Forsal logo

Karty Pokemon jako zasób inwestycyjny? Jak pasja stała się miliardowym rynkiem

Ten tekst przeczytasz w 7 minut
dzisiaj, 18:00
Karty Pokemon
Karty Pokemon/Materiały prasowe
W czasach gdy inwestowanie w akcje, surowce czy inne strategiczne zasoby jest proste, jak nigdy wcześniej jest pewna grupa ludzi, którzy się z tego wyłamują. Zamiast stawiać na popularne instrumenty, oni idą w kierunku, o którym wielu po prostu nie myśli. Tak właśnie ukształtował się nowy sposób inwestowania... w karty kolekcjonerskie.

Karty Pokemon jako zasób inwestycyjny - jak zabawa dla entuzjastów zamieniła się samonapędzający się rynek

Trudno jest dziś znaleźć osobę między 18 a 40 rokiem życia, która nigdy w życiu nie słyszała o Pokemonach. Marka zapoczątkowana przez serię gier wydawanych od 1996 roku dziś jest jednym z nieprzemijających symboli popkultury i jednym z "towarów eksportowych" japońskiej kultury. Ogromna popularność tejże franczyzy sprawiła, że - poza grami - do dziś wydawane są produkcje animowane, gadżety, ubrania, figurki oraz karty kolekcjonerskie.

Ostatnia z gałęzi rozwoju tej marki jest całkiem ciekawym i chyba najbardziej transparentnym dla przeciętnego odbiorcy przykładem tego, jak z pozoru niewinne hobby może wykształcić własną ekonomię. Dlaczego jednak tak się stało? Powodów dla takiego stanu rzeczy jest kilka.

Przede wszystkim chodzi o losowość. Otóż najpopularniejszym sposobem zdobywania kart jest otwieranie saszetek (zwanych potocznie boosterami), w których znajdujemy przeważnie 10 zupełnie losowych kart. Każda z nich ma określoną rzadkość i jak można się domyślać, im niższe jest prawdopodobieństwo zdobycia danej karty, tym więcej może ona być warta, zwłaszcza jeśli ktoś jest wielkim fanem danego stworka.

Kolejnym elementem napędzającym ten biznes jest fakt, iż owe Pokemony mogą mieć swoje alternatywne wersje kart. Przeważnie są one ilustrowane w bardziej bogaty sposób (tzw. full art cards) niż podstawowe wersje, ale przede wszystkim trudniej je zdobyć. To zaś sprawia, że ludzie chcący skompletować wszystkie karty z danego rozszerzenia do gry, muszą albo próbować otwierać boostery do skutku, albo szukać konkretnych kart z drugiej ręki.

Takie najrzadsze okazy mogą być przez kolekcjonerów wysyłane do oceny ich jakości. Specjalizujące się w tym firmy zajmują się dokładnym sprawdzeniem tego, jak karta została wycięta w fabryce, czy nie ma żadnych wad oraz nie została przez użytkownika zniszczona (np. wygięta lub porysowana). Jeśli karta wyszła z fabryki idealna i w takim stanie trafiła do oceny, wówczas może uzyskać najwyższą możliwą ocenę i nierzadko zwielokrotnić swoją oryginalną wartość.

Ponadto karty nie służą wyłącznie do zbierania ich i trzymania w klaserach, ale także do grania. Entuzjaści tego zajęcia mogą brać udziały w różnych turniejach, z Mistrzostwami Świata włącznie. To sprawia, że ceny kart powszechnie uznawanych za użyteczne, a których szansa zdobycia z boosterów jest niska, automatycznie idą do góry. Trzeba bowiem wiedzieć, że wielu graczy chce mieć ich co najmniej kilka sztuk. To dość naturalny element wewnętrznej ekonomii, gdzie popyt na dany egzemplarz ustala, ile jesteśmy w stanie za niego zapłacić.

Czynniki te tłumaczą jedynie fakt tego, jak kształtuje się ekonomia. Prawidła te można także zastosować do wielu innych popularnych gier karcianych, takich jak np. Magic The Gathering, ale żeby zrozumieć ostatnie "pokemonowe szaleństwo", trzeba spojrzeć nieco szerzej.

Skąd moda na kupowanie kart Pokemon?

Żeby lepiej zrozumieć aktualny fenomen, wypada wrócić do 2020 roku i czasów pandemii i lockdownu. Ludzie zamknięci w domach usilnie szukali nowych hobby, które nie wymagały od nich wychodzenia z domów. Tak właśnie pewna grupa ludzi zaczęła zbierać właśnie karty, bo wreszcie mieli na to środki i sporo wolnego czasu. Według danych Den of Geek sprzedaż kart Pokemon w 2020 roku wzrosła o 574% w stosunku do 2019 roku.

Nie bez znaczenia był tu także udział wszelkiego rodzaju influencerów. Materiały z otwierania 20-letnich zestawów, które znaleźć można było na internetowych aukcjach, przyciągały przed ekrany setki tysięcy ludzi. W ten właśnie sposób moda na zbieranie kart sukcesywnie wdzierała się do mainstreamu.

W miarę upływu czasu i wydawania kolejnych dodatków sprzedaż kart na całym świecie rosła, wymuszając na The Pokemon Company zwiększanie nakładów produkcyjnych. Według wyliczeń serwisu PokeBeach od marca 2025 do marca 2026 roku wydrukowanych zostało 10 miliardów kart, a łącznie w latach 2022-2026 mowa o nakładzie 42 miliardów kart. Dla porównania warto tylko dodać, że przez poprzednie 25 lat The Pokemon Company wypuściło na rynek łącznie 43 miliardy kart. Mowa więc o skokowym wzroście produkcji w zaledwie 4 lata.

I skoro już wiemy, jak ukształtowana jest ekonomia tej specyficznej karcianki oraz tego, co ją ostatecznie napędziło, możemy przejść do tego, jak stała się ona spekulacyjnym "Eldorado".

Wzrosty większe niż S&P500

Sama popularność marki i pandemiczny zryw sprawiły, że to dość niewinne hobby zacznie z czasem przyciągać także tych, dla których zabawa nie jest tak istotna, jak potencjalne zyski. Przeglądając statystyki udostępniane przez BeInCrypto indeks kart kolekcjonerskich firmy Rand Group wzrósł w okresie od czerwca do sierpnia 2026 roku o 22,8%. Sama ta statystyka mówi niewiele, jednak zestawiając to ze wzrostem S&P500 (+4,7%) oraz spadkiem Bitcoina (-20,7%) wyłania się nam obraz niezwykle stabilnej i dochodowej inwestycji.

Wzrosty te odnotowują także giełdy kart oraz firmy zajmujące się dystrybucją czy wspomnianym wyżej ocenianiem. Dobrym przykładem jest tutaj koreańska spółka Bunjang Global, która w pierwszym tylko półroczu 2026 roku odnotowała wzrost obrotu kartami Pokemon o 211%. Według wyliczeń agencji takich jak Mordor Intelligence cały rynek kart może na koniec 2026 roku przekroczyć próg 15 miliardów dolarów.

Okazuje się też, że to właśnie karty są aktualnie o wiele chętniej wybieranym towarem niż wszelkiego rodzaju dobra luksusowe. Tutaj dobrze obrazuje to indeks Knight Frank Luxury Investment Index (m.in. zegarki, luksusowe wina, sztuka), który na koniec 2025 roku zanotował spadek o 0,4%, a w skali dziesięcioletniej urósł "jedynie" o 38,6%.

Co moda na inwestowanie w karty mówi o nas samych?

Dla osoby, która z tematem tym ma niewiele wspólnego, a zapewne też nie miała o takim procederze pojęcia, informacje o tym, że ktoś jest w stanie zainwestować w karty tysiące złotych, wydaje się absolutnie kontrintuicyjna i irracjonalna. W końcu mówimy tutaj o kartonikach z wydrukowanymi fantastycznymi stworkami. Trend ten jednak stanowi bardzo ciekawy obraz tego, jak postrzegają świat przedstawiciele młodszych pokoleń.

Dla dzisiejszych trzydziesto- i czterdziestolatków, którzy na przełomie lat 90. i 2000 dorastali, jest to pewien powrót do "starych dobrych czasów". Wielu z nich z dorastało razem z Pokemonami i równie wielu z nich nie mogło sobie pozwolić na to, aby takie karty sobie kupować. Dzisiaj mają na to środki, a dodatkowe zainteresowanie nimi pod kątem inwestycji jeszcze bardziej usprawiedliwia takie zakupy.

Ponadto, jakie by owe kartoniki nie były, to są one namacalne i w przeciwieństwie do funduszy emerytalnych, lokat, planów kapitałowych czy kryptowalut, da się je wziąć do ręki. To daje dodatkowe poczucie świadomości, w co właściwie zostały włożone pieniądze. Nawet jeśli bywa ono złudne (bo rynek kart bywa niezwykle dynamiczny), tak trudno jest z nim wygrać, kiedy alternatywą są kryptowaluty, których zrozumienie obrosło w ostatnich latach niezbyt przyjemnymi legendami.

Nie można też zapominać o tym, że w pewnym sensie jest hazard, choć oczywiście ukryty pod płaszczykiem inwestowania. Otwieranie boosterów działa jak kupowanie zdrapek, ale w przeciwieństwie do klasycznych zdrapek jest niewinne. Tutaj zamiast zdrapywania monetą tuszu, mamy ładne opakowanie, markę, którą znamy. Często motyw jest ten sam - chęć znalezienia czegoś wartościowego.

Bardzo dobrze widać to na przykładzie materiałów, których pełno na YouTube czy TikToku. Tam już pewnym standardem jest, że na filmiku z otwierania paczek, tuż obok karty wyświetlana jest jej cena, co od razu pozwala odbiorcy ocenić, czy dany booster był udanym zakupem. W takich okolicznościach łatwo sobie wmówić, że to nie jest tylko zabawa, a "próba inwestowania".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj