Forsal logo

Kontrole na polsko-niemieckiej granicy. Dla kogo obostrzenia są najbardziej odczuwalne?

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
27 lutego 2024, 06:47
Granica polsko-niemiecka
Granica polsko-niemiecka/Shutterstock
Przedłużenie okresu kontroli dokumentów na polsko-niemieckiej granicy może uderzyć we wzajemne relacje gospodarcze. Utrudnienia najmocniej dotkną firmy przygraniczne.

Niemieckie federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało niedawno o przedłużeniu przynajmniej do połowy czerwca procedur kontrolnych na granicy z Polską. Jak uzasadniła szefowa tamtejszego MSW Nancy Faeser, decyzja ta "jest konieczna, aby położyć kres pozbawionej skrupułów działalności przemytników, a także, aby ograniczyć nielegalną migrację". 

Podobne obostrzenia Niemcy nałożyli na swoje punkty graniczne z Czechami i Szwajcarią. To utrudnienie nie tylko dla turystów czy lokalnych mieszkańców, z których wielu pracuje, uczy się lub robi zakupy po drugiej stronie granicy, ale także dla przedsiębiorców. 

Jak podkreśla Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie, obostrzenia są najbardziej odczuwalne dla przedsiębiorców z terenów przygranicznych, w tym właśnie z województwa zachodniopomorskiego. Sytuacja jest poważna z kilku powodów.

- Po pierwsze, stacjonarne kontrole, trwające od kilku miesięcy, powodują, że czasem dotarcie do pracy do Niemiec zajmuje pracownikom i przedsiębiorcom od kilku do nawet kilkunastu minut więcej dziennie – mówi Mojsiuk. 

- Drugi problem to powracające protesty rolników i innych zawodów, które również utrudniają przemieszczanie się między krajami. Gdy te dwa problemy się na siebie nałożą, a to już miało miejsce kilkukrotnie, to stajemy w obliczu sytuacji, gdy dotarcie do pracy, do klientów czy do pacjentów staje się utrudnione – dodaje.

Będzie interwencja rządu?

Jak zauważyła, utrudnieniem w ruchu kołowym między Polską a Niemcami są również protesty rolników. W ostatnich tygodniach największe strajki i manifestacje – mające już w zasadzie charakter ciągły – dotyczą przejść na wschodzie Polski (Hrebenne, Zosin, Medyka), ale rolnicy organizują też lokalne protesty w całej Polsce. Część z nich prowadzona była na trasach dojazdowych do Niemiec. Co więcej, polscy rolnicy brali też udział w protestach w Berlinie, zaś ich niemieccy koledzy zapowiadali rewizyty. 

Ten problem też może leżeć w gestii polskiego rządu. Wprawdzie większość postulatów strajkujących rolników skierowana jest do urzędników z Unii Europejskiej, ale sytuację starają się łagodzić nasze władze państwowe. Im rozmowy będą efektywniejsze, tym mniejsze ryzyko kolejnych blokad na polsko-niemieckim pograniczu.

W ocenie Północnej Izby Gospodarczej problem utrudnień w przekraczaniu granicy, wynikający z decyzji rządu federalnego, nie został potraktowany odpowiednio poważnie przez władze centralne i lokalne. Izba oczekuje, że sprawą zajmie się polski rząd oraz przedstawiciele samorządu.

- Jeżeli sytuacja ma trwać nadal przez najbliższe pół roku, to chcemy znać merytoryczne uzasadnienie tej decyzji (np. ilość migrantów zatrzymanych na granicy z Polską) – dodaje prezes Izby.

Ucierpi handel i przepływ pracowników?

Niemcy są największym odbiorcą polskiego eksportu, a zdecydowana większość towarów znad Wisły dostarczana jest transportem kołowym. W zeszłym roku Niemcy kupili od nas – według danych urzędu statystycznego – towary i usługi za 80,3 mld euro (wzrost o 2,5 proc.), a sprzedali za 89,2 mld (spadek o 3,8 proc.). Oznacza to, że łączne obroty wyniosły 169,5 mld euro, o 0,9 proc. mniej niż w 2022 r. 

Mniejsze lub większe utrudnienia w ruchu granicznym mogą więc odbić się na skali wymiany handlowej między oboma krajami. Jak jednak zauważa Laura Hołowacz, ekspert ds. transportu i logistyki, prezes Grupy CSL, Niemcy są największym partnerem gospodarczym Polski (nie tylko jeżeli chodzi o wymianę handlową, ale także o wymianę kadrową). 

- Kontrole w strefie Schengen nigdy nie ułatwiają przepływu towarów, to zawsze wiąże się z wydłużeniem czasu dostawy, a co za tym idzie znaczącym wzrostem kosztów. Te kontrole są kłopotliwe dla sektora transportu, spedycji i logistyki – tłumaczy.

Problem mogą mieć również firmy niemieckie. Nie dość, że mogą na czas nie otrzymać półproduktów czy komponentów z polskich fabryk, to jeszcze mogą wystąpić utrudnienia w niemieckim eksporcie (Polska jest bowiem 5. największym odbiorcą niemieckiego eksportu na świecie).

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Jak bardzo Niemcy są ważne dla polskiej gospodarki? Te dane nie pozostawiają wątpliwości

Źródło: DGP/forsal.pl
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Nikodem Chinowski
Nikodem Chinowski

Dziennikarz DGP. Dziennikarz gospodarczy od 2009 r., reportażysta, obserwator zmian geoekonomicznych na świecie.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraLidl zatrudni 500 nowych pracowników, a dla obecnych szykuje podwyżki. Znamy kwoty. »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj