Wartość intelektualna, technologie i wiedza pracowników to jedne z najważniejszych zasobów, na których Polska może budować swoją konkurencyjność. Tymczasem - jak przekonywał Maciej Lisowski w rozmowie w studiu Dziennika Gazety Prawnej podczas Krynica Forum - ochrona tego potencjału jest niewystarczająca.
W jego oceni, szczególnego znaczenia nabiera ona w warunkach wojny za wschodnią granicą i rosnącej niepewności geopolitycznej. Zagrożeniem mogą być zarówno działania obcych służb, jak i aktywność przedsiębiorstw zainteresowanych pozyskaniem technologii czy informacji stanowiących przewagę konkurencyjną.
Lisowski uważa, że Polska powinna w większym stopniu wykorzystywać i chronić własny kapitał intelektualny. To właśnie kreatywność naukowców, specjalistów i przedsiębiorców ma - jego zdaniem - pozwalać krajowym firmom konkurować na rynkach europejskich i światowych.
Firmy potrzebują wsparcia służb
Jednym z problemów wskazanych przez dyrektora Fundacji Lex Nostra jest niewystarczająca współpraca między przedsiębiorstwami a służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo państwa. Jak relacjonował, skargi na brak odpowiedniego wsparcia docierają do niego również od dużych przedsiębiorców, w tym działających w branży obronnej.
Według Lisowskiego, firmy powinny mieć możliwość uzyskania informacji o potencjalnie niebezpiecznych kontrahentach oraz ostrzeżeń przed próbami pozyskiwania technologii lub danych przez podmioty działające na rzecz obcych interesów. Taką współpracę postrzega nie jako przywilej biznesu, lecz jako element ochrony interesu państwa.
W rozmowie zwrócił również uwagę na znaczenie bezpieczeństwa cyfrowego. Rozwój technologii sprawia, że zasobami wymagającymi ochrony są nie tylko rozwiązania techniczne, lecz także wrażliwe dane gromadzone i przetwarzane przez przedsiębiorstwa.
Zdaniem Macieja Lisowskiego, problem nie sprowadza się jednak wyłącznie do przepisów. Prawo powinno wynikać z wcześniej przyjętej strategii państwa, określającej jego cele i priorytety. Tymczasem - jak ocenił - w Polsce zdarza się, że regulacje powstają doraźnie, bez odpowiednio przygotowanej koncepcji działania.
Decyzje obronne pod presją odpowiedzialności
Lisowski wskazał także na mechanizmy, które mogą zniechęcać urzędników i decydentów do podejmowania ryzyka związanego z rozwojem krajowych technologii. Jego zdaniem, obawa przed późniejszą oceną decyzji przez prokuraturę może skłaniać do wyboru droższych, sprawdzonych rozwiązań zamiast inwestowania w nowe technologie.
Jako przykład podał zakupy na potrzeby wojska. W jego ocenie, decydent może uznać zakup kosztownego, zagranicznego sprzętu za bezpieczniejszy z punktu widzenia własnej odpowiedzialności niż przeznaczenie znacznie mniejszych środków na rozwój krajowych systemów, na przykład dronowych. - Po co inwestować w rozwój polskich systemów dronowych i wydać milion bez gwarancji sukcesu, skoro można kupić za miliard zagraniczne czołgi i spokojnie spać – mówił.
Problemem jest również sposób organizacji państwa i rozproszenie odpowiedzialności za jego interesy. Lisowski uważa, że nawet kompetentni urzędnicy mogą pozostawać pod wpływem zależności instytucjonalnych i osobistych obaw, które utrudniają im podejmowanie niepopularnych decyzji.
Kto kontroluje technologię?
Ważnym elementem bezpieczeństwa jest, zdaniem Lisowskiego, nie tylko miejsce produkcji danego rozwiązania, lecz także kontrola nad jego działaniem. Nawet jeśli sprzęt zostanie zakupiony za granicą, kluczowe znaczenie ma to, kto dysponuje dostępem do jego systemów i może wpływać na ich funkcjonowanie. - Najważniejsze jest to, kto ma klucze do tej technologii - podkreślał.
Na poparcie swojej tezy przywołał przykłady z przeszłości, dotyczące zamawiania przez polskie instytucje urządzeń szyfrujących produkowanych w Rosji, a także późniejszych decyzji związanych z zakupem systemu Pegasus. Wspomniał również o ofercie krajowego rozwiązania technologicznego, która - jak twierdził - została odrzucona przez polskie służby.
Krzysztof Ratnicyn