SMS-y od RCB trafiły nie nam gdzie trzeba
Rosja wykorzystuje pomyłkę RCB na użytek wewnętrznych przekazów, ale nie użyje jej, żeby zaszkodzić Polsce w inny sposób – uważa Michał Marek z NASK. Zdaniem kpt. rez. Macieja Milczanowskiego mamy olbrzymie opóźnienia, m.in. w zakresie strategii informacyjnej, a ten błąd to ich skutek.
W poniedziałek wieczorem Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wydało alert dla mieszkańców województwa lubelskiego w związku z rosyjskim atakiem powietrznym na terenie Ukrainy. Przez pomyłkę SMS-y od RCB trafiły również do mieszkańców województwa lubuskiego.
Błąd RCB wykorzystuje Rosja
Kierownik Zespołu Analiz Zagrożeń Zewnętrznych w NASK Michał Marek przyznał w rozmowie z PAP, że Rosjanie i Białorusini rozpowszechniali w swojej infosferze informacje na temat tej pomyłki.
– Nie było to szczególnie mocno eksponowane, nie poświęciły temu szczególnej uwagi oficjalne agencje informacyjne czy główne portale, jednak incydent zaistniał na tak zwanych nieoficjalnych, rzekomo niepowiązanych z aparatem państwowym źródłach, takich jak kanały działające na platformie Telegram, które jednak są bezpośrednio prowadzone przez służby – podkreślił ekspert.
Marek dodał, że zostało to obudowane w przekaz deprecjonujący wizerunek państwa polskiego, a ściślej rzecz biorąc – ukazanie kontrastu między państwem polskim, a rzekomo sprawnymi aparatami państwowymi Rosji i Białorusi.
– Wokół wydarzenia nie budowano szerokich narracji, jednak samo informowanie o danym zjawisku wpisano w kontekst deprecjonowania wizerunku Rzeczpospolitej – podkreślił.
W Rosji ten przekaz będzie bardzo skuteczny
Takie przekazy, wyjaśnił rozmówca PAP, są wykorzystywane na potrzeby realizacji rosyjskiej i białoruskiej polityki wewnętrznej. Przekonywania, że Rosja to wyspa stabilności na morzu chaosu. Że to państwo działa wspaniale, w przeciwieństwie do „tego sparaliżowanego przez różnorakie problemy Zachodu”. – Tu rosyjska propaganda szczególnie mocno eksploatuje motywy „nielegalnej migracji, zdradzieckich i niekompetentnych elit państwowych, które tak naprawdę działają na rzecz np. tak zwanych Anglosasów” – uściślił.
W ocenie Michała Marka pomyłka RCB nie będzie jednak wykorzystywana przez Rosję, by zaszkodzić Polsce w inny sposób niż tylko przez wykorzystanie na użytek wewnętrznych przekazów.
Mniej optymizmu przejawia kolejny rozmówca PAP, kpt. rez. Maciej Milczanowski, kierownik Zakładu Studiów nad Wojną Uniwersytetu Rzeszowskiego. – W Rosji ten przekaz informacyjny będzie bardzo skuteczny i niestety będzie mocno rezonował w Polsce i w państwach Zachodu – ocenił.
Takie błędy są nieuniknione
Zdaniem eksperta, choć takie błędy są nieuniknione, dochodzi do nich także z powodu opóźnień w dostosowaniu naszych systemów do tego, co się dzieje za wschodnią granicą. W jego ocenie dotyczy to nie tylko systemów alarmowych, ale także próbnych ewakuacji w szkołach czy dronizacji wojska. Wszelkie zmiany – zwrócił uwagę – są wprowadzane dopiero po zdarzeniach o „charakterze prawie kinetycznym”, choć wojna na Ukrainie trwa trwa od czterech i pół roku.
– Eksperci skupiali się na Abramsach i F-35, a kolejne władze unikały zajmowania się np. próbnymi alarmami w szkołach, żeby nie spadały im słupki sondaży. A próbne alarmy nie są straszeniem społeczeństwa. Wręcz przeciwnie – jeżeli ludzie wiedzą, co mają robić, to się mniej boją, bo aktywność zastępuje strach – podkreślił ekspert.
Milczanowski zwrócił również uwagę na fakt, że na Ukrainie każdy obywatel ma aplikację, w której może zgłosić, że widzi coś niebezpiecznego. Zaapelował, że powinniśmy wdrożyć podobne rozwiązanie, nie czekając aż zdarzy się coś złego.
– RCB bardzo długo wysyłało komunikaty, że będzie wiatr albo burza. Czy jednak dopiero teraz pociski zaczęły spadać bliżej naszej granicy? Nie, ale dopiero niedawno wdrożono decyzję, żeby o tym informować. Brak strategii w polityce informacyjnej kolejnych rządów w piątym roku wojny na Ukrainie jest uderzający – zaznaczył Maciej Milczanowski.
Jego zdaniem z powodu opóźnień we wdrażaniu różnych procedur bezpieczeństwa błędy podobne, jak ten RCB, będą się zdarzać. Zaś Rosja będzie je na pewno wykorzystywać.
W mediach pracuje od ćwierćwiecza. Absolwent Politechniki Warszawskiej. Pierwsze kroki w zawodzie stawiał w Agencji Informacyjnej Boss. Później były dzienniki ekonomiczne, Nowa Europa, Prawo i Gospodarka i Puls Biznesu. Z Inforem związany od 2008 r. Redaktor i wydawca strony głównej redakcji Grupy Infor (Forsal.pl, Dziennik.pl, GazetaPrawna.pl, Infor.pl, ZdrowieGO.pl). Zajmuje się tematyką motoryzacji, transportu, budownictwa, surowców, makroekonomii, a także technologii, demografii, pracy oraz polityki i bezpieczeństwa.

