Od niedzieli w Brukseli trwa szczyt UE, w trakcie którego szefowie państw i rządów mają ustalić kandydatów na najważniejsze unijne stanowiska, w tym szefa Komisji Europejskiej. Szczyt początkowo zaplanowany był na jeden dzień, jednak rozmowy zostały przedłużone do poniedziałku. Po około dziewiętnastu godzinach posiedzenia, które było przerywane rozmowami między unijnymi liderami, szef Rady Europejskiej Donald Tusk zdecydował się zawiesić szczyt do wtorku do godz. 11.

Morawiecki podkreślał w wypowiedzi dla dziennikarzy przed rozpoczęciem wtorkowych obrad, że ważne jest, aby uzgodnić kandydatów, na których zgodzi się "ogromna większość państw członkowskich".

"Nowe czasy potrzebują nowych ludzi, nowych idei, nowych otwarć i dlatego te kryteria, które sobie na samym początku ustaliliśmy i które też są ujęte od strony formalnej są bardzo ważne - chcemy żeby kandydaci byli dobrani m.in. zasadach pewnej równowagi geograficznej" - mówił.

Szef polskiego rządu ocenił, że wtorkowe rozmowy nie zapowiadają się na łatwe. Zarazem dodał: "Wierzę, że w to, że dzisiaj dokonamy bardzo znaczącego postępu, być może nawet uda nam się uzgodnić tutaj na poziomie Rady Europejskiej personalia".

Przypomniał, że Parlament Europejski na najbliższym posiedzeniu, które rozpoczyna się w wtorek wybierze swojego przewodniczącego, a wybór szefa KE musi się odbyć w porozumieniu z PE.

"Jesteśmy teraz w takim kluczowym momencie i jestem dobrej myśli, ale na pewno będą to bardzo trudne rozmowy" - zaznaczył Morawiecki.

Szef polskiego rządu pytany o kolejne spotkania i konsultacje przedstawicieli państw Grupy Wyszehradzkiej odpowiedział, że od niedzieli codziennie odbywają się takie spotkania. Poinformował, że w poniedziałek odbył kilka spotkań bilateralnych oraz konsultacji telefonicznych.

"Polska chce, żeby kompromis był dobry, żeby uwzględniana była perspektywa Polski, krajów Grupy Wyszehradzkiej i Europy Środkowej" - dodał Morawiecki.

Podczas szczytu najpoważniejsza okazała się kandydatura socjalisty Fransa Timmermansa na stanowisko szefa KE, która zarazem stała się problemem nie do przezwyciężenia. Przeciwko Timmermansowi i oddaniu szefostwa w KE socjalistom byli liderzy krajów należących do Europejskiej Partii Ludowej, poza kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Swój sprzeciw wobec Timmermansa zgłosiły państwa Grupy Wyszehradzkiej, w tym Polska, Węgry, Czechy i Słowacja, a także m.in. Włochy.

Jeszcze przed rozpoczęciem szczytu szefowie rządów państw V4 ponownie spotkali się w Brukseli, by skoordynować swoje stanowiska w sprawie obsadzenia głównych stanowisk unijnych.

Do wyłonienia kandydata na szefa Komisji Europejskiej nie potrzeba w Radzie Europejskiej jednomyślności, lecz większości kwalifikowanej. Oznacza to, że "za" musi być co najmniej 21 krajów. Do blokady potrzeba z kolei co najmniej ośmiu państw. Za musi być co najmniej 72 proc. krajów członkowskich, reprezentujących co najmniej 65 proc. ludności Unii.

>>> Czytaj też: Zjednoczenie opozycji opłaca się wszystkim partiom [SONDAŻ]