93 proc. rad rodziców uważa, że ich szkoła ma bardzo dobrze przygotowane pomieszczenia i pomoce dydaktyczne do pracy z sześciolatkami.

87 proc. jest zdania, że dobrze lub bardzo dobrze przygotowane są boiska i świetlice szkolne. Niemal wszystkie uważają, że dobrze przygotowani są także nauczyciele – to wyniki ankiety, którą przeprowadził MEN w czerwcu 2015 r. Jej wyniki na życzenie posłów z sejmowych komisji edukacji i samorządu terytorialnego ujawniło obecne kierownictwo resortu.

Z obszernej informacji, którą posłom przekazało ministerstwo, wynika, że większość szkół po ośmiu latach przygotowań do obniżenia wieku startu szkolnego ma wreszcie warunki, by uczyły się w nich sześciolatki. Ich brak był jednym z głównych zarzutów m.in. Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców, które lobbowało za wycofaniem z reformy. Wskutek działań prowadzonych przez Karolinę i Tomasza Elbanowskich start reformy przesunięto o siedem lat.

Przygotowanie większości szkół potwierdzają nie tylko dane zebrane przez resort, lecz także NIK czy inspekcji sanitarnej. W informacji dla posłów znalazły się wyniki kontroli GIS, z której wynika, że wątpliwości w zakresie stanu higieniczno-technicznego obiektu kontrolerzy mieli ledwie w 3 proc. przypadków (na 11,2 tys. szkół), a od 2009 r. w szkołach widać poprawę.

Przygotowanie do przyjęcia sześciolatków finansowano głównie z subwencji oświatowej, MEN prowadził jednak również wiele programów, które wspierały gminy. Na wyposażenie w sprzęt szkolny wypłacono im z budżetu 58 mln zł, na doposażenie świetlic – 38 mln zł, a na wyposażanie poradni psychologiczno-pedagogicznych – 3,8 mln zł. – Samorządy dobrze wykorzystały ponad 2,5 mld wpuszczone w ten system. Zbudowały place zabaw, przygotowały nauczycieli – podsumowuje Przemysław Krzyżanowski ze Związku Powiatów Polskich (do października 2015 r. wiceminister edukacji).

Informację, którą przygotowali urzędnicy resortu, starała się w czasie posiedzenia komisji osłabić sama minister edukacji. Anna Zalewska przekonywała, że raport wskazuje też na niedoskonałości systemu, a wyniki zamieszczonych w nim badań oświatowych są niemiarodajne. – Można poddać to wszystko dyskusji, bo dotyczy sytuacji, w której rodzic nie był przymuszony do tego, żeby zaprowadzić swojego sześciolatka do szkoły – przekonywała posłów minister Anna Zalewska. Minister dodała, że analiza, jak sprawują się dzieci, które obowiązkowo poszły do szkoły jako sześciolatki, będzie możliwa dopiero w tym roku. I MEN zamierza ją przeprowadzić.

Samorządy będą chciały pokazać dobrze przygotowane szkoły jako swój atut w rozmowach z rodzicami. Gminy i miasta chcą ich przekonać, by wysyłali sześcioletnie dzieci do pierwszej klasy (PiS już formalnie zniósł ten obowiązek). Na razie szacunki nie są dla gmin optymistyczne. Przykładowo w Koszalinie nie spodziewają się więcej niż połowy dzieci z rocznika, w Zamościu – 15 proc.