Unia Europejska żąda wyjaśnień od gigantów AI
14 października podczas International AI Summit w Dublinie wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, Henna Virkkunen, przekazała, że KE podjęła pierwsze działania, wykorzystujące przepisy wprowadzonego jakiś czas temu AI Act. Europejski urząd ds. AI domaga się od technologicznych gigantów konkretnych informacji na temat bezpieczeństwa, zewnętrznej ewaluacji zagrożenia, ale także tego, jak są one używane.
Choć przewodnicząca nie wymieniła w swoim przemówieniu żadnych konkretnych firm, to według Euronews, takie żądania otrzymały firmy takie jak Anthropic (Claude) oraz OpenAI (ChatGPT). Urząd miał wysłać takie żądania ze względu na nieuznanie dotychczasowych dokumentów za wystarczające w kontekście unijnych przepisów. Innymi słowy, KE chce mieć lepszy wgląd w działanie tych firm, zwłaszcza jeśli kierują oni swoje produkty i usługi na europejski rynek.
Letnie incydenty niepokoją urzędników w UE
Nie bez znaczenia w tym kontekście mogą być letnie incydenty, których dopuścił się kolejne modele AI, a które to zostały upublicznione przez same firmy. Dokładnie 30 lipca Anthropic opublikowało wyniki ponad 141 tys. testów AI, wśród których znalazły się trzy poważne incydenty. Trzy różne modele AI od tej firmy dostały się do sieci, uciekając ze środowiska testowego. Co gorsza, dały one radę wniknąć do wewnętrznych systemów aż trzech organizacji.
Wcześniej, bo jeszcze w kwietniu bieżącego roku modele podczas przygotowanych ćwiczeń hakerskich, ze względu na błąd w przygotowaniu środowiska, modele ponownie dostały się do sieci. Tam, w ramach przekonania, że działają w ramach ćwiczeń, opublikowały paczkę ze złośliwym oprogramowaniem, które pobrane zostały na 15 systemów. Choć brzmi to niepokojąco, to firma zastrzega, że incydenty wymagały raczej z błędów konfiguracji, a nie z istoty samych modeli.
Z drugiej jednak strony Henna Virkkunen przekazała, że w samym 2026 udokumentowano ponad 20 różnych incydentów utraty kontroli nad modelami AI wielu firm. Na liście tej znalazły się - poza Anthropic - OpenAI, Google czy Meta, a dodatkowo wiele innych organizacji, działających niezależnie od tych gigantów.
Czy UE zaczyna ścigać firmy szkolące AI?
Z formalnego punktu widzenia odpowiedź na to pytanie brzmi: nie, jeszcze nie. Portal Euronews przekazuje, że na razie europejskie urzędy prowadzą dochodzenia, a KE domaga się jedynie informacji. Można powiedzieć, że na razie strona europejska zbiera dane i dopiero na ich podstawie będzie w stanie ocenić, czy działania firm kwalifikują się do rozpoczęcia postępowania. Na ten moment jednak żadnej kary nie ma, ale jest za to dość istotny konflikt.
Okazuje się bowiem, że działania Brukseli wywołały spór o granice egzekwowania AI Act. Dyrektywa ta w swoich zapisach wyłącza z regulacji badania, testy oraz rozwój modeli. Jest to o tyle ważne, że w obu przypadkach oba incydenty wydarzył się właśnie na etapie testów, jeszcze zanim modele trafiły na rynek. Unia uznaje jednak, że jeśli agent uciekł ze środowiska testowego, to znaczy, że został wprowadzony do użytku. Tutaj jednak pojawiają się głosy prawników, którzy wprost mówią, że jest to spore naciągnięcie przepisów.
Dlaczego jednak Unia zakłada, że ucieczka ze środowiska równa się automatycznemu objęciu regulacjami? Jeden z przedstawicieli KE podkreśla, że jeśli jakikolwiek model AI wydostaje się na zewnątrz i zaczyna wpływać na rynek UE, to AI Act zaczyna obowiązywać. Zastosować tutaj można medyczną analogię do wirusa, który wydostaje się z laboratorium i zaczyna wpływać na wiele dziedzin życia.
Czy giganci od AI mogą się już obawiać?
Tak jak zostało to wspomniane, na ten moment europejskie organy zbierają informacje. Co jednak, jeśli dopatrzą się tam uchybień i naruszeń prawa? Wówczas za naruszenie AI Act firmom grozi kara do 15 mln euro albo 3% globalnego rocznego obrotu firmy. Dodatkowo KE może karać za niepełne lub fałszywe odpowiedzi na żądanie informacji. Co więcej, jeśli urzędnicy dopatrzą się szczególnych zagrożeń, mogą sami żądać dostępu do testowanych modeli, a nawet wymagać ich ograniczenia dla szerszego grona odbiorców.
Na razie jednak sprawy są na dość wczesnym etapie. Po dostarczeniu KE konkretnych dokumentów sprawy zapewne ruszą dalej. Na razie jednak trudno ocenić, kiedy dokładnie tu nastąpi, bo piłeczka jest po stronie Big Techów.
Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktor zawodu i pasji. Zajmuje się tematami technologicznymi, branżą gier oraz nowymi mediami. Wolne chwile lubi spędzać nie tylko przy grach, ale także na odkrywaniu i analizowaniu fikcyjnych światów, ewentualnie na składaniu komputerów.
