Czy elektrownia powstanie na czas?
W 2036 roku z pierwszej elektrowni jądrowej Kopalino-Lubiatowo ma popłynąć prąd. W ciągu kolejnych dwóch lat, według harmonogramu, otwarte powinny zostać w sumie aż trzy bloki AP1000 (to 3,75 GWe brutto). Prace przygotowawcze do wielkiej budowy powoli posuwają się naprzód.
Pytanie, czy uda się ją otworzyć w terminie, to jedna z dwóch fundamentalnych kwestii dla tej budowy. Wyzwaniem będzie tu choćby przestrzeganie surowych wytycznych branży jądrowej. Wymogi projektowe w przypadku elektrowni atomowej są bowiem niezwykle precyzyjne, regulaminy sztywne, a nawet minimalne odchylenia – nieakceptowalne. Między innymi stąd opóźnienia na wielu budowach – od Finlandii, przez USA, po Francję.
Niedawno rozmawiałem na ten temat z konstruktorem, który brał udział w budowie EJ w Chinach, a następnie wrócił do Polski, by uczestniczyć w najbardziej skomplikowanych inwestycjach infrastrukturalnych (tunele, mosty, metro…). Po pierwszym miesiącu po powrocie usłyszał, że stosuje wręcz nierealne normy. On przekonywał, że to standard przy budowie elektrowni jądrowej. To pokazuje, że polska branża w Choczewie wielu rzeczy będzie się uczyć od nowa.
Kto zbuduje polską elektrownię jądrową?
Druga kwestia – ważniejsza na tym etapie – dotyczy firm biorących udział w budowie. Wiadomo, że generalnym wykonawcą będzie konsorcjum Bechtel-Westinghouse, z czego pierwsza z firm zarządza terenem budowy, a druga dostarczy komponenty (m.in. reaktory), które wyprodukuje przede wszystkim w USA. Pierwsze z elementów już zresztą zamówiła, o czym mówił jej przedstawiciel w rozmowie z „Forsalem”.
Łączny koszt budowy szacowany jest na ok. 200 mld zł. Jaki procent tej kwoty trafi na konto polskich firm? Jak na razie inwestor – Polskie Elektrownie Jądrowe (PEJ) – chwali się umowami m.in. z Unihouse (budowa zaplecza noclegowego) czy Budimeksem (prace ziemne). To spore kontrakty, po 260 i 200 mln zł, jednak dotyczą „tradycyjnych” prac budowlanych. Gdy rozpocznie się kontraktowanie części jądrowej – pojawi się problem.
Czy polskie firmy nauczą się atomu?
Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) dofinansowała niedawno Zakład Konstrukcji Spawanych firmy Ferrum S.A. Będzie mógł on produkować konstrukcje stalowe, m.in. osłonę reaktora pod przyszłą elektrownię – jeżeli zostanie wybrany przez wykonawcę.
Spółka Ferrum została zakwalifikowana do tzw. trzeciej fazy eliminacji dla dostawców. Westinghouse wymaga, by firmy chcące uczestniczyć w budowie przeszły kolejne sprawdziany. Obecnie – w trzeciej fazie – zakład musi wyprodukować element, który spełniłby warunki bezpieczeństwa przemysłu jądrowego. Ten proces nadzoruje także PEJ.
Problem w tym, że na tym etapie znalazło się jedynie sześć polskich firm. Poza wspomnianą są to także:
- Famak S.A.
- Mostostal Kielce
- Mostostal Siedlce
- Mostostal Kraków
- Energomontaż-Północ Gdynia.
Dla porównania, w Czechach – które od lat 70. mają swój przemysł jądrowy – do budowy elektrowni Dukovany II zakwalifikowano już 60 tamtejszych firm, a ponad sto kolejnych stara się o dołączenie. Udział czeskich firm w całym projekcie budowy nowej EJ wynosić ma ok. 60 proc. W Polsce będzie to ok. 40 proc., jednak w przypadku tzw. „wyspy jądrowej” udział będzie minimalny.
Czy Polska zbuduje przemysł jądrowy?
Zarówno Francja, jak i Wielka Brytania – które budują kolejne reaktory – mają sprawny i działający od dekad przemysł jądrowy. W każdym z tych krajów są setki firm mogących dostarczać podzespoły (Francuzi budują sami całe elektrownie).
W Polsce przemysł jądrowy musi się dopiero wytworzyć. Po zamknięciu budowy EJ Żarnowiec, na początku lat 90., większość zakładów budujących na potrzeby elektrowni (np. Rafako, Zamech Elbląg, Dolmel) albo sprzedano, albo doprowadzono do upadku. Kompetencje trzeba budować od nowa. Naciskać musi na to zarówno PEJ, jak i Ministerstwo Energii.
– PEJ lubi przedstawiać się jako „aktywny inwestor”, tymczasem ten rzekomo „aktywny inwestor” pod koniec 2026 r. nie ma wiedzy, w jakim modelu Amerykanie zamierzają wybudować nam elektrownię w Choczewie: z kim będą realizować poszczególne elementy, komu będą zlecać kolejne zakresy prac i jaka będzie w tym wszystkim rola polskich firm – mówi „Forsalowi” dr Damian Kaźmierczak, członek zarządu i główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budowlanych.
– Nie wolno nam dać się zwieść ostatnim zleceniom na wykonanie najprostszych prac przygotowawczych przed właściwą budową elektrowni, bo ambicje rodzimych przedsiębiorstw sięgają o wiele wyżej. Ich celem biznesowym jest nawiązanie bliskiej współpracy z Amerykanami przy budowie bardziej skomplikowanych części inwestycji, tak aby kompetencje z zakresu budownictwa jądrowego pozostały w Polsce. Tymczasem na dziś nic nie wskazuje na to, by naprawdę bliska kooperacja z polskim biznesem, z pełnym przepływem know-how, była dla amerykańskich firm planem „A”.
– Właśnie w tym miejscu dostrzegam największą słabość PEJ, który w mojej ocenie nie wywiera dostatecznej presji na Amerykanów. Jest bierny, apatyczny i mało asertywny wobec amerykańskich partnerów, którzy zgodnie z naturalną logiką biznesową forsują przede wszystkim własne interesy – dodaje.
Jak zauważa, jednym z problemów w PEJ jest niestabilność zarządu. Kaźmierczak wylicza, że przez ostatnie trzy lata przez spółkę przewinęło się trzech prezesów i sześciu wiceprezesów. – Organizacja, która nadzoruje realizację największego projektu w historii Polski, znajduje się w procesie ciągłych zmian. A już jesienią 2027 r. kolejne wybory parlamentarne – zauważa.
Niedawno dr Damian Kaźmierczak krytycznie wobec działań PEJ wypowiedział się także w mediach społecznościowych. Wywołało to falę dyskusji – w tym odpowiedź spółki. Jak czytamy, udział polskich firm (podwykonawców) jest elementem trwających negocjacji. Mają one „pozwolić budować kompetencje polskich firm oraz wzmacniać krajową gospodarkę”. Rzecznik spółki przyznał jednak, że to „trudny proces, który toczy się w zaciszu gabinetów”.
Redaktor Forsal.pl, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w tematach związanych z inwestycjami oraz transportem. Od lat obserwuje wielkie budowy, opisuje rynek nieruchomości, a także zawiłości systemu transportowego.
Autor reportażu "Żarnowiec. Sen o polskiej elektrowni jądrowej" nagrodzony Grand Press 2023 w kategorii książka reporterska roku. Finalista m.in. Pomorskiej Nagrody Literackiej oraz konkursu dziennikarskiego "Biały Kruk".

