Według GPW WIG wzrósł w 2025 r. o 47 proc. Był to jego najlepszy roczny wynik w tym stuleciu. W prezentacji wyników za cały rok GPW podała też, że wartość transakcji na rynku akcji zaliczonych do kategorii wtórnej wyniosła na Głównym Rynku 18,3 mld zł. Ta kategoria może obejmować zarówno emisje nowych akcji, jak i sprzedaż akcji przez dotychczasowych właścicieli. Prezentacja podaje łączną wartość transakcji. Ile pieniędzy trafiło do samych spółek, a ile do sprzedających akcjonariuszy? To właśnie tę informację chciałbym widzieć obok wyniku WIG.
Dlaczego spółki wychodzą z giełdy w czasie hossy
Notowanie daje spółce opcję pozyskania kapitału. Warto ją mieć, nawet jeśli przez lata się z niej nie korzysta. Okazja do przejęcia konkurenta czy budowy fabryki rzadko pojawia się zgodnie z kalendarzem. Utrzymanie tej opcji kosztuje co roku. Spółka przeznacza pieniądze i czas zarządu na raportowanie, ład korporacyjny i relacje inwestorskie. Gdy przychodzi moment emisji, jej warunki mogą podważyć opłacalność całej inwestycji.
Jako prezes spółki notowanej na NewConnect patrzę na to przez pryzmat kosztu dla dotychczasowych akcjonariuszy. Jeśli spółka potrzebuje 100 mln zł, przy cenie emisyjnej 10 zł musi wyemitować 10 mln akcji. Przy cenie 8 zł potrzeba już 12,5 mln akcji. Żeby zebrać tę samą kwotę, trzeba wyemitować o jedną czwartą więcej akcji. Dla akcjonariuszy, którzy nie obejmą nowych walorów, oznacza to większe rozwodnienie. To może zmienić rachunek opłacalności inwestycji.
Nawet w czasie hossy wycena konkretnej spółki może sprzyjać jej przejęciu i wycofaniu z obrotu. Akcjonariusz kontrolujący lub fundusz private equity może zaoferować premię względem kursu i nadal uznać, że zakup całej firmy się opłaca. Drogą do tego może być wezwanie, a następnie przymusowy wykup akcji. Spółki znikają z parkietu także w wyniku fuzji. Dla Warszawy sygnałem ostrzegawczym jest wyjście zdrowej firmy z wiarygodnym planem inwestycyjnym, która poza giełdą ma większą pewność, że zdobędzie potrzebny kapitał.
Popyt na akcje buduje się przed emisją
Według GPW inwestorzy zagraniczni odpowiadali za 73 proc. obrotów akcjami na Głównym Rynku w pierwszym półroczu 2026 r. Dla konkretnego emitenta liczy się to, ilu z tych inwestorów może zgodnie ze swoją polityką inwestycyjną objąć znaczący pakiet w spółce tej wielkości.
Zanim pojawi się perspektywa emisji, zarząd powinien zrobić trzy rzeczy. Sprawdzić, czy free float i obroty podczas typowej sesji pozwalają inwestorowi instytucjonalnemu zbudować pozycję. Zapewnić inwestorom regularny dostęp do wyników, prezentacji i spotkań po angielsku. Zbudować relacje z trzema do pięciu niezależnymi funduszami, których polityka inwestycyjna odpowiada wielkości spółki, jej branży i przewidywanym potrzebom kapitałowym. Tydzień, w którym spółka ogłasza emisję, to kiepski moment, by zarządzający funduszem po raz pierwszy o niej usłyszał.
Test sześciu tygodni dla GPW
GPW powinna co kwartał pokazywać, jak spółki różnej wielkości pozyskują kapitał. Dane dla Głównego Rynku i NewConnect powinny być publikowane osobno.
- Pieniądze dla spółek. Ile kapitału pozyskały już notowane spółki z emisji nowych akcji? Ile trafiło do sprzedających akcjonariuszy? Obie kwoty warto wykazywać osobno także w ofertach, które łączą emisję ze sprzedażą istniejących akcji.
- Cena i czas. Jakie było typowe dyskonto względem kursu sprzed ogłoszenia oferty i w ilu przypadkach udało się pozyskać zakładaną kwotę w ciągu sześciu tygodni? Przy obliczaniu odsetka udanych emisji trzeba uwzględnić również oferty wycofane, a częściowe zbiórki kapitału wykazać osobno.
- Głębokość rynku. Jaka jest mediana dziennych obrotów i jak kupno lub sprzedaż pakietu o ustalonej wartości może wpłynąć na kurs? Przy małej liczbie transakcji warto pokazać dane za ostatnie dwanaście miesięcy.
Zarządy zyskałyby punkt odniesienia przy wyborze źródła finansowania. GPW mogłaby ocenić, czy wzrost obrotów ułatwia pozyskanie kapitału szerokiej grupie emitentów, czy korzyści skupiają się w najbardziej płynnych spółkach.
Rekord indeksu mówi, ile inwestorzy płacili za akcje. Sukces warszawskiej giełdy mierzyłbym tym, ile pieniędzy trafia do samych spółek, jak szybko i za jaką cenę dla ich akcjonariuszy.
Autor: Emiliano Caradonna, prezes zarządu mPay S.A., spółki notowanej na NewConnect
Doktor nauk społecznych w dyscyplinie nauk o bezpieczeństwie, absolwentka Wojskowej Akademii Technicznej. Stopień doktora uzyskała na podstawie rozprawy pt. "Koncepcja systemu bezpieczeństwa socjalnego Polski z uwzględnieniem zjawiska prekariatu", poświęconej wyzwaniom współczesnej polityki społecznej i rynku pracy. Specjalizuje się w zagadnieniach dotyczących polityki rodzinnej, rynku pracy oraz systemu zabezpieczenia społecznego.

