To jeden z najstarszych lotów z Warszawy
W Warszawie niderlandzkie linie KLM świętują 70-lecie połączenia Warszawa–Amsterdam. Jak przyznali przedstawiciele przewoźnika, w pierwszym rejsie – w 1956 roku – do Polski samolotem Douglas DC-4 przyleciało jedynie sześć osób, w tym burmistrz Amsterdamu. Był to pierwszy przewoźnik z „Zachodu”, który obsługiwał trasę do PRL-u.
Teraz KLM (będący częścią Air France-KLM) lata z lotniska Chopina do Amsterdam-Schiphol aż cztery razy dziennie. W ciągu roku przewozi ok. 150–200 tys. pasażerów. To piąty wynik na Okęciu po LOT, Ryanairze, Wizz Airze i Lufthansie. Jak słyszymy, mniej więcej co piąty z nich kontynuuje podróż z KLM w inne miejsce na świecie.
Będzie więcej połączeń? „Wierzymy w Polskę”
Poza Warszawą KLM lata również z lotnisk w Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku i Poznaniu. – Będziemy kontynuować inwestycje w tych miastach, bo wierzymy w Polskę. W przyszłość Polski – zapowiedział Carl Schelleman, szef KLM na region Europy Środkowej.
Jak powiedział w rozmowie z „Forsalem”, obecnie numerem dwa pod względem liczby pasażerów są Kraków i Gdańsk. Linia chce jednak wzmocnić swoją obecność w Poznaniu, dlatego uruchomiono tam regularne loty aż trzy razy dziennie. Zapowiada też inne inwestycje w Polsce.
- Albo zaoferujemy więcej lotów na dane lotnisko, albo wykorzystamy większe samoloty, dzięki czemu pojawi się więcej miejsc. Widzimy, że zapotrzebowanie na loty z Polski rośnie. Chcemy zapewnić pasażerom odpowiednią ofertę – mówi nam Schelleman.
Jak dodaje, w przyszłości KLM rozważa uruchomienie połączeń z kolejnego, szóstego lotniska w Polsce. Na razie nie chce jednak zdradzać, które mogłoby to być. Można się domyślać, że w grze są Rzeszów lub Katowice, czyli największe porty, z których na razie nie operuje niderlandzki przewoźnik.
Czy Port Polska będzie konkurencją?
Amsterdam-Schiphol, baza KLM, to jedno z największych lotnisk przesiadkowych na świecie. KLM lata stamtąd do ok. 150 miejsc, z czego 64 znajdują się poza Europą – głównie w USA i Kanadzie. Samo lotnisko obsłużyło w ubiegłym roku 68,8 mln pasażerów, będąc drugim co do wielkości portem lotniczym w Unii Europejskiej, po paryskim Charles de Gaulle. Czy Port Polska będzie dla niego konkurencją?
- Niekoniecznie. Obserwujemy, że w branży lotniczej coraz szybciej rośnie zapotrzebowanie na podróże samolotem. Konkurencja sprawia, że wszyscy muszą utrzymywać najwyższy poziom usług. I właśnie o to nam chodzi. Chcemy być najlepsi w konkurencyjnym otoczeniu, a nie w warunkach, w których konkurencji nie ma - przyznaje.
„Nie postrzegamy Portu Polska jako zagrożenia”
– W żadnym razie nie postrzegamy Portu Polska jako zagrożenia. Powód jest bardzo prosty: Schiphol od lat 60. XX wieku rozwija się jako lotnisko przesiadkowe. Większość rozwiązań zaprojektowano tak, aby przesiadki przebiegały sprawnie i były jak najłatwiejsze dla pasażerów. Jeśli więc ktoś leci na przykład z Gdańska, to prawdopodobnie najłatwiej będzie mu dotrzeć do dowolnego miejsca na świecie przez Schiphol, zamiast korzystać z innych konkurencyjnych portów przesiadkowych – sugeruje.
Jak dodał, zarówno Air France, jak i KLM są zainteresowane operowaniem z Portu Polska. Będą to zapewne loty do ich portów macierzystych, czyli Amsterdam-Schiphol i paryskiego Charles de Gaulle, zarazem dwóch największych lotnisk w Unii Europejskiej.
Redaktor Forsal.pl, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w tematach związanych z inwestycjami oraz transportem. Od lat obserwuje wielkie budowy, opisuje rynek nieruchomości, a także zawiłości systemu transportowego.
Autor reportażu "Żarnowiec. Sen o polskiej elektrowni jądrowej" nagrodzony Grand Press 2023 w kategorii książka reporterska roku. Finalista m.in. Pomorskiej Nagrody Literackiej oraz konkursu dziennikarskiego "Biały Kruk".

