Cyfrowy biznes jest w Polsce, podatek zostaje gdzie indziej
Globalne koncerny cyfrowe sprzedają reklamy, pośredniczą w aktywności użytkowników, budują wartość na danych i obecności konsumentów w konkretnych państwach, ale klasyczne reguły podatkowe wciąż wyrastają z gospodarki fizycznej. Jak tłumaczy prof. Jamroży, międzynarodowa architektura opodatkowania była oparta na pojęciu stałej obecności: biura, zakładu, placówki. Tymczasem działalność cyfrowa takiej obecności nie potrzebuje. Przychody mogą płynąć z Polski, użytkownicy i reklamodawcy mogą być w Polsce, lecz dochód opodatkowany jest tam, gdzie spółka ma rezydencję.
To rodzi asymetrię, którą podatkowcy opisują językiem technicznym, a politycy – jeśli chcą – mogą przełożyć na decyzje. Państwo źródła, czyli to, z którego rynku generowane są przychody, nie dostaje dziś należnej części podatkowego tortu. Od strony sprawiedliwościowej – podkreśla rozmówca DGP – trudno bronić status quo. Jeśli infrastruktura społeczna, rynek reklamowy i konsumenci współtworzą wartość, fiskus powinien mieć prawo do części wpływów.
Nie chodzi przy tym o pomysł egzotyczny. O podatku cyfrowym dyskutowano w Unii Europejskiej, w OECD i w grupie G20. Pomysłów było wiele, nawet zbyt wiele. Brakowało nie projektu, lecz politycznego domknięcia. Kluczowy powód jest znany: największe firmy technologiczne mają siedziby w Stanach Zjednoczonych, a bez współpracy USA globalnego rozwiązania praktycznie nie da się zbudować. Po zmianach politycznych w Waszyngtonie wsparcie dla Big Techów stało się jeszcze wyraźniejsze, a państwa, które próbują działać samodzielnie, muszą liczyć się z ryzykiem retorsji.
3% od cyfrowych przychodów i miliardy dla budżetu
Dlatego część państw poszła drogą jednostronnych rozwiązań. Najczęściej wzorują się one na dawnym projekcie unijnej dyrektywy: obejmują przede wszystkim przychody z reklamy profilowanej, niekiedy także działalność platformową i inne zdarzenia cyfrowe. Standardem stała się stawka 3%, choć w poszczególnych krajach pojawiały się warianty niższe i wyższe. Polska również ma projekt przygotowany przez Ministerstwo Cyfryzacji – w debacie funkcjonujący jako podatek rekompensujący – ale decyzja polityczna wciąż nie zapadła.
Skala możliwych wpływów nie zmieni układu całych finansów publicznych, ale nie jest symboliczna. Zespół badawczy SGH – jak mówi prof. Jamroży – oszacował potencjał fiskalny polskiego podatku od usług cyfrowych na 3–4 mld zł rocznie. Wyliczenia oparto na wzroście sektora ICT, jego udziale w wartości dodanej, 3-proc. stawce oraz założeniu, że 75% tej wartości tworzyłoby bazę podatkową największych podmiotów.
Najciekawsze jest jednak to, że wpływy rosłyby wraz z samą gospodarką cyfrową. Reklama internetowa, usługi platformowe, technologie informacyjno-komunikacyjne i modele biznesowe oparte na danych nie są marginesem rynku, lecz jego coraz większym centrum. Im szybciej rośnie ten sektor, tym bardziej widoczna staje się luka między realną obecnością gospodarczą a miejscem opodatkowania.
Prof. Jamroży zastrzega, że technicznie podatkowcy wiedzą, jak taki mechanizm zaprojektować. Spór nie jest więc dziś przede wszystkim akademicki ani rachunkowy, lecz polityczny. Podatki zawsze są polityką, ale podatek cyfrowy – jak podkreśla rozmówca – wyjątkowo mocno pokazuje związek między stanowieniem prawa, interesem fiskalnym państwa i presją międzynarodową.
Czechy miały własny projekt, lecz się wycofały. Inne kraje próbowały, negocjowały, łagodziły przepisy albo odkładały decyzje. Polska stoi przed podobnym wyborem: czekać na porozumienie międzynarodowe, którego od lat nie widać, czy podjąć ryzyko krajowego rozwiązania. W tle jest budżet z wysokim deficytem i rynek, na którym coraz więcej pieniędzy krąży poza tradycyjnymi granicami podatkowymi.
Najkrótsze podsumowanie rozmowy brzmi więc tak: argumenty sprawiedliwościowe są mocne, potencjał fiskalny policzony, narzędzia prawne możliwe do opisania. Brakuje decyzji. A ta wymaga odwagi, bo w podatku od Big Techów nie chodzi wyłącznie o 3% od wybranych cyfrowych przychodów, lecz także odpowiedź na pytanie, czy w obecnych realiach geopolitycznych i przy rosnącej potędze sektora cyfrowego państwa potrafią jeszcze opodatkować gospodarkę tam, gdzie faktycznie powstaje jej wartość.
Zapraszamy do wysłuchania i obejrzenia całej rozmowy.