel opisują pobicia, upokarzające kary, zastraszanie i atmosferę, która – jak twierdzą – doprowadzała część ludzi do ostateczności.
"Ludzie nie umierali na zapalenie płuc. Umierali po pobiciach"
35-letni Iwan (imię zmienione) wrócił z zagranicy tylko po to, by walczyć z Rosjanami. Zamiast trafić do normalnej jednostki, znalazł się w "Skale". Już na poligonie zobaczył, że przemoc nie jest wyjątkiem, lecz elementem szkolenia.
– Widziałem, jak znęcano się nad ludźmi – wspomina. Rekrutów zakuwano w kajdanki, zmuszano do wyczerpujących ćwiczeń, a tych, którzy odmawiali wykonania rozkazów, po pobiciu wysyłano na front bez odpowiedniego przygotowania.
Sam również doświadczył absurdalnych kar. Gdy dowódca znalazł jedzenie w namiocie, wszystkim kazano zjeść po trzy porcje obiadu, a chwilę później przebiec dziesięć okrążeń toru przeszkód.
– Ludzie mdleli i wymiotowali. W pobliżu strzelano i rzucano granaty ćwiczebne – opowiada.
Po odniesieniu ran na froncie Iwan został instruktorem. Wtedy – jak mówi – zobaczył, jak wygląda system kar od środka. Centralną postacią jego relacji jest dowódca poligonu o pseudonimie "Żeka", którego Babel identyfikuje jako Jewhena Harkuszę. To właśnie on miał wydawać rozkazy dotyczące karania podwładnych. 10 lipca żołnierz o tym nazwisku został zatrzymany przez Państwowe Biuro Śledcze pod zarzutem pobicia dwóch wojskowych.
– Po raz pierwszy zobaczyłem, jak bije się ludzi, kiedy sam zostałem instruktorem – mówi Iwan.
Jak opowiada, wystarczył jeden błąd wartownika, by ukarać przypadkowo wybranych żołnierzy. To oni mieli pobić kolegę. Kto odmówił wykonania rozkazu, sam ryzykował pobicie.
Były żołnierz opisuje także tzw. "dół", gdzie – jak twierdzi – przetrzymywano wojskowych razem z rosyjskimi jeńcami. Wspomina również sytuację, gdy instruktor kazał mu pobić brazylijskiego ochotnika za niewykonanie rozkazu.
Najmocniejsze oskarżenia dotyczą jednak śmierci żołnierzy. Iwan mówi, że jako instruktor wiedział o pięciu samobójstwach. Odrzuca przy tym pojawiające się wcześniej informacje, jakoby część wojskowych zmarła na zapalenie płuc.
– Nieprawdą jest, że ludzie umierali na zapalenie płuc. Jeśli ktoś ginął, to z powodu pobicia – twierdzi.
Dodaje, że wokół poligonu znajdowały się zaminowane tereny, a do części granatów ćwiczebnych przytwierdzano gwoździe, aby zwiększyć liczbę odłamków.
Ostatecznie sam uciekł z jednostki. Mówi, że nie chciał dłużej szkolić ludzi w systemie opartym na przemocy. Dziś wróciłby do armii, ale nie do "Skały".
– Jeżeli teraz zostanę zatrzymany, odeślą mnie z powrotem do "Skeli". A tam mnie wykończą – mówi.
Głód i serie nad głowami
Podobny obraz wyłania się z relacji 35-letniego Danyły, który walczy od 2015 roku. Trafił do "Skały" po odniesieniu ran i – jak mówi – już w drugim tygodniu szkolenia zobaczył pierwsze samobójstwo.
Na poligonie nawet jedzenie miało stać się elementem dyscypliny. Na około czterystu żołnierzy przypadał jeden punkt wydawania posiłków. Wielu rezygnowało z obiadu, bo wiedzieli, że jeśli spóźnią się na zbiórkę, ukarana zostanie cała grupa.
– Czasami ludzie nawet nie zdążali zjeść obiadu – wspomina.
Jeszcze gorzej zapamiętał tzw. "pas". Żołnierze czołgali się przez błoto pod drutem kolczastym, podczas gdy instruktorzy prowadzili ogień z karabinów maszynowych tuż nad ich głowami.
– Strzelali dosłownie dwadzieścia centymetrów od uszu. Nie każdy był w stanie to wytrzymać – mówi.
Według Danyły bez zgody "Żeki" praktycznie nie dało się opuścić poligonu. Kto próbował zrobić to sam, trafiał do "dołu".
Miażdżenie twarzy
Historie innych żołnierzy z reportażu Babela – Serhija i Wiktora – różnią się szczegółami, ale powracają w nich te same nazwiska instruktorów i te same bestialskie kary.
Serhij, ochotnik walczący od 2014 roku, opowiada o ludziach bitych "profilaktycznie" i dla "motywacji". Mówi, że widział żołnierza skatowanego tak brutalnie, iż "nie dało się go poznać", a także przypadki miażdżenia twarzy. Był również świadkiem dwóch samobójstw. Wspomina, że pierwsze działania bojowe, w których uczestniczył po przeniesieniu do "Skały", zakończyły się ogromnymi stratami już po kilkunastu dniach.
Z kolei Wiktor opisuje między innymi zamykanie żołnierzy w kontenerach razem z rosyjskimi jeńcami oraz wysyłanie na misje bojowe ludzi z poważnymi problemami zdrowotnymi.
Obraz jednostki wyłaniający się z czterech niezależnych relacji jest uderzająco spójny: pobicia, odpowiedzialność zbiorowa, zastraszanie i dowódcy, którzy – według byłych żołnierzy – traktowali przemoc jako podstawowe narzędzie dyscypliny.
Chcą nadal walczyć. Byle nie wracać do "Skały"
Mimo dramatycznych doświadczeń żaden z bohaterów reportażu nie deklaruje, że chce zakończyć służbę wojskową. Wszyscy podkreślają, że nadal chcą walczyć z Rosją.
Jak twierdzą byli żołnierze, po ujawnieniu, że służyli w "Skale", inne jednostki niechętnie zgadzają się na ich przyjęcie. Obawiają się również, że w razie zatrzymania zostaną odesłani do pułku, którego dawnych przełożonych oskarżają o stosowanie przemocy.
Sprawa domniemanych nadużyć w 425. Samodzielnym Pułku Szturmowym "Skała" jest obecnie wyjaśniana przez ukraińskie organy wojskowe i śledcze.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
