Wysłany na początku października omyłkowy alert RCB trafił do mieszkańców województwa lubuskiego, choć miał zaalarmować o zagrożeniu atakiem z powietrza mieszkańców Lubelszczyzny. Jak przekonywał później były minister cyfryzacji Janusz Cieszyński, RCB ma za mało pracowników, w dodatku w jego ocenie nie są należycie wynagradzani.
Wygląda na to, że szykują się zmiany. Mowa jednak nie tylko o zwiększeniu liczby dyżurnych ale wdrożeniu automatyzacji niektórych procesów.
RCB zautomatyzuje działania dyżurnych
Jak w rozmowie z PAP przekazał dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, trwają prace nad zwiększeniem automatyzacji pracy dyżurnych RCB. Ma to skrócić łańcuch działań, które pracownicy Centrum muszą podjąć po otrzymaniu informacji o zagrożeniu.
Obciążenie pracą dyżurnych RCB w ostatnim czasie istotnie wzrosło - to skutek licznych ataków Rosji na zachodnią część Ukrainy. W polskiej przestrzeni powietrznej wówczas operuje polskie lotnictwo, a mieszkańcy terenów przygranicznych są informowani o potrzebie zwracania uwagi na komunikaty. Alerty mogą dotyczyć także polecenia, by znaleźć bezpieczne schronienie.
Elementów do zrealizowania w tej pracy jest dosyć sporo. Pracujemy nad zwiększeniem automatyzacji tych prac, czyli zwiększeniem używania różnego rodzaju systemów komputerowych, które mogłyby zautomatyzować pracę m.in. naszych dyżurnych
- powiedział Zbigniew Muszyński.
Jak wskazał, pracownicy są pod presją m.in. czasu i procedur. Muszą być także w stałym kontakcie m.in. z Ministerstwem Obrony Narodowej i operatorami infrastruktury krytycznej.
Jak przekazał, w najbliższym czasie wzrośnie także liczba etatów w RCB.
Omyłkowy alert RCB to wynik błędu ludzkiego?
Tak przekazał wiceszef MSWiA Wiesław Szczepański. Jak dowiedział się PAP, pracownik, który pomylił województwa został przesunięty na inne stanowisko, a RCB prowadzi w tej sprawie postępowanie wyjaśniające. Wiadomo, że po omyłkowo wysłanym alercie ikony województw lubuskiego i lubelskiego zostały od siebie odsunięte, by zapobiec podobnej pomyłce w przyszłości. Pracownik miał szybko zdać sobie sprawę z popełnionego błędu, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa tego samego dnia wystosowało komunikat.
– Mamy świadomość, że alert RCB jest dla odbiorców sygnałem do podjęcia działań służących ochronie życia i zdrowia. Błędnie skierowane ostrzeżenie mogło wywołać niepokój oraz skłonić mieszkańców do podjęcia działań ochronnych. Przepraszamy wszystkich odbiorców błędnie wysłanych wiadomości za pomyłkę, niepokój i utrudnienia, które mogła spowodować - można było przeczytać w komunikacie.
Po wydarzeniu kwestię niedostatecznej liczby pracowników RCB podniósł poseł Rozwoju Plus Janusz Cieszyński, który przeprowadził kontrolę poselską. Wg ustaleń polityka dyżurni mogli być przemęczeni.
24 godzinne dyżury w sali operacyjnej pełnią na raz 3 osoby. To one odpowiadają m.in. za wysyłkę Alertów RCB. Ponieważ przy każdym alercie obowiązuje zasada dwóch par oczu oznacza to, że podczas takiego dyżuru każda osoba pracuje średnio 16 godzin. Wczorajsza pomyłka nastąpiła po ponad 9 godzinach pracy, więc nie jest wykluczone, że pracownicy byli po prostu przemęczeni
- wyjaśniał poseł we wpisie na portalu X.
