Problem Netflixa - ludzie oglądają mniej niż do tej pory
Według informacji, do których dotarł Lucas Shaw z Bloomberg wynika, że aktualnie Netflix mierzy się z dość poważnym problemem. Według wewnętrznych informacji, subskrybenci tej platformy coraz radziej oglądają treści, które tam się pojawiają, co negatywnie wpływa na wskaźniki zaangażowania.
Do tego dochodzi fakt, że w porównaniu do ubiegłych lat coraz mniej osób w ogóle otwiera tę aplikację w ciągu miesiąca. To konkretne zjawisko zaczęło być odnotowywane jeszcze w 2022 roku, kiedy to firma wprowadziła surowe zasady dotyczące udostępniania haseł osobom spoza jednego gospodarstwa domowego. Wówczas jednak kierownictwo firmy spodziewało się, że ten spadek będzie miał charakter krótkoterminowy.
Tak się jednak nie dzieje i według wskaźników QPD (Qualified Play Days) coraz mniej osób sprawdza, co gigant branży rozrywkowej dodaje do swojej oferty. To zaś dla korporacji może być sygnałem ostrzegawczym, bo im rzadziej ktoś zagląda do aplikacji, za którą płaci, tym większa szansa na rezygnację z jej opłacania.
Firma Apptopia, która zajmuje się monitorowaniem wskaźników korzystania za aplikacji mobilnych, także odnotowała te spadki. Według jej danych odsetek osób w USA, które nie otworzyły ani razu tej aplikacji, wzrósł w trzecim kwartale 2026 roku o 16,6% w stosunku do analogicznego okresu w 2025 roku.
Zarząd Netflixa widzi problem, ale uspokaja inwestorów
Współprezes zarządu Netflixa - Ted Sarandos - podczas ubiegłotygodniowej rozmowy z analitykami, przyznał, że oglądalność w USA "nie rośnie tak szybko, jakby firma tego oczekiwała". Z drugiej jednak strony, zarówno on, jak i Greg Peters (również CO-CEO) wskazali, że poza amerykańskim rynkiem firma radzi sobie naprawdę dobrze, mając przy okazji "zdrowy model biznesowy".
Według firmy Antenna wskaźnik rezygnacji z subskrypcji Netflixa w USA nadal utrzymuje się na stabilnym poziomie około 2%. Nawet ostatnie podwyżki cen abonamentów nie sprawiły, żadnych wielkich zmian, które mogłyby zaboleć rozrywkowego giganta.
Z drugiej strony całkowity udział Netflixa w oglądalności telewizji w USA uległ stagnacji, głównie ze względu na przejście klientów w stronę darmowych platform, takich jak YouTube. Jest to o tyle intrygujące, iż mowa tutaj o platformach, które oferują zupełnie inny rodzaj contentu wideo. Mimo wszystko firma odnotowała trzeci z rzędu kwartał spowolnienia wzrostu przychodów i prognozuje, że w bieżącym kwartale ono nadal się utrzyma.
Wszystko to odbija się także na finansowej kondycji firmy. Od początku roku akcję Netflixa spadły o około 29%; w ciągu ostatnich 12 miesięcy jest spadek o 40,48%. W głównej mierze jest to efekt obaw inwestorów, którzy obawiają się właśnie spowolnienia dalszego wzrostu firmy. Co gorsza, Netflix poinformował, że sprzedaż reklam w najbliższym kwartale będzie niższa o około 300 milionów dolarów.
Konkurencja nie śpi
Sama firma przyznaje, że możliwych przyczyn spadku popularności jej usługi może być kilka. Wśród tych powodów wymienia się takie aspekty jak brak działań marketingowych poza serwisem, nowy interfejs użytkownika, niewystarczająca oferta programowa oraz silniejsza konkurencja.
Szczególnie dwa ostatnie elementy tej układanki wydają się tutaj najbardziej prawdopodobne. W samym 2026 roku firma nie mogła pochwalić się dużą liczbą dużych przebojów, które przyciągnęłyby przed ekrany masowego odbiorcę. Do tego dochodzi fakt, że kolejne sezony seriali fabularnych regularnie tracą widownie. Tutaj rozstrzał tych spadków waha się od 30 do nawet 70% w stosunku do pierwszych sezonów.
Nie można też ignorować faktycznie licznej konkurencji. Aktualnie rynek usług streamingowych jest mocno zdecentralizowany. Poza Netflixem na rynku są przecież takie usługi jak HBO Max, Amazon Prime, Disney+. W Ameryce do tej stawki dochodzi także platforma Hulu. Nie bez znaczenia są mniejsze i często niszowe platformy, takie jak Crunchyroll, które kierowane są do fanów anime.
Ostateczni więc Netflix nie tylko musi spełniać oczekiwania swoich odbiorców, ale także walczyć o czas z całą gamą konkurentów, którzy oferują ten sam rodzaj rozrywki. Choć firma twierdzi, że godziny spędzone w usłudze nie są tak ważne, jak "jakość oglądania", tak coraz mniejsza liczba danych udostępniana w raportach pokazują, że rozrywkowy gigant faktycznie może przechodzić poważny kryzys. Na razie jednak nie chce o nim zbyt głośno mówić.
Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktor zawodu i pasji. Zajmuje się tematami technologicznymi, branżą gier oraz nowymi mediami. Wolne chwile lubi spędzać nie tylko przy grach, ale także na odkrywaniu i analizowaniu fikcyjnych światów, ewentualnie na składaniu komputerów.

