Demografia zmienia układ sił
Bartosz Marczuk wskazywał, że dzisiaj wśród uprawnionych do głosowania trzy grupy wiekowe – 18–39 lat, 40–59 lat i 60 plus – mają po około jednej trzeciej udziału, ale z danych demograficznych jasno wynika, że za około 30 lat osoby po sześćdziesiątce będą stanowić niemal połowę elektoratu. Jak tłumaczył ekspert, tę liczebną przewagę wzmocni jeszcze tradycyjnie większa dyscyplina wyborcza seniorów.
- Politycy odpowiadają na oczekiwania głosujących, więc rosnąca przewaga starszych będzie mogła przesuwać priorytety w stronę potrzeb osób starszych, czyli m.in. wzmacniania ochrony zdrowia i systemów świadczeń, kosztem projektów rozwojowych – stwierdził rozmówca DGP. Przestrzegał przed obciążaniem młodszych nadmiernymi składkami i podatkami oraz osłabianiem ich poczucia reprezentacji i wpływu na rzeczywistość, w jakiej żyją.
Rodzice mieliby głos za dzieci
Odpowiedzią na potencjalny kryzys mogłoby być – dyskutowane w krajach rozwiniętych - głosowanie rodzinne: rodzice otrzymaliby prawo oddawania głosów za swoje niepełnoletnie dzieci. Rozwiązaniu temu poświęcony został wspólny raport Instytutu Sobieskiego i Klubu Jagiellońskiego, zaprezentowany podczas tegorocznego Krynica Forum. Bartosz Marczuk przekonywał, że Polska mogłaby zostać pionierem wdrożenia tego pomysłu, tak jak ponad 100 lat temu była jednym z pierwszych krajów świata, w którym nadano prawa wyborcze kobietom.
Ekspert podkreślił, że nie należy postrzegać głosowania rodzinnego jako narzędzia walki z seniorami, lecz jako sposób na przywrócenie społecznej równowagi w demokratycznych wyborach.- Zakładamy, że adekwatna reprezentacja rodzin będzie sprzyjać uwzględnianiu ich potrzeb w polityce publicznej i symbolicznemu dowartościowaniu wychowywania dzieci – mówił Bartosz Marczuk, wskazując, że wraz z działaniami w innych obszarach (jak warunki życia młodych czy prestiż rodzicielstwa) mogłoby to wesprzeć proces odbudowy dzietności.
Trzy kroki zamiast emerytalnego tabu
Drugą osią rozmowy w studiu DGP był „trójskok emerytalny”, który Bartosz Marczuk zaproponował wspólnie z Pawłem Borysem w książce „Jak uniknąć emerytalnej katastrofy”. Pierwszy krok obejmuje realne zachęty do dłuższej pracy: 12 tys. zł za każdy dodatkowy rok dla osoby, która mimo osiągnięcia wieku emerytalnego nie pobiera świadczenia, oraz zamianę składki rentowej w emerytalną.
Kolejnym byłoby powiązanie emerytur z dzietnością. Matkom za każde urodzone dziecko dopisywano by do kapitału emerytalnego 30–50 tys. zł, być może więcej. Pracujące dzieci mogłyby też przekazywać część podatku rodzicom emerytom. Dopiero później następowałoby stopniowe – rozłożone na dekady - wyrównywanie wieku emerytalnego do 65 lat dla obu płci, z rekompensatami dla objętych zmianą kobiet.
Bartosz Marczuk przyznał, że – z uwagi na taką, a nie inną konfigurację polskiej sceny politycznej - nie oczekuje szybkiej realizacji takiego kompleksowego planu. Wskazywał jednak, że malejąca stopa zastąpienia i rażąco niskie świadczenia emerytalne, zwłaszcza kobiet, mogą, a nawet powinny wymusić polityczną reakcję. Ostrzegał przed wyborem między ubóstwem na starość a kolejnymi wydatkami publicznymi finansowanymi przez coraz mniej liczne młode roczniki. Dlatego zaapelował o poważną debatę bez czekania na dalsze nasilenie presji demograficznej.
ZB