Jeden procent firm, jedna trzecia wartości
Jak podkreśliła nasza rozmówczyni, kapitał zagraniczny był jednym z paliw polskiej transformacji. Przyniósł nie tylko pieniądze na budowę i modernizację fabryk, czyli kapitał, którego tak bardzo nam brakowało, ale przede wszystkim technologie, standardy zarządzania i lepsze warunki pracy. Jak podkreśla prof. Przeździecka, przedsiębiorstwa z udziałem zagranicznym są niewielką, lecz wyjątkowo wydajną częścią gospodarki. Zatrudniają ponad jedną trzecią pracowników sektora prywatnego, a przeciętne płace są w nich o około 30 proc. wyższe niż na rynku.
Tyle że przewagi sprzed kilkunastu lat, które mogły być magnesem dla części inwestorów, wyczerpują się. Polska nie jest już krajem bardzo taniej pracy i nie powinna uczestniczyć w konkurencji o proste montownie. Inwestorów przyciągają dziś inne atuty: dostęp do wspólnego rynku liczącego około 450 mln konsumentów, bezpieczeństwo funkcjonowania, rozwinięta infrastruktura oraz kompetencje pracowników. Efektem jest przesunięcie od inwestycji pracochłonnych ku kapitałochłonnym i opartym na wiedzy.
Liczby pokazują tę zmianę ostro. W latach 2010–2020 liczba miejsc pracy tworzonych przez inwestorów zagranicznych wzrosła trzykrotnie. Od 2021 do 2024 r. zwiększyła się już tylko o 3%, podczas gdy wartość kapitału poszła w górę o około 35%. Pieniądze płyną więc przede wszystkim do rozbudowy istniejących zakładów, automatyzacji, centrów kompetencyjnych i działalności badawczo-rozwojowej (B+R). Firmy zagraniczne, choć stanowią 1% podmiotów, odpowiadają za połowę nakładów prywatnego sektora na B+R.
Nowych projektów ubywa. Polska nie może przespać ostrzeżenia
Niepokoi liczba nowych projektów – z ponad 500 w 2021 r. spadła do nieco ponad 300 w 2024 r. Część różnicy może wynikać z popandemicznego skoku inwestycji, ale sygnału nie wolno zlekceważyć. Polska konkuruje o kapitał z Czechami, Węgrami czy Rumunią, a także z najbogatszymi państwami Europy. Inwestorzy wskazują na szybko zmieniające się przepisy i pogorszenie przewidywalności otoczenia biznesowego.
Najpilniejsze zadanie brzmi zatem: nie zepsuć tego, co już działa. To ważne również dlatego, że około połowy nowo inwestowanego kapitału pochodzi z zysków wypracowanych w Polsce. Obecne firmy są więc naturalnym źródłem kolejnych inwestycji, pod warunkiem że państwo zapewni im stabilność, sprawne instytucje i przestrzeń do ekspansji – tłumaczyła nasza rozmówczyni, współtwórczyni Raportu „Zagraniczne inwestycje bezpośrednie w Polsce”, opracowanego w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.
Ludzie w centrum: musimy wygrać jakością wiedzy
Drugie wyzwanie to ludzie. Demografia ograniczy podaż pracowników, zaś automatyzacja, robotyzacja i sztuczna inteligencja podniosą poprzeczkę kompetencyjną. Polska nie wygra liczbą rąk do pracy; musi wygrać jakością wiedzy. Prof. Przeździecka zwraca uwagę, że spadek wyników badania PISA powinien uruchomić poważną debatę o całym systemie kształcenia –od szkoły podstawowej po uczelnie.
Atutem pozostają ambicje młodych ludzi i rosnąca internacjonalizacja polskich uczelni. Studenci uczą się bez kompleksów, korzystają z globalnej oferty edukacyjnej, a po zagranicznych studiach mogą wracać z kompetencjami potrzebnymi nowoczesnej gospodarce. Warunek jest jeden: Polska musi stworzyć im powody do powrotu. –Jeśli połączy stabilne reguły gry, dostęp do rynku UE i wysoką jakość kapitału ludzkiego, może nadal przyciągać inwestycje tworzące nie tylko miejsca pracy, ale przede wszystkim wiedzę, technologie i wysoką wartość dodaną – podsumowała ekspertka SGH.
Zapraszamy do obejrzenia i wysłuchania całej rozmowy.