Nigdy nie idzie się na skróty
Alarmy bombowe w Europie, których jesteśmy świadkami w ostatnim czasie nie spowodowała istotnych zakłóceń w całej sieci lotniczej, choć może być kosztowna dla poszczególnych przewoźników i pasażerów – ocenił w rozmowie z PAP prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR Adrian Furgalski. Podkreślił, że żadnego zgłoszenia o zagrożeniu nie wolno lekceważyć.
– Nigdy nie idzie się na skróty i na pewno nie pójdzie – powiedział PAP ekspert rynku lotniczego Adrian Furgalski, odnosząc się do procedur bezpieczeństwa stosowanych przy alarmach bombowych.
Jego zdaniem kilkanaście zakłóconych rejsów nie jest w stanie sparaliżować europejskiego lotnictwa. Jak wskazał, w Europie odbywa się około 35 tys. lotów w ciągu doby. Opóźnienia wynikające z pojedynczych incydentów stanowią niewielką część wszystkich zakłóceń występujących każdego dnia.
Alarm uruchamia procedury
Ekspert podkreślił jednak, że każde zgłoszenie o możliwości podłożenia ładunku wybuchowego wymaga odpowiedniej reakcji. Dotyczy to zarówno informacji telefonicznych i mailowych, jak i gróźb wypowiadanych przez pasażerów.
Sposób postępowania zależy od okoliczności konkretnego zdarzenia. W razie konieczności przerwania lotu samolot powinien zostać skierowany do portu umożliwiającego bezpieczne lądowanie i przeprowadzenie działań ratunkowych.
Furgalski wyjaśnił, że nie zawsze oznacza to lądowanie na najbliższym lotnisku. W niektórych przypadkach bezpieczniejsze może być kontynuowanie rejsu do portu docelowego, jeśli jest on lepiej przygotowany do obsługi zagrożenia. Dodał, że każdy samolot ma z góry wyznaczone lotniska zapasowe na przypadek awaryjnego lądowania.
Alarmy generuję koszty
Przekierowanie samolotu generuje koszty związane m.in. ze zwiększonym zużyciem paliwa, obsługą naziemną i opóźnieniami. Dodatkowe wydatki mogą wynikać z konieczności przewiezienia pasażerów innymi samolotami lub zapewnienia im opieki.
Według Furgalskiego skala kosztów zależy przede wszystkim od czasu potrzebnego na sprawdzenie samolotu. Jeśli maszyna może wznowić rejs po kilku godzinach, konsekwencje finansowe są mniejsze. Znacznie poważniejszy problem pojawia się wówczas, gdy przewoźnik musi zorganizować pasażerom alternatywny transport.
Ekspert zaznaczył, że obecne koszty działalności linii lotniczych, w szczególności ceny paliwa, zwiększają finansową dotkliwość takich zdarzeń. Pojedyncze przypadki nie stanowią jednak zagrożenia dla funkcjonowania całej branży.
Według szacunków przytoczonych przez agencję Associated Press przekierowanie samolotu z powodu zagrożenia bombowego może kosztować przewoźnika nawet 250 tys. dolarów. W przypadku krótszych lotów europejskich koszty mogą być niższe.
Furgalski zwrócił również uwagę na niejasne motywy autorów alarmów. Mogą to być działania pojedynczych osób, ale nie można wykluczyć prób sprawdzenia reakcji służb i przewoźników.
Rosyjski ślad?
W kontekście zagrożeń hybrydowych w Europie pojawiają się także pytania o ewentualny udział podmiotów działających na rzecz Rosji. Ekspert podkreślił jednak, że bez ustalenia sprawców nie można przesądzać o charakterze obecnych incydentów.
Jego zdaniem znacznie poważniejszym zagrożeniem byłaby masowa akcja obejmująca setki lub tysiące połączeń, szczególnie w największych europejskich portach przesiadkowych. Mogłaby ona doprowadzić do poważnych utrudnień oraz znacznego wzrostu kosztów działalności przewoźników.
Rzetelna informacja dla pasażerów
Ekspert podkreślił też znaczenie rzetelnego informowania pasażerów. Zwrócił uwagę, że zmiany tras samolotów są na bieżąco obserwowane przez użytkowników serwisów monitorujących ruch lotniczy.
– Tego się nie da ukryć. Tego też nie ma co ukrywać – powiedział.
W jego ocenie informowanie o wynikach kontroli bezpieczeństwa może ograniczać niepokój podróżnych. Kluczowe jest jednak przekonanie pasażerów, że przewoźnicy i odpowiednie służby konsekwentnie przestrzegają procedur bezpieczeństwa.
Według danych Europejskiej Organizacji ds. Bezpieczeństwa Żeglugi Powietrznej (Eurocontrol) we wtorek, 3 listopada, zgłoszenia o zagrożeniu dotyczyły 7 z 26 278 lotów w europejskiej sieci. Stanowiło to 0,026 proc. wszystkich rejsów.
W czwartek, 5 listopada, Eurocontrol odnotowała alarmy dotyczące 14 z 28 488 lotów, czyli 0,049 proc. Organizacja poinformowała, że zdarzenia te nie miały mierzalnego wpływu na opóźnienia w europejskiej sieci ruchu lotniczego.
Nie oznacza to jednak braku utrudnień dla poszczególnych pasażerów. W związku z alarmami część samolotów została przekierowana na inne lotniska, a inne poddano kontrolom po wylądowaniu. Zdarzenia dotyczyły m.in. połączeń LOT, Wizz Air, Ryanair i SAS. Dotychczasowe kontrole nie wykazały obecności ładunków wybuchowych.
Tożsamość autorów gróźb oraz ewentualne powiązania między poszczególnymi incydentami pozostają przedmiotem ustaleń odpowiednich służb.
W mediach pracuje od ćwierćwiecza. Absolwent Politechniki Warszawskiej. Pierwsze kroki w zawodzie stawiał w Agencji Informacyjnej Boss. Później były dzienniki ekonomiczne, Nowa Europa, Prawo i Gospodarka i Puls Biznesu. Z Inforem związany od 2008 r. Redaktor i wydawca strony głównej redakcji Grupy Infor (Forsal.pl, Dziennik.pl, GazetaPrawna.pl, Infor.pl, ZdrowieGO.pl). Zajmuje się tematyką motoryzacji, transportu, budownictwa, surowców, makroekonomii, a także technologii, demografii, pracy oraz polityki i bezpieczeństwa.

