Zbyt dobre, aby było prawdziwe
Przeważnie, kiedy właściciel podejmuje decyzję o sprzedaży swojej nieruchomości, to musi najpierw ją. W końcu mieszkanie trzeba odświeżyć przed udostępnieniem go fotografowi, który zrobi zdjęcia, a te ostatecznie wylądują w ogłoszeniu na jednym z wielu portali. Czasem, żeby faktycznie przykuć uwagę, trzeba nawet pokusić się mniejszy lub większy remont.
Jest to jednak rozwiązanie albo kosztowne, albo czasochłonne, a nierzadko jedno i drugie. Do tego dochodzi jeszcze praca fotografa, który musi nie tylko dobrze uchwycić zalety mieszkania, ale też skutecznie przykryć wszelkie jego doskonałości. A co gdyby tak osiągnąć w ogłoszeniu efekt wow i to w zaledwie kilka minut?
Z takiego właśnie założenia wychodzi niestety coraz więcej osób, które dorywczo lub zawodowo zajmują się obrotem mieszkań. W dzisiejszych czasach, z pomocą programów graficznych, a nierzadko też sztucznej inteligencji są oni w stanie w kilka chwil przebudować nieco już zaniedbane mieszkanie tak, aby wyglądało jak lokal, który maksymalnie 5 lat temu przeszedł generalny remont.
Z pomocą technologii da się w ten sposób powiększyć okna, usunąć niedoskonałości, podmienić meble, a skrajnych przypadkach zmień układ lub dodać elementy, których w rzeczywistości nie ma. Wszystko po to, aby maksymalnie zwiększyć atrakcyjność oferty.
Sprzedający wpada we własną pułapkę, bo lenistwo nie popłaca
Takie podrasowane mieszkanie na zdjęciach może faktycznie przyciągać więcej osób i zwiększać szansę na prezentację. Kiedy jednak wstępnie zainteresowany pojedzie na miejsce i zobaczy, że ogłoszenie znacząco odbiega od tego, jak lokal wygląda w rzeczywistości, to plany sprzedaży mogą po prostu wziąć w łeb, a dodatkowo zaszkodzić osobie lub firmie, która taki lokal sprzedaje.
Mirosław Król, szczeciński ekspert nieruchomości już w 2025 roku w rozmowie z portalem Bezprawnik.pl wskazywał, że takie upiększanie zdjęć mieszkań może po prostu zaszkodzić firmom i pośrednikom, którzy stosują takie praktyki. Potencjalny klient może bowiem poczuć się oszukany, a w takim poczuciu szansa na podpisanie umowy drastycznie spada. Co więcej, może on przekazywać dalej informację o tym, że dana firma stosuje takie praktyki, co dodatkowo przyczyni się do spadku jej renomy na lokalnym rynku.
Jest to jednak o zjawisko, które zyskuje na popularności wśród wielu pośredników. Coraz więcej biur stosuje m.in. sztuczną inteligencję do poprawy sprzedawanych nieruchomości, stosując w treści ogłoszeń regułkę, iż zdjęcia faktycznie mogą być przerobione i odbiegać od stanu faktycznego mieszkania.
Jak unikać housefishingu podczas szukania swojego nowego mieszkania?
Skoro już wiemy, że takie "poprawione" oferty się pojawiają, to warto też dowiedzieć się, jak ich unikać, aby potem się gorzko nimi nie rozczarować. Oczywiście, jeśli na etapie obróbki ktoś przesadził z używaniem sztucznej inteligencji, to rozpoznanie tego nie będzie szczególnie trudne. Najczęściej artefakty lub zachwiana proporcja elementów na dalszym planie dość szybko zdemaskują poprawiane zdjęcie.
Jeśli jednak za taką pracę wziął się prawdziwy ekspert, to rozpoznanie działania sztucznej inteligencji może być nieco bardziej wymagające. W takich okolicznościach warto przede wszystkim zwracać uwagę na nienaturalny rozmiar mebli, ale też elementów wyposażenia domowego. AI, choć potrafi świetnie generować i poprawiać obrazy, miewa kłopoty z poprawnym oddaniem ich proporcji.
Niepokój powinny wzbudzać też przesadnie posprzątane, a wręcz sterylne wnętrza, które wyglądają niczym z katalogu salonu meblowego. Jeśli wiemy, że mieszkanie znajduje się w bloku z lat 70. lub 80., a w ogłoszeniu nie ma informacji o generalnym remoncie, to taki zbieg "przypadków" powinien wzbudzić naszą podejrzliwość.
Choć nikt nie kupuje mieszkań w ciemno (a wynajem to zupełnie inna historia), tak warto brać tego rodzaju rzeczy pod uwagę. Nawet jeśli i tak takiego mieszkania nie kupimy, bo na oględzinach prawda wyjdzie na jaw, to po prostu zmarnujemy czas, który moglibyśmy poświęcić na obejrzenie nieruchomości bardziej odpowiadającej naszym standardom. Dlatego też lepiej być czujnym i unikać tego rodzaju ogłoszeń.
Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktor zawodu i pasji. Zajmuje się tematami technologicznymi, branżą gier oraz nowymi mediami. Wolne chwile lubi spędzać nie tylko przy grach, ale także na odkrywaniu i analizowaniu fikcyjnych światów, ewentualnie na składaniu komputerów.

