Po co Trump eskaluje konflikt z Koreą Płn.? By uniknąć impeachmentu

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
20 sierpnia 2017, 13:13
Donald Trump
Donald Trump/PAP/EPA
Tragiczne wydarzenia w Charlottesville oraz konflikt z Koreą Północną spadły Donaldowi Trumpowi z nieba. Bo skutecznie przykryły śledztwo w sprawie jego kontaktów z Moskwą.

Wina leży po obu stronach – te słowa prezydent USA wypowiedział z naciskiem. Zapadła cisza, po której Donald Trump powiódł wzrokiem po reporterach, po czym powtórzył. – Wina za tragedię w Charlottesville leży po obu stronach.

To nieduże miasto w stanie Wirginia skupia w sobie amerykańskie skrajności. To rodzinna miejscowość prezydentów Thomasa Jeffersona i Jamesa Monroe’a, ale w miejscowym parku uhonorowano pomnikiem Roberta E. Lee, generała Konfederacji z okresu wojny domowej. Ten pomnik stał też w tle ostatnich wydarzeń – wiec zwolenników Białej Ameryki, neonazizmu, neo-Konfederacji oraz członków milicji obywatelskich zwołano w obronie statui, którą po stu latach miejscowy ratusz postanowił usunąć. Miesiąc wcześniej w tej samej sprawie przed pomnikiem protestowali członkowie Ku Klux Klanu.

Protestujący i kontrprotestujący nie przebierali w słowach i metodach. Już w piątek w Charlottesville starło się około setki najbardziej krewkich uczestników manifestacji. W sobotę emocje sięgnęły już zenitu: po mieście krążyli uzbrojeni członkowie neonazistowskich bojówek oraz ich adwersarze. Pierwsi krzyczeli: „Krew i ziemia!” – w nawiązaniu do hitlerowskiego „Blut und Boden”, drudzy: „Pozabijać nazistów”. Przed południem ratusz wprowadził stan wyjątkowy – ale za późno, by opanować sytuację. Trzy godziny później jeden ze zwolenników Białej Ameryki wjechał rozpędzonym dodge’em w tłum kontrdemonstrantów. Jedna osoba zginęła, dwadzieścia zostało rannych.

Dla Trumpa wydarzenia w Charlottesville dałoby się sprowadzić do prostego opisu: dwie grupy agresywnych, przeważnie młodych ludzi, skoczyły sobie do gardeł. Dla innych, nawet tych, którzy stanowią polityczne zaplecze Białego Domu, była to konfrontacja Dobra ze Złem. – Biały rasizm jest obrzydliwy. Tu nie ma żadnej moralnej wieloznaczności – powiedział Paul Ryan, republikański przewodniczący Izby Reprezentantów. „Modląc się za Charlottesville, wspominamy fundamentalne prawdy zapisane (...) w Deklaracji Niepodległości: wszyscy zostaliśmy stworzeni równi, wszyscy zostaliśmy obdarzeni przez Stwórcę niezbywalnymi prawami” – napisali dwaj byli prezydenci, George H.W. Bush i jego syn George W. Bush, we wspólnym oświadczeniu.

Po słowach Trumpa, że wina leży po obu stronach, nastąpił eksodus członków rozmaitych ciał doradczych działających przy prezydencie USA: z „rady prezesów koncernów” przy Białym Domu wycofali się przedstawiciele firm Intel, Merck i Under Armour. W środę lokator Białego Domu postawił więc kropkę nad i: „Zamiast wywierać presję na ludzi biznesu, wolę zakończyć pracę Manufacturing Council oraz Strategy & Policy Forum. Dziękuję wszystkim!” – zatwittował. Zadowolone z Trumpa są tylko środowiska, które stały za organizacją wiecu. „Dziękuję, prezydencie, za twoją uczciwość i odwagę powiedzenia prawdy” – napisał na Twitterze jeden z byłych liderów KKK.

W kalkulacjach Białego Domu ta tragedia – która dla prezydentury Trumpa może być przełomowa, bo potwierdza, że obudził demony radykalizmu drzemiące w amerykańskim społeczeństwie – nie ma większego znaczenia: w sondażach prezydent biznesmen ma poparcie niższe, niż mieli jego poprzednicy w najgorszych dniach swoich kadencji. Odwraca się od niego także zaplecze Partii Republikańskiej – odsetek zwolenników wśród wyborców tego ugrupowania w ostatnich tygodniach stopniał z 73 proc. do 59 proc. A jednocześnie w innym interesującym sondażu – w którym zadano pytanie: „Czy będziesz popierać Trumpa bez względu na wszystko?” – liczba twardych zwolenników prezydenta sięgnęła 24 proc. Ta baza najprawdopodobniej po wydarzeniach w Charlottesville tylko okrzepła.

Co więcej, przedłużanie dyskusji na temat konfrontacji w Charlottesville jest Białemu Domowi tylko na rękę. Daje czas na zakulisowe rozegranie . Chodzi w niej zarówno o to, jakie relacje łączą prezydenta z Rosją, jak i o działania, na jakie poważył się lokator Białego Domu, by utrudnić śledztwo mające przynieść odpowiedź na pierwsze pytanie.

Treść całego artykułu można przeczytać w weekendowym wydaniu DGP.

>>> Polecamy: Trump traci poparcie wielkiego biznesu. Prezesi się od niego dystansują

Źródło: MAGAZYN DGP
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Mariusz Janik
Mariusz Janik

Dziennikarz, fot. Materiały prasowe

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj