Co spółka CPK ustaliła na targach w Berlinie?
Piotr Wróblewski: InnoTrans to największe targi kolejowe w Europie. Domyślam się, że dla przedstawicieli CPK to okazja, żeby porozmawiać ze wszystkimi producentami szeroko rozumianej infrastruktury kolejowej. Na co zwrócił Pan uwagę?
Piotr Rachwalski, członek zarządu CPK: Mamy tutaj chociażby kwestie nawierzchniowe i łączność (SRK). Będziemy budować pierwszą w Polsce linię bez semaforów, wobec tego musimy poradzić sobie nie tylko z nową infrastrukturą, ale także z kwestiami bezpieczeństwa. Musimy przygotowywać się na szereg różnego rodzaju zakłóceń, a mówimy o linii – według naszych analiz – o największym ruchu w Polsce.
A co istotnego, z perspektywy spółki, zadziało się tutaj w Berlinie?
Podpisaliśmy memorandum dotyczące współpracy przy rozwoju połączeń kolejowych między Polską a Czechami (chodzi głównie o połączenie Katowice–Ostrava – red.). Odbyliśmy też spotkania z operatorami infrastruktury na Litwie i na Słowacji. Zainteresowani są nie tylko współpracą, ale także naszymi doświadczeniami. Wszyscy szykują się – w pewnym zakresie – do wejścia w kolej dużych prędkości. Zdaję sobie sprawę, że to będzie pracować sieciowo.
Jesteśmy częścią sieci europejskiej, a mówimy nie tylko o podmiotach pasażerskich. Niezwykle ważny jest ruch towarowy, związany z rozwojem polskich portów, które już teraz odpowiadają za ponad 10 proc. dochodów do budżetu. Mówimy nie tylko o połączeniach krajowych, ale także zagranicznych – typu Czechy czy Słowacja. Dlatego kluczowa jest np. Nadodrzanka, czyli linia ze Szczecina na południe, która może obsługiwać pociągi o długości 750 metrów. To standard, którego oczekują przewoźnicy cargo.
Mamy na tym polu sporo do zrobienia. Musimy uwolnić przepustowość na obecnych liniach oraz dobudować nowe, które będą miały możliwość przejęcia ruchu pasażerskiego. Mówimy o publicznych pieniądzach, dlatego nie możemy też budować na wyrost.
Rozmowy na targach pokazują, że Niemcy żałują braku osobnych sieci dla high-speedu. Obecne obsługują też ruch wszelakiego typu – od towarowego po aglomeracyjny. Skutkuje to brakiem odpowiedniej przepustowości, czyli opóźnieniami.
Co dzieje się na budowie CPK?
Przesuwa się termin rozpoczęcia palowania pod terminal lotniczy w Baranowie. Spółkę blokuje brak wszystkich pozwoleń?
Potrzebny jest nam cały zespół pozwoleń. Kluczowa jest także kwestia pozyskania nieruchomości, czyli wywłaszczeń. Nie chcemy rozpoczynać masowej procedury, jeżeli wiemy, że w danym miejscu wejdziemy z budową nieco później. Wydajemy pieniądze publiczne, więc nie jest dobrym pomysłem, by np. zabrać rolnikom ziemię, na której nie od razu będzie się działo. W tym czasie mogą tam dalej uprawiać, a my będziemy otrzymywać środki za dzierżawę. To niewiele w skali jednego rolnika, ale mówimy o tysiącach hektarów.
W poszczególne procesy musimy wchodzić płynnie. Trwa już budowa dróg technologicznych, zbiorników wodnych. Przekładane są instalacje czy sieci gazowe. Na placu budowy pracują już ludzie, są maszyny. Trwa przemieszczanie ogromnych ilości ziemi.
Rozpoczęcie budowy nie jest punktem, tylko elementem większego procesu. To już się dzieje. Osobiście nie lubię takiej „celebry”, czyli wbicia pierwszej łopaty. Wolałbym zaprosić na wiechę, gdy już dojdziemy do najwyższego punktu budynku.
Kwestie pozwoleń i administracji to „wąskie gardło” tego projektu?
W obrębie lotniska składamy około stu pozwoleń. To wydarzenie bez precedensu. Nie mamy się za bardzo od kogo uczyć. Nie kryję tego, że wyzwaniem jest skala projektu. Nie tylko po stronie administracyjnej. Jeżeli chodzi o projektantów, to właściwie wszyscy dla nas pracują. Nawet jak ktoś niedomaga, to niezwykle trudno jest rozwiązać umowę i znaleźć zastępcę.
Niedawno rozmawiałem z wojewodą pomorską, która mówiła, że negocjuje z ministerstwem zwiększenie liczby pracowników działu odpowiedzialnego za pozwolenia ze względu na skalę procedur związanych z budową elektrowni jądrowej. W przypadku CPK jest podobnie?
Mamy dokładnie ten sam problem. Rozmawiałem na ten temat z wojewodami np. w Wielkopolsce czy w Łódzkiem.
Spójrzmy też chociażby na wywłaszczenia. W wydziałach zajmują się nimi pojedyncze osoby, a my przychodzimy i mówimy o setkach decyzji. Niektóre z nich są do tego niezwykle trudne. Tego nie da się przeprocedować obecnymi siłami tych jednostek.
„Wąskie gardło” projektu
Czyli to jest „wąskie gardło” projektu?
Jest ich kilka – chociażby zgody środowiskowe. Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie ma środków na zapewnienie urzędom dodatkowych etatów. W związku z tym przedstawiam propozycję – do dyskusji. Podnieśmy opłaty, nawet znacząco, dla dużej inwestycji publicznej. Obecnie płacimy 200–300 zł za decyzję, która jest ogromna. Tyle samo płaci ktoś, kto chce postawić dom. Objechałem wszystkie RDOŚ-y i niestety, moim zdaniem, jest tam za mało pracowników. To nie tylko nasz problem. Chociażby GDDKiA zaczyna budowę S11 w Wielkopolsce. Tam są trzy odcinki, z których dwa są bardzo trudne pod względem środowiskowym. PLK też ma podobne problemy. To są rzeczy, o których trzeba mówić.
Zazwyczaj, patrząc na doświadczenia innych krajów, wielkie inwestycje łapią opóźnienie. Często trzeba pomnożyć czas i budżet razy 1,5.
Czeka Pan na pełny zarząd spółki? Termin zgłaszania kandydatów na prezesa właśnie przesunięto.
Pracujemy dalej. Widzi Pan, że tutaj – na InnoTrans – mam spotkanie za spotkaniem. Nie mam kiedy nawet iść na obiad. Co do wyboru prezesa – to jest decyzja rady nadzorczej. Przesunięcie terminu ucina pewne plotki, że kandydat będzie polityczny. Gdyby tak było, to przecież już by wszyscy go znali. To pokazuje, że naprawdę szukamy fachowców, bo tu potrzebny jest najlepszy menedżer.
Załóżmy, że znany jest już nowy prezes. Będzie Pan w następnym zarządzie spółki?
To już decyduje właściciel i rada nadzorcza. Ja powiedziałem, że robię swoje. Jak podziękują, to powiem szczerze, trochę odetchnę.
Redaktor Forsal.pl, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w tematach związanych z inwestycjami oraz transportem. Od lat obserwuje wielkie budowy, opisuje rynek nieruchomości, a także zawiłości systemu transportowego.
Autor reportażu "Żarnowiec. Sen o polskiej elektrowni jądrowej" nagrodzony Grand Press 2023 w kategorii książka reporterska roku. Finalista m.in. Pomorskiej Nagrody Literackiej oraz konkursu dziennikarskiego "Biały Kruk".
