Organizacja OTPOR, która udziela pomocy prawnej osobom chcącym uniknąć mobilizacji, informuje o nowych praktykach na rosyjskich lotniskach. Aktywiści dokumentują przypadki wręczania wezwań na lotnisku Kolcowo w Jekaterynburgu. Dotyczą one mężczyzn, którzy niedawno otrzymali rosyjskie obywatelstwo.
Rosja rusza z kolejną falą mobilizacji. Rozpoczęła się łapanka na lotniskach
Rosyjskie MSZ oficjalnie potwierdziło utworzenie 17 punktów kontroli migracyjnej na lotniskach w całym kraju. Pojawiły się też niezweryfikowane doniesienia o stałej obecności wojskowych komisji poborowych na wszystkich rosyjskich lotniskach.
Sytuacja przypomina wydarzenia z 2022 roku. Przy przejściu granicznym Wierchnij Łars z Gruzją pojawił się wtedy mobilny punkt poborowy, a mężczyznom próbującym opuścić Rosję wręczano wezwania.
"Teraz dodatkowe kontrole prowadzone są również na lotniskach. To oznaka nowej fali mobilizacji i kolejny powód, by uważnie śledzić to, co się dzieje" – dodano w raporcie OTPOR.
Z danych ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR), które przywołuje portal Ukraińska Prawda, wynika, że Rosja może etapami powołać do wojska nawet 600 tys. osób. Chodzi o 300 tys. rocznie w latach 2026–2027.
Rosja chce powołać 600 tys. żołnierzy, ale bez ogłaszania mobilizacji
Zamiast ogłaszać kolejną otwartą mobilizację, rosyjskie władze coraz częściej wykorzystują rekrutację kontraktową, zachęty finansowe oraz presję na osoby znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej. Skuteczność tych metod zaczyna jednak spadać.
W pierwszym kwartale 2026 roku Rosja zwerbowała 71 216 tys. żołnierzy, czyli najmniej od trzech lat. Premie rekrutacyjne w regionach wzrosły od 2025 roku o 25 proc., do poziomu około 16–18,5 tys. dol. (około 62,5–70 tys. zł). Osoby skazane, które podpisują kontrakty wojskowe, mogą liczyć na około 12,5 tys. dol. (około 49 tys. zł).
Mimo to, jak podaje ukraiński wywiad, liczba potencjalnych rekrutów wśród zadłużonych, skazanych i migrantów zmniejszyła się o 30–40 proc. Nie powiodła się także kampania pozyskiwania studentów do oddziałów obsługi dronów, bo wojsko zdobyło tylko 25 proc. zakładanego celu.
Według rosyjskiego portalu DOXA rekruterzy wywierali presję na studentów za pośrednictwem administracji uczelni, szczególnie na tych z zaległościami lub zagrożonych wydaleniem. Robili to mimo obietnic nagród finansowych i bezpłatnej nauki.
Dłużnicy, studenci i cudzoziemcy na celowniku rekruterów
Równolegle Moskwa rozszerza rekrutację zagraniczną. Rosja poszukuje ochotników w państwach byłego ZSRR, a także w krajach Azji, Afryki, Ameryki Łacińskiej i Bliskiego Wschodu. W samej Rosji władze koncentrują się na osobach, które zmagają się z problemami finansowymi. Chodzi m.in. o dłużników, osoby zalegające z alimentami, studentów i kandydatów na studia, a także osoby bez obywatelstwa.
Władze regionalne płacą również pośrednikom za każdego zwerbowanego. Niemiecki ekonomista Janis Kluge przytacza przykład Niżnego Tagiłu, gdzie rekruterzy otrzymują 400 tys. rubli (około 19 tys. zł) za jednego żołnierza. Niektórzy pośrednicy mieli stosować przemoc, by otrzymać wypłatę. Budzi to obawy, że przekazanie rekrutacji władzom regionalnym może osłabić kontrolę Kremla.
Władze mogą także wykorzystywać postępowania karne do wymuszania wstąpienia do wojska, w tym rzekomo fabrykować sprawy związane z posiadaniem zakazanych substancji. Podejrzanym oferuje się wówczas wybór – więzienie albo podpisanie kontraktu wojskowego w zamian za umorzenie zarzutów.
Absolwent Uniwersytetu w Białymstoku. W swojej pracy analizuje globalną geopolitykę, modernizację armii oraz rozwój przemysłu zbrojeniowego.
Bogate doświadczenie w mediach zdobywał krok po kroku. Pracę w zawodzie rozpoczynał w Polska Press, a następnie rozwijał warsztat jako copywriter, dziennikarz i wydawca w ogólnopolskich portalach Interia oraz Wirtualna Polska.
