Gaszenie ogniska benzyną. Parę słów o dżihadzie

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
8 lipca 2017, 16:49
Państwo Islamskie
Państwo Islamskie/ShutterStock
Jak zrozumieć islam? Czy trzeba bać się uchodźców? W zalewie sprzecznych informacji najlepszej odpowiedzi trzeba poszukać w książkach

Zgodnie z przekazem prawicowej propagandy politycznej Europę zalewają właśnie hordy islamskich terrorystów przebranych za uchodźców (zwłaszcza za kobiety i dzieci) – za chwilę, jeśli się temu nie przeciwstawimy, albo wszyscy będziemy muzułmanami, albo wszyscy będziemy martwi. Skuteczny opór przeciw krwawym barbarzyńcom jest kluczowy dla przetrwania cywilizacji europejskiej i chrześcijaństwa, nawet jeśli przy okazji uderzy się w to skrzydło Kościoła katolickiego, które gotowe jest nieść pomoc innowiercom.

Zgodnie z przekazem propagandy liberalno-lewicowej – odwołującej się z kolei często, co ciekawe, do idei chrześcijańskiego miłosierdzia – do Europy płyną i maszerują ludzie zdesperowani i wymagający opieki, uciekinierzy przed wojną, nędzą i wojującym islamem. Trzeba dostrzec w tym szansę na odkupienie grzechów kolonializmu. I spożytkować ów zastrzyk świeżej krwi w dziele dalszej demokratycznej modernizacji społecznej.

Jedna rzecz jest pewna: ci ludzie i tak tu przyjdą, prędzej czy później. Niektórzy już tu są.

No i co z tym zrobić? Dwóch wyżej wymienionych narracji nie sposób ze sobą uzgodnić, bo każda z nich operuje fałszywym obrazem świata: prawica bezczelnie sięga po stary, rasistowsko-kolonialny stereotyp „islamskiego fanatyzmu”, lewicowi liberałowie z kolei nie mają języka, by opisać dysonans, jaki istnieje między ich własnymi wyobrażeniami na temat demokracji, wolności, indywidualizmu i praw człowieka a surowym, hierarchicznym, patriarchalnym kolektywizmem islamu, w szczególności jego radykalnych odłamów.

W zrozumieniu naszej – europejskiej – sytuacji w obliczu kryzysu uchodźczego i nowych, zglobalizowanych wcieleń islamskiego terroryzmu, mogłoby pomóc rozplątanie paru pojęciowych supłów, podważenie paru potocznych przekonań, przyjrzenie się bliżej historycznemu kontekstowi muzułmańskiego „dżihadu” wymierzonego w „niewiernych”. Słów da się naturalnie używać jako pałek na ideowego przeciwnika, ale słowa mają też znaczenia. Często nieoczywiste.

Żeby było jasne: w wymienionych kwestiach uważam się za laika. Na szczęście dobre książki poświęcone rozmaitym kłopotom z islamem piszą fachowcy. Dzięki ich wysiłkowi mogę to i owo opowiedzieć o świecie muzułmańskim i jego złożonych relacjami z nowoczesną Europą. Zacznijmy zatem od dżihadu.

>>> Czytaj też: Godlewski: Uchodźcy za Nord Stream 2 [FELIETON]

I od razu mamy problem. To problem nie tylko z doprecyzowaniem konkretnego pojęcia, ale także z uchwyceniem osobliwej – choć bynajmniej nie postmodernistycznej – płynności islamskiego świata idei. W islamie nie ma papieża, nie ma również i nie było nigdy centralnych ośrodków władzy religijnej, stąd brak kanonicznej wykładni kluczowych zagadnień wiary. Od wieków panuje specyficzna interpretacyjna wielogłosowość. Sprawy nie ułatwia sam Koran, który, jak pisze w monografii „Pola śmierci. Religia i przemoc” brytyjska religioznawczyni Karen Armstrong, „nie jest spójnym objawieniem: został bowiem przekazany Mahometowi fragmentarycznie w odpowiedzi na szczególne wydarzenia. (...) Nie istnieje coś takiego jak jednoznaczne lub systematyczne nauczanie Koranu na temat przemocy militarnej.” „Mahomet nie otrzymał od Allaha tablic z Dekalogiem – wtóruje jej historyk i dyplomata Jerzy Rohoziński w znakomitych „Narodzinach globalnego dżihadu”. – Allah był tylko doradcą taktycznym (bo nawet nie strategicznym) Mahometa. Mówił mu, co w danej chwili powinien zrobić. Wobec tego rozważania, czy islam jest religią pokojową, czy wojowniczą, nie mają większego sensu. (...) Allah raz każe bowiem bez umiaru mordować, a innym razem radzi, by się układać. Sury mekkańskie głoszą, że »nie ma przymusu w religii«, a sury medyneńskie nakazują bezlitośnie zabijać politeistów, wychwalając »świętą wojnę na drodze Boga«”.

Źródło: MAGAZYN DGP
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Piotr Kofta
Piotr Kofta

Pisarz, krytyk literacki, publicysta

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj