Grzechy główne polskiego atomu
Brak umowy z wykonawcą, częste zmiany kadrowe i brak modelu kadrowo-finansowo-biznesowego – to główne grzechy polskiego programu jądrowego, które w raporcie pokontrolnym wymienia Najwyższa Izba Kontroli (NIK).
Jak czytamy, kluczowy z perspektywy polskich interesów wybór dostawcy technologii i wykonawcy budowy został przeprowadzony pochopnie. Kontrolerzy piszą wprost, że najpierw, w 2020 roku, wybrano amerykańskiego partnera, dwa lata później przygotowano model finansowo-biznesowy całego Programu PEJ, a dopiero w 2023 roku rozpoczęto dialog z Komisją Europejską w sprawie finansowania, czyli zgody na pomoc publiczną.
Zgodę UE udało się uzyskać, ale kluczowej umowy EPC (Engineering, Procurement, and Construction) w dalszym ciągu nie ma. Wciąż nie podpisano zatem właściwego kontraktu określającego m.in. cenę oraz udział polskich przedsiębiorstw w budowie pierwszej elektrowni jądrowej na terenie gminy Choczewo. Jak czytamy, w latach objętych kontrolą: „Negocjacje z firmami Westinghouse i Bechtel nie były oparte na partnerskich relacjach biznesowych”.
Karuzela kadrowa
W okresie objętym kontrolą (lata 2020–2024) spółką zarządzało aż sześciu prezesów. Pierwszy z nich – Krzysztof Sadłowski – sprawował urząd przez prawie cztery lata, od 22 lipca 2016 roku do 29 kwietnia 2020 roku. Następni zmieniali się co kilka lub kilkanaście miesięcy. Warto dodać, że przez ostatnie trzy lata PEJ zarządzało trzech kolejnych prezesów.
„W ocenie NIK Spółka Polskie Elektrownie Jądrowe sp. z o.o., która została powołana do pełnienia funkcji inwestora w procesie budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej, nie była przygotowana kadrowo i organizacyjnie do realizacji tego zadania” – czytamy w raporcie.
Nie stworzono strategii kadrowej ani nie określono, jakich kompetencji potrzebuje PEJ, a mimo to między 2019 a 2024 rokiem zatrudnienie wzrosło ze 118 do 430 osób. Następnie – po zmianie rządów – rozwiązano umowy z co piątą osobą (dokładnie 21 proc. umów).
Elektrownia nie powstanie do 2036 roku?
Następnie kontrolerzy wyliczają, że z opóźnieniem uzyskano decyzję środowiskową i zbyt późno przygotowano model finansowy, co musi wpłynąć na termin zakończenia inwestycji. NIK stwierdza, że opóźnienia nie zawsze wynikały z działalności PEJ, jednak w konsekwencji trzeba było przesunąć termin uruchomienia elektrowni, początkowo wyznaczony na 2033 rok. Zdaniem kontrolerów także nowy termin – 2036 rok – stoi pod znakiem zapytania.
„Uzyskanie decyzji środowiskowej nastąpiło z prawie rocznym opóźnieniem, a opracowanie inżynierii finansowej – z trzyletnim. Z takim samym opóźnieniem ma zostać uruchomiony pierwszy blok elektrowni jądrowej (2036 rok), choć ustalenia kontroli wskazują, że może być ono jeszcze większe” – czytamy w podsumowaniu raportu.
Kontrola NIK obejmowała okres od stycznia 2020 roku do 30 września 2024 roku. Zbadano działania Ministerstwa Przemysłu, Państwowej Agencji Atomistyki, Biura Pełnomocnika Rządu do spraw Strategicznej Infrastruktury Energetycznej oraz Polskich Elektrowni Jądrowych.
Redaktor Forsal.pl, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w tematach związanych z inwestycjami oraz transportem. Od lat obserwuje wielkie budowy, opisuje rynek nieruchomości, a także zawiłości systemu transportowego.
Autor reportażu "Żarnowiec. Sen o polskiej elektrowni jądrowej" nagrodzony Grand Press 2023 w kategorii książka reporterska roku. Finalista m.in. Pomorskiej Nagrody Literackiej oraz konkursu dziennikarskiego "Biały Kruk".
