To już osiem lat
Ustawa ograniczająca handel w niedziele obowiązuje w Polsce od 2018 roku. Początkowo zakaz nie był jeszcze tak restrykcyjny jak obecnie. Od marca do grudnia 2018 roku sklepy mogły być otwarte w pierwszą i ostatnią niedzielę miesiąca. Rok później ograniczenia zostały zaostrzone. W 2019 roku handlowa była już tylko ostatnia niedziela miesiąca.
Kolejna zmiana weszła w życie w 2020 roku. Od tego czasu przez kilka lat liczba niedziel handlowych została ograniczona do siedmiu w ciągu roku. Sklepy mogły być otwarte w ostatnią niedzielę stycznia, kwietnia, czerwca i sierpnia, a także w niedzielę poprzedzającą Wielkanoc oraz w dwóch niedzielach poprzedzających Boże Narodzenie.
W ubiegłym roku przepisy ponownie się zmieniły. Wprowadzono dodatkową niedzielę handlową na początku grudnia. W efekcie liczba niedziel, podczas których handel jest dozwolony, wzrosła.
Związkowcy chcą otworzyć sklepy w każdą niedzielę
Pomysł ograniczenia niedzielnego handlu wyszedł pierwotnie od związkowców z NSZZ „Solidarność”. Dzisiaj jednak inny związek zawodowy chce zrobić krok w przeciwnym kierunku. Związkowa Alternatywa postuluje całkowite zniesienie ograniczeń dotyczących handlu w niedziele. Zdaniem związku obecne przepisy są tak niespójne i pełne wyjątków, że zakaz stał się w praktyce „kompletną fikcją”.
Związkowcy przekonują, że obecne rozwiązania nie służą ani pracownikom, ani konsumentom. – Obecne polskie przepisy są niekorzystne dla pracowników i konsumentów. Większość sklepów jest otwartych w niedziele zwane niehandlowymi i są to te placówki, które najgorzej traktują pracowników, a towary w nich są najdroższe i najniższej jakości – czytamy w komunikacie Związkowej Alternatywy.
Związek zwraca uwagę, że w niedziele zamknięte pozostają przede wszystkim największe sklepy. – Zamknięte są jedynie największe placówki, czyli segment handlu, gdzie Kodeks pracy jest łamany znacznie rzadziej niż w małych sklepach. Innymi słowy obecne przepisy faworyzują śmieciowe zatrudnienie i marną jakość produktów – podkreślają związkowcy.
Praca w niedzielę miałaby kosztować znacznie więcej
Związkowa Alternatywa nie proponuje jednak po prostu powrotu do sytuacji sprzed wprowadzenia ograniczeń. Związek chce całkowitego zniesienia zakazu, ale jednocześnie domaga się znacznie wyższych wynagrodzeń dla tych, którzy zdecydują się pracować w niedziele. Stawka za pracę w ostatnim dniu tygodnia byłaby 2,5 razy wyższa niż wynagrodzenie za pracę w dni powszednie.
– Nasza propozycja to 2,5 razy wyższe stawki za pracę w niedziele niż za pracę w dni powszednie. Innymi słowy minimalna płaca godzinowa za pracę w niedziele wynosiłaby 78,50 zł (2,5 razy 31,40 zł), a minimalna płaca za ośmiogodzinny dzień pracy w niedziele wynosiłaby aż 628 zł – wskazuje Związkowa Alternatywa.
Związkowcy przekonują, że takie rozwiązanie ograniczyłoby sytuacje, w których pracodawcy otwierają sklepy w niedziele, ale jednocześnie próbują maksymalnie obniżyć koszty pracy. – Dzięki takiemu rozwiązaniu w niedziele pozostałyby otwarte tylko te sklepy, które byłyby gotowe godnie płacić – podkreślają.
Nie tylko sklepy. Zmiany miałyby objąć wszystkie branże
Związkowa Alternatywa chce przy tym, aby proponowane rozwiązanie nie dotyczyło wyłącznie handlu. Związek postuluje objęcie nim wszystkich branż, w których pracownicy wykonują swoje obowiązki w niedziele.
Oznaczałoby to więc znacznie szerszą zmianę niż samo otwarcie sklepów. Kluczowym elementem propozycji byłoby bowiem powiązanie możliwości pracy w niedzielę z odpowiednio wysokim wynagrodzeniem.
Polacy chcą więcej niedziel handlowych. Ale nie wszyscy marzą o otwartych sklepach przez siedem dni w tygodniu
Czy Polacy chcą powrotu handlu w każdą niedzielę? Wyniki najnowszego badania pokazują, że sprawa jest bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać. Choć większość konsumentów opowiada się za zwiększeniem liczby niedziel handlowych, nie oznacza to powszechnego poparcia dla całkowitego zniesienia ograniczeń. Jedni chcieliby robić zakupy w każdą niedzielę, inni zadowoliliby się jedną lub dwiema takimi okazjami w miesiącu. Jest też spora grupa, która woli pozostawić obecne przepisy lub nawet je zaostrzyć. Co zatem naprawdę mówią konsumenci?
Z badania Uce Research i Shopfully Poland wynika, że łącznie aż 60,5 proc. Polaków preferuje zwiększenie liczby dni handlowych. Największa grupa badanych, czyli 27,5 proc., chciałaby, aby sklepy były otwarte w każdą niedzielę. Kolejne 19 proc. popiera możliwość handlu w dwie niedziele w miesiącu, a 14 proc. – w jedną.
Nie wszyscy opowiadają się jednak za liberalizacją przepisów. Łącznie 30,8 proc. respondentów preferuje obecne lub jeszcze bardziej restrykcyjne ograniczenia. W tej grupie 16,5 proc. pozostawiłoby obowiązujące zasady bez zmian, natomiast 14,3 proc. chciałoby zaostrzenia przepisów. Kolejne 8,7 proc. badanych nie potrafiło określić swojego stanowiska.
Nie chodzi wyłącznie o zakupy w każdą niedzielę
Jak zauważa Robert Biegaj, współautor badania z Shopfully Poland, wyniki nie powinny być odczytywane jako jednoznaczne poparcie dla otwarcia wszystkich sklepów w każdą niedzielę. Pokazują raczej, że konsumenci oczekują większej swobody w organizowaniu codziennych zakupów.
– Z perspektywy rynku detalicznego nie oznacza to jednoznacznego poparcia dla otwarcia wszystkich sklepów w każdą niedzielę. Wyniki wskazują przede wszystkim na potrzebę większej elastyczności w organizowaniu codziennych zakupów. To istotny sygnał zarówno dla sieci handlowych, jak i ustawodawcy – komentuje Robert Biegaj.
Ekspert rynku retailowego zwraca uwagę, że współczesny konsument funkcjonuje w rzeczywistości, w której coraz trudniej pogodzić obowiązki zawodowe, rodzinne i prywatne ze sztywnym harmonogramem zakupów. Możliwość odwiedzenia sklepu w niedzielę może więc oznaczać przede wszystkim większą swobodę planowania tygodnia. Dla jednych będzie to szansa na uniknięcie sobotniego tłoku, dla innych okazja do spokojnego zrobienia większych zakupów bez konieczności podporządkowywania całego dnia pracy placówek handlowych.
Nie musi to jednak oznaczać, że konsumenci chcieliby korzystać z takiej możliwości regularnie. Dla części z nich istotna może być już sama świadomość, że sklep pozostaje dostępny również w niedzielę. To prawdopodobne wyjaśnienia uzyskanych wyników, choć samo badanie nie pozwala jednoznacznie ustalić motywacji respondentów.
Dwie niedziele handlowe? To może być kompromis
Interesująco przedstawia się również podział zwolenników liberalizacji przepisów. Choć najwięcej pojedynczych wskazań zdobył wariant zakładający handel we wszystkie niedziele, spora część konsumentów preferuje rozwiązania pośrednie.
– Patrząc na wyniki, szczególnie interesujący jest podział zwolenników liberalizacji. Najpopularniejszym pojedynczym rozwiązaniem pozostaje handel we wszystkie niedziele, wskazany przez 27,5 proc. badanych. Jednocześnie łącznie 32,97 proc. respondentów preferuje model pośredni, czyli jedną lub dwie niedziele handlowe miesięcznie. Pokazuje to, że wśród konsumentów nie ma jednego dominującego pomysłu na przyszłe regulacje – informuje Robert Biegaj.
Zdaniem eksperta częściowa liberalizacja mogłaby stać się punktem wyjścia do poszukiwania kompromisu. Nie można jednak zakładać, że wszyscy zwolennicy pełnego otwarcia sklepów zaakceptowaliby taki wariant.
Z punktu widzenia branży retail szczególnie interesujący wydaje się model dwóch niedziel handlowych w miesiącu. Z jednej strony wyraźnie zwiększałby on dostępność sklepów, z drugiej pozostawiałby część niedziel wolnych od standardowego handlu. Takie rozwiązanie mogłoby więc stanowić próbę pogodzenia oczekiwań konsumentów z potrzebą utrzymania ograniczeń.
Obecne przepisy nie odpowiadają preferencjom większości?
Na uwagę zasługuje także stosunkowo niewielkie poparcie dla utrzymania obowiązujących zasad. Obecny model wskazało zaledwie 16,5 proc. respondentów. Oznacza to, że niemal trzy czwarte badanych preferuje rozwiązanie inne niż aktualne regulacje, choć nie wszyscy oczekują liberalizacji. Część opowiada się bowiem za dalszym ograniczaniem handlu.
– Na uwagę zasługuje też stosunkowo niewielkie poparcie dla utrzymania obecnych zasad. Wskazało je zaledwie 16,5 proc. respondentów. Łącznie niemal trzy czwarte badanych preferuje rozwiązanie inne niż obowiązujące, choć część z nich oczekuje liberalizacji, a niewielki odsetek – dalszych ograniczeń. Nie należy automatycznie interpretować tego wyniku jako powszechnego niezadowolenia z przepisów. Można jednak uznać, że obecny model nie odpowiada w pełni preferencjom znacznej części uczestników badania. Dla ustawodawcy powinien to być argument za rzetelną oceną skutków dotychczasowych regulacji, a nie za automatycznym przyjęciem jednego z proponowanych wariantów – przekonuje Robert Biegaj.
Wyniki pokazują zatem, że temat niedziel handlowych wciąż budzi różne oczekiwania, a konsumenci nie tworzą jednolitego frontu ani za pełną liberalizacją, ani za utrzymaniem obecnych ograniczeń. Dla ustawodawcy powinien to być sygnał, że ewentualne zmiany wymagają uwzględnienia różnych scenariuszy i ich konsekwencji.
Więcej niedziel handlowych nie musi oznaczać większych obrotów
Sama dostępność sklepów w dodatkowe dni nie przesądza jeszcze o ekonomicznych korzyściach dla branży. Jak podkreślają autorzy badania, zwiększenie liczby niedziel handlowych mogłoby istotnie zmienić organizację sprzedaży detalicznej, ale nie oznacza automatycznie proporcjonalnego wzrostu obrotów.
Część zakupów realizowanych w niedzielę mogłaby bowiem zostać jedynie przesunięta z piątku lub soboty. W takim scenariuszu sklepy notowałyby sprzedaż również w dodatkowym dniu, ale całkowita wartość tygodniowych zakupów niekoniecznie byłaby wyższa. – Rzeczywisty efekt zależałby od tego, czy konsumenci zaczęliby kupować więcej, czy jedynie rozłożyliby dotychczasowe wydatki na większą liczbę dni. Sieci musiałyby uwzględnić także koszty zatrudnienia, energii, logistyki i utrzymania placówek. Dlatego z punktu widzenia rentowności ważniejszy od samego wzrostu niedzielnej sprzedaży byłby wynik całego tygodnia – analizuje ekspert z Shopfully Poland.
To istotna kwestia z punktu widzenia rentowności sklepów. Dodatkowy dzień działalności oznacza bowiem nie tylko potencjalne przychody, lecz także konieczność poniesienia kolejnych kosztów. Sieci musiałyby więc dokładnie ocenić, czy niedzielny ruch klientów byłby na tyle duży, aby uzasadnić rozszerzenie godzin funkcjonowania placówek.
Duże sieci i małe sklepy nie skorzystają na zmianach tak samo
Ewentualna liberalizacja przepisów nie musiałaby również przynieść jednakowych korzyści wszystkim uczestnikom rynku. Duże sieci handlowe dysponują rozbudowanym zapleczem operacyjnym i większymi możliwościami organizacyjnymi, ale jednocześnie ponoszą wysokie koszty utrzymania placówek.
Mniejsze sklepy mogą z kolei korzystać z lokalizacji blisko miejsca zamieszkania klientów. Część z nich już teraz prowadzi działalność w niedziele dzięki obowiązującym ustawowym wyjątkom. Szersze otwarcie rynku mogłoby zatem oznaczać dla nich również większą konkurencję o tych samych konsumentów.
Ostateczny bilans zmian zależałby od wielu czynników, w tym lokalizacji placówek, profilu klientów oraz struktury kosztów prowadzonej działalności. Bez szczegółowych danych finansowych trudno jednoznacznie wskazać, który format handlowy byłby największym beneficjentem ewentualnej liberalizacji.
Dostępność to jedno, a dotarcie do klienta – drugie
Zmiana przepisów nie byłaby wyłącznie wyzwaniem organizacyjnym. Wymagałaby również odpowiedniego dostosowania strategii komunikacji i działań marketingowych sieci handlowych.
– Badanie pokazuje również, że konsumenci cenią sobie elastyczność w planowaniu zakupów, co stanowi wyraźny sygnał dla sprzedawców detalicznych. Jeśli godziny otwarcia zostaną wydłużone, sukces będzie zależał od tego, czy uda się odpowiednim klientom we właściwym czasie pokazać tę dostępność – zaznacza współautor badania z Shopfully Poland.
Dla detalistów oznaczałoby to konieczność nie tylko zapewnienia odpowiedniej obsady i sprawnej organizacji pracy, ale także poinformowania klientów o nowych możliwościach zakupowych. Sama zmiana godzin otwarcia nie zagwarantuje bowiem, że konsumenci zdecydują się odwiedzić sklep właśnie w niedzielę. Istotne będzie to, czy dodatkowa dostępność rzeczywiście odpowie na ich potrzeby i przełoży się na konkretne decyzje zakupowe.
Konsumenci wysyłają sygnał, ale nie dają jednej odpowiedzi
W ocenie analityków Uce Research najważniejszy wniosek z badania jest taki, że konsumenci nie formułują jednego, prostego postulatu dotyczącego otwarcia wszystkich sklepów w każdą niedzielę. Większość badanych opowiada się wprawdzie za zwiększeniem dostępności handlu, ale znacząca część preferuje rozwiązania pośrednie. Nie brakuje też osób, które chcą zachowania obecnych zasad lub dalszego ograniczenia niedzielnej sprzedaży.
– Dla branży retailowej oznacza to potrzebę oceny realnego popytu, kosztów operacyjnych i wpływu dodatkowych dni otwarcia na zachowania zakupowe. Z kolei dla ustawodawcy jest to wyraźny sygnał, że debata powinna koncentrować się nie tylko na samym zniesieniu lub utrzymaniu ograniczeń, lecz także na możliwych wariantach kompromisowych. Ostatecznie skuteczność ewentualnej reformy będzie zależeć od znalezienia równowagi między wygodą konsumentów, opłacalnością działalności handlowej oraz ochroną interesów pracowników – podsumowuje Robert Biegaj.
Dyskusja o niedzielach handlowych nie sprowadza się więc wyłącznie do pytania, czy sklepy powinny być otwarte, czy zamknięte. Równie ważne jest to, w jakim zakresie zmienić obowiązujące zasady, kto poniesie koszty takich zmian i czy dodatkowe dni sprzedaży rzeczywiście przyniosą korzyści całemu rynkowi. Wyniki badania pokazują, że Polacy chcą przede wszystkim większego wyboru. Nie oznacza to jednak, że wszyscy oczekują dokładnie tego samego.
Absolwentka politologii i dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim, także PR-owiec. Przez blisko dziesięć lat jej pasją było radio, gdzie prowadziła audycje i robiła reportaże, ostatecznie zwyciężyła magia mediów internetowych. Bliskie są jej tematy związane z rynkiem pracy i przedsiębiorczością. Lubi rozmawiać z ludźmi i opisywać ich historie, także te biznesowe, prowadzące do sukcesu. Prywatnie wielbicielka psów i kotów, górskich wędrówek, jazdy na nartach i podróży w miejsca nieoczywiste.
