Osobiście pojechała pani do warszawskiego liceum, gdzie uczniowie domagali się odwołania dyrektor, i zwolniła ją pani. Dlaczego?

Bo jestem ministrem edukacji, a tam był zagrożony proces edukacyjny. W październiku konflikt był już na takim poziomie, że część nauczycieli odmówiła współpracy. Licealiści, którzy w tym roku podchodzą do matury, zastanawiali się nie jak, ale czy w ogóle ją zdadzą. Kuratorium przekazało mi informację, że jest to sprawa, która ciągnie się od kilku miesięcy i nikt nie chce wziąć za nią odpowiedzialności. Kiedy tam pojechałam, okazało się, że dyrektor nie ma pomysłu, jak problem rozwiązać. Gdybym się zaczęła bawić w procedury, to pytaliby mnie państwo, dlaczego nic nie zrobiłam.

Teraz minister edukacji będzie interweniować w każdej takiej sytuacji?

Nie będę jeździć po całej Polsce. Ale przygotowujemy się teraz do reformy nadzoru pedagogicznego, a ja jestem empirykiem i chciałam sprawdzić, jak to wygląda w praktyce. Zobaczyć, jak działa kuratorium, jak wizytator, jaką ma siłę organ prowadzący, który niby zajmuje się tylko pieniędzmi, ale fakt, że powołuje i odwołuje dyrektora, sprawia, że jest hegemonem. Po tej sytuacji jestem już na 100 proc. pewna, że trzeba zmienić nadzór pedagogiczny.

>>> Polecamy: Najmądrzejsze dzieci na Ziemi, czyli jak Polska pobiła bogate kraje w dziedzinie edukacji

To znaczy?

Nie oszukujmy się. Tego nadzoru teraz w praktyce nie ma. Kurator powinien mieć prawo weta przy likwidacji szkół. Powinien też mieć możliwość zajmowania się siecią szkół i arkuszami organizacyjnymi. Chcemy także, by kurator był podporządkowany MEN.

Obecnie samorządowcy szczycą się, że przekazują stowarzyszeniom szkoły w zarząd i w ten sposób mogą ominąć procedury. Chcemy tak obwarować ustawę, żeby nie można było w ten sposób nadużywać prawa. Naszym celem jest przekonanie samorządowców, że powinni wygrywać w swoim środowisku szkołą, a nie dożynkami.

Co jeszcze trzeba zmienić?

Zlikwidujemy godziny karciane. To niemoralne: oburzamy się na to, jak złe są umowy śmieciowe, a nauczycieli zmuszamy do pracy za darmo. Powiedzmy uczciwie, że nie mamy pieniędzy w systemie, a nie dodawajmy nauczycielowi dodatkowych godzin.

Pierwszy projekt to wycofanie 6-latków ze szkół. Kiedy Sejm przyjmie ustawę, która to wprowadzi?

Jak najszybciej. Projekt przedstawimy jeszcze w grudniu. Im wcześniej go przygotujemy, tym będziemy mieli więcej czasu na wyeliminowanie przeszkód.

Czy dla tych dzieci będzie miejsce w przedszkolach?

Ze statystyk wynika, że obecnie są wolne miejsca w przedszkolach. To tylko liczby. Oczywiście w praktyce może to różnie wyglądać w zależności od miejsca zamieszkania. Dlatego chcemy dać rodzicom jeszcze jedną opcję: będą mogli zatrzymać swoje dziecko w szkole, pod odpowiednią opieką nauczycieli. Jedno jest pewne: do kwietnia 2016 r. szkoły muszą wiedzieć, ilu będą miały uczniów. Po to, by uniknąć bałaganu organizacyjnego i móc spokojnie zaplanować przyszły rok. Jest jeszcze jeden aspekt tych zmian: protestują rodzice uczniów II klas. Twierdzą, że ich dzieci nie dają sobie rady i chcą przenieść je rok niżej.

Proponuje pani, aby od września 2016 r. to rodzice decydowali, czy wyślą do pierwszej klasy 6-latka. Skąd pomysł, by znowu i 6-, i 7-latki szły razem do szkoły?

To wola rodziców. Jestem entuzjastką tego rozwiązania.

>>> Czytaj też: ZNP przeciw pomysłom PiS: gimnazja należy doskonalić, a nie likwidować

Największym błędem całej reformy obniżenia wieku szkolnego było mieszanie roczników. Chcecie to kontynuować?

Chcemy, by nie było zakazu. Wychowawcy przedszkolni mogą poradzić rodzicom, ocenić gotowość szkolną dziecka. Nie chcemy też dodatkowo obciążać poradni, by znowu musiały wydawać orzeczenia.

No dobrze, ale tak naprawdę to jeżeli już się udało wprowadzić 6-latki do szkół, to po co w ogóle odwracać cały proces?

Z trzech powodów. Przede wszystkim dlatego, że taka jest wola rodziców. Świadczy o tym milion podpisów pod petycją w tej sprawie. Po drugie to, że 91 tys. dzieci, wbrew obowiązkowi, zostało odroczonych. Trzeci powód: zmiana jest świeża, więc jej odwrócenie i koszt jest mniejszy, niż gdybyśmy mieli zrezygnować z tego pomysłu za np. trzy lata.

Czy zostanie obowiązek przedszkolny dla 5-latków?

Dyskutujemy nad tym. Część rodziców jest za tym, by z tego zrezygnować. Jeśli nie ma przedszkola w danym miejscu, to muszą na siłę jechać z maluchem 20–30 km. Z drugiej strony, jeśli rodzicom 6-latków dajemy wybór umożliwiający posłanie dziecka do szkoły, to musimy być świadomi konsekwencji. Jeżeli jednocześnie nie będzie obowiązku przedszkolnego dla 5-latków, to w pierwszych klasach mogą się spotkać 7-latek po zerówce i  6-latek bez żadnej wcześniejszej edukacji. To nie najlepsze rozwiązanie.

Wszystkie badania pokazują, że dzieci, które są w przedszkolach, lepiej się rozwijają społecznie i lepiej sobie radzą potem w szkole. Poza tym w takiej sytuacji zostanie zlikwidowana możliwość wyrównywania szans: najbardziej na tym stracą właśnie te dzieci wiejskie z terenów, gdzie nie ma dostępu do przedszkoli. Spadnie też motywacja gmin, by je budować.

Zdaję sobie z tego sprawę. Dlatego nad tym nadal dyskutujemy. Dla mnie dużym problemem jest to, że m.in. tworzenie zespołów przedszkolno-szkolnych miało na celu podniesienie tzw. wskaźników uprzedszkolnienia. Zakazywano pisania i czytania w przedszkolu po to, by wysłać więcej dzieci do szkół. Dzięki temu zwalniały się miejsca w przedszkolach i potem Polska mogła się pochwalić przed Komisją Europejską, że mamy dobre wyniki.

Nie wspomnę już o tak absurdalnych sytuacjach jak w wielu miastach, gdzie wysyłane są do przedszkola dzieci bezrobotnych, a kiedy kobieta znajduje pracę, musi dziecko z niego zabrać. To efekt wymogów projektu, w ramach którego działa przedszkole. Na Mazowszu dwie gminy realizują podobne projekty na kwotę 16,5 mln zł.

Koniec gimnazjów to rok 2017? Data jest nadal aktualna?

Tak, ta data wydaje się jak najbardziej realna. Zastanawiamy się nad szczegółami. Musimy dokonać skrupulatnych analiz i konsultacji. Jeden z kłopotów to podręczniki. Nadejdzie taki moment, w którym będziemy potrzebować i tego do pierwszej klasy gimnazjum, i tego do siódmej szkoły podstawowej.

Celem reformy jest likwidacja gimnazjów czy czteroletnie liceum?

Oczywiście, że czteroletnie liceum. Pierwsze jest konsekwencją głównego celu. Przecież nie zrobimy dwuletniego gimnazjum.

Co z podręcznikiem dla nowej pierwszej klasy? Podstawa programowa się zmieni, a do szkół już trafiło 400 tys. darmowych podręczników do pierwszych klas.

Mamy projekty nowej podstawy programowej. Korzystamy także z podpowiedzi np. państwa Elbanowskich. W Opolu jest grupa nauczycieli – praktyków, która także zaangażowała się w te prace. W styczniu będziemy gotowi, by pokazać, jak będzie wyglądała nowa podstawa. Później – decyzje w sprawie podręcznika. Mam sygnały, że ten obecny często trafia na półki.

Zrezygnujecie z niego?

To byłoby niepolityczne, to też są unijne pieniądze. Zastanawiamy się, czy nie wprowadzić zasady, że będziemy dopłacać do podręczników kupowanych na rynku, tak jak jest dziś w czwartej klasie. Wtedy obecny darmowy podręcznik byłby jednym z wielu do wykorzystania przez nauczycieli. Kolejne rozważane rozwiązanie to stworzenie do istniejącego podręcznika dodatkowych pomocy. To kwestia do dyskusji. Obecnie muszę się uporać ze schedą po darmowym podręczniku, bo w resorcie zostały zatrudnione osoby, np. jako recenzenci.

>>> Czytaj też: Oświatowy lobbing Elbanowskich, czyli szkolna ściągawka PiS

A Instytut Programów, Wychowania i Podręczników? Szliście z tym hasłem do wyborów, dziś o tym ciszej.

Nie rezygnujemy, ale zadań związanych z planowanymi zmianami mamy obecnie tak wiele, że z organizacją tej instytucji ruszymy dopiero w styczniu 2016 roku.