Armia ma walczyć bez centralnego dowodzenia
Tegoroczne ćwiczenia Han Kuang potrwają 10 dni i po raz pierwszy tak wyraźnie skoncentrują się na scenariuszu, w którym chińskie uderzenia paraliżują centra dowodzenia, porty, zaplecze logistyczne oraz zakłady przemysłu obronnego. W takiej sytuacji dowódcy niższych szczebli nie będą mogli czekać na rozkazy z góry. Będą musieli samodzielnie oceniać sytuację i dostosowywać działania do szybko zmieniających się warunków na polu walki.
Jak podkreślili przedstawiciele tajwańskiego resortu obrony w rozmowie z "Defense News", ćwiczenia mają sprawdzić, czy armia poradzi sobie także wtedy, gdy przebieg działań całkowicie odbiegnie od wcześniej przygotowanego scenariusza obrony przed inwazją. Dowódcy będą stawiani przed nieprzewidzianymi sytuacjami i zmuszani do błyskawicznego wydawania nowych rozkazów.
Nowością będzie również wprowadzenie procedury backbrief, od lat stosowanej w siłach zbrojnych USA. Polega ona na tym, że oficer po otrzymaniu zadania przedstawia przełożonemu, jak rozumie jego cel i sposób wykonania. Ma to wyeliminować nieporozumienia oraz upewnić dowódców, że ich intencje zostały właściwie zrozumiane.
W ćwiczeniach weźmie udział ponad 20 tys. rezerwistów. Wojsko przeprowadzi również rozproszenie samolotów bojowych na lotniska zapasowe oraz awaryjne rozwinięcie sił morskich.
Ćwiczenia z improwizacji, ze spowolnionym internetem
Znaczna część manewrów będzie dotyczyła nie tylko armii, lecz także funkcjonowania państwa podczas wojny. Wojsko przećwiczy przeniesienie części arsenału do bezpieczniejszych lokalizacji, uruchomienie produkcji na potrzeby obronności w zakładach cywilnych oraz eskortę transportów zaopatrzenia u wschodnich wybrzeży wyspy.
Po raz pierwszy celowo ograniczona zostanie również przepustowość mobilnego internetu. Władze chcą sprawdzić, jak mieszkańcy i instytucje poradzą sobie w sytuacji, gdy sieć będzie działać jedynie w ograniczonym zakresie. Równolegle ćwiczyć będzie także administracja lokalna, której zadaniem będzie utrzymanie funkcjonowania państwa mimo zakłóceń, awarii infrastruktury i kolejnych kryzysów wywołanych działaniami wojennymi.
Presja Chin rośnie
Ćwiczenia Han Kuang odbywają się co roku od 1984 r., jednak z każdą kolejną edycją stają się coraz bardziej realistyczne. Jest to odpowiedź na rosnącą presję militarną Pekinu, który uznaje demokratycznie rządzony Tajwan za część swojego terytorium i nie wyklucza użycia siły, by przejąć nad nim kontrolę.
W ostatnich latach Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza niemal nieprzerwanie zwiększa aktywność wokół wyspy. Regularnie wysyła w jej pobliże okręty wojenne i samoloty bojowe, a w kwietniu przeprowadziła kolejne zakrojone na szeroką skalę manewry, podczas których ćwiczono blokadę Tajwanu oraz uderzenia na cele morskie i lądowe. Władze w Tajpej uznają takie działania za próbę stopniowego oswajania regionu z możliwością użycia siły oraz przygotowania do ewentualnej operacji przeciwko wyspie.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
