O wpływie zmian demograficznych na gospodarkę piszemy na Forsal.pl regularnie. Rzadziej zastanawiamy się, jak te zmiany będą rzutować na politykę. A zachodzi tutaj również niemała rewolucja: w jednym z najszybciej starzejących się krajów świata – a taka jest dzisiejsza Polska - dynamicznie rośnie odsetek wyborców w wieku emerytalnym, a kurczy się udział młodego elektoratu. W kolejnych dekadach ten proces jeszcze przyspieszy.
Weźmy dzieci urodzone w 2025 roku. Daj im Boże zdrowie, więc zakładamy tutaj hurraoptymistycznie, że wszystkie dożyją 18. urodzin. Czyli w 2043 roku będzie ich 238 tysięcy. W tymże roku na emerytury zaczną przechodzić Polki z rocznika 1983, w którym urodziło się blisko 724 tys. dzieci. Po odliczeniu zgonów i migracji zagranicznych ten rocznik liczy wciąż około 680 tys. osób i – jeśli nie dopadną nas jakieś nowe pandemie - jest całkiem duża szansa, że wieku emerytalnego dożyje przynajmniej 600 tys. Dotyczy to zwłaszcza kobiet. Czyli tylko w tym jednym roczniku liczebna przewaga 60-latków nad świeżo uprawnionymi do głosowania 18-latkami mocno przekraczać będzie 2:1.
Dokąd zaprowadzi nas ta demograficzna zmiana? Przenalizowali to eksperci dwóch think tanków: Klubu Jagiellońskiego i Instytutu Sobieskiego - Michał Kot, Piotr Trudnowski, Bartosz Marczuk i Tomasz Synowiec. Owocem jest arcyciekawy raport „Głosowanie rodzinne. Jak chronić młodych przed „dyktaturą” seniorów”, Swoją drogą: moją rozmowę z Bartoszem Marczukiem m.in. na ten temat, przeprowadzoną podczas Krynica Forum, można obejrzeć na Forsalu.
Wybory 2027: ostatnia równowaga różnych grup wiekowych. Potem załamanie demografii i... gospodarki?
Autorzy przypominają, że na koniec 2025 r. mieliśmy w Polsce ok. 29,5 mln osób uprawnionych do głosowania. Można wyróżnić trzy podgrupy wiekowe:
- 40–59 lat – takich ludzi było 11 mln i stanowili 36% wyborców
- Powyżej 60 lat – 10 mln, czyli 32,6% wyborców
- 18–39 lat – już teraz było ich najmniej, bo 9,6 mln, a więc 31,4% ogółu wyborców.
Eksperci zwracają uwagę, że żyjemy dziś w okresie niemal idealnej liczebnej równowagi między grupami wiekowymi, ale jest ona chwilowa, a to dlatego, że błyskawicznie powiększa się grupa druga (seniorzy), a topnieje trzecia (najmłodsi).
„W kolejnych latach struktura wiekowa będzie się wychylać coraz bardziej w stronę osób starszych, a zatem interesy tej grupy będą coraz bardziej słyszalne i reprezentowane przez polityków” – czytamy w raporcie.
Co istotne, autorzy oparli się na oficjalnych prognozach demograficznych GUS, a ściślej na tzw. scenariuszu głównym, czyli takim, który sam GUS uznaje dziś za nadmiernie optymistyczny. Demografowie i statystycy widzą, że realny współczynnik dzietności (poniżej 1,1) jest wyraźnie niższy od tego, jaki zakładano nawet w najbardziej pesymistycznych scenariuszach. Rodzi się nam zdecydowanie mniej dzieci. Równocześnie szybciej od prognoz zwiększa się dalsza długość życia Polek i Polaków, co z jednej strony jest zmianą pożądaną, ale z drugiej – wzmacnia efekt starzenia się społeczeństwa. Przybywa nam nie tylko osiemdziesięciolatków, ale też dziewięćdziesięciolatków i stulatków.
Sami oceńcie, jak ogromna jest ta zmiana:
- W 1971 roku (na początku dekady Gierka) w dorosłość wkroczyło blisko 700 tys. Polek i Polaków, a wiek emerytalny osiągnęło 284 tys. Populacja 80+ liczyła mniej niż 200 tys. i była ponad 3 razy mniejsza od populacji 18-latków.
- W 1983 roku w dorosłość wkroczyło ponad 510 tys. Polek i Polaków, a wiek emerytalny osiągnęło 279 tys. osób. 18-latków było wciąż ponad 1,8 razy więcej niż nowych emerytów. Cała populacja 80+ liczyła ok. 600 tys. i pierwszy raz w dziejach była liczniejsza od 18-latków.
- W 2004 roku, kiedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej, dorosłość osiągnęło 613 tys. osób, a wiek emerytalny 444 tys. osób. Populacja 80+ zbliżyła się do miliona.
- W 2020 roku w dorosłość wkroczyło 353 tys. Polek i Polaków, a wiek emerytalny osiągnęło 509 tys. osób. Populacja 18-latków stanowiła więc zaledwie 69 proc. populacji świeżych emerytów. Populacja 80+ wzrosła do 1,4 mln.
- W 2025 r. w dorosłość wkroczyło 396 tys. osób, a wiek emerytalny osiągnęło 435 tys. Populacja 80+ dobiła do 1,65 mln.
Gdybym miał opisać cały ten proces jednym zdaniem, to bym to ujął tak: Pół wieku temu w dorosłość wkroczyło w Polsce 2,5 razy więcej osób niż przeszło na emeryturę, a w 2043 r. będzie dokładnie odwrotnie.
Nie trzeba tu żadnego uczonego wywodu, by uzasadnić, że potrzeby ludzi starszych, zwłaszcza po osiemdziesiątce, są diametralnie inne niż młodych singli, nie wspominając o rodzinach z małymi dziećmi. Dzisiaj – w okresie „równowagi sił wyborczych” – politycy muszą się w miarę równo pochylać nad tymi potrzebami, próbując dogodzić wszystkim. Ale już po 2030 r. w wiek emerytalny będą wchodzić liczne roczniki tzw. echa wyżu demograficznego, urodzone w latach 70., a następnie 80. I wtedy istotnie zmienią się proporcje między grupami wyborców. I za trzy dekady grupa najmłodszych uprawnionych do głosowania będzie niemal dwa razy mniej liczebna od grupy 60+.
Seniorzy stanowić będą wtedy wśród ogółu wyborców 45 proc. I to wedle wspomnianego – nadmiernie optymistycznego - scenariusza GUS. Zaś jeśli widoczny obecnie trend ku dalszemu obniżaniu dzietności utrzyma się przez kolejne lata, to seniorzy uzyskają wśród potencjalnych wyborców bezwzględną większość.
Powie ktoś: nie wszyscy uprawnieni do głosowania chodzą na wybory. Faktycznie, frekwencja w ostatnich wyborach do parlamentu (2023 r.), rekordowa w dziejach, wyniosła niespełna 75 proc. Ale trzeba pamiętać, że właśnie najstarsi wyborcy są szczególnie zdyscyplinowani, czyli – najliczniej angażują się w wybory. Co jeszcze wzmocni ich przewagę w kolejnych elekcjach.
Efekt? Jak wskazują autorzy raportu, w demokracjach przybywać będzie osób starszych i to one będą zyskiwać nieproporcjonalnie duży wpływ na wyniki wyborów i decyzje polityczne. A to musi powodować określone konsekwencje: odpowiedzią polityków będzie oferta kierowana do starszego pokolenia, z pominięciem młodszych. „Może to rodzić katastrofalne skutki wynikające z krótkiej perspektywy podejmowanych decyzji, negatywną spiralę demograficzną, wreszcie załamanie wzrostu gospodarczego i inwestycji kosztem bieżącej konsumpcji”.
Demografia i budżet: wraz ze starzeniem się społeczeństwa maleje liczba osób płacących najwyższe podatki
W najnowszym tygodniku Polskiego Instytutu Ekonomicznego Paula Kukołowicz zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt: wedle analiz OECD, starzenie się społeczeństw prowadzi do znaczącego obniżenia dochodów podatkowych państw - czyli możliwości finansowania usług publicznych oraz zasiłków, w tym 800+ oraz 13. i 14. dla emerytów.
Główną przyczyną jest malejący udział osób w wieku 35-60 lat w populacji wszystkich analizowanych państw. Obecnie w krajach OECD osoby w tym wieku odpowiadają za ok. 50 proc. całkowitych przychodów podatkowych państw. W cyklu życia jednostek średnia wartość podatków płaconych przez jedną osobę rośnie dynamicznie między 20. a 40. r.ż. i osiąga szczyt około 50-54. r.ż., potem zaś stopniowo maleje.
Tymczasem w perspektywie 2060 r. liczba osób w wieku 20-64 lata zmniejszy się w Polsce z 22,9 mln do 16,5 mln, a ich udział w liczbie ludności spadnie z ok. 60 proc. do niespełna 50 proc. W tym samym czasie liczba osób w wieku 65 lat i więcej wzrośnie z 7,3 mln do 10,9 mln, a ich udział w populacji – z 19 proc. do blisko 33 proc. Dla porównania, w krajach OECD udział osób w wieku 20-64 lata obniży się średnio z 57 proc. do 53 proc.
Mówiąc najbrutalniej: starsi wyborcy, w związku z rosnącymi potrzebami swojej powiększającej się grupy, mogą przegłosować nałożenie na coraz mniej liczną grupę młodszych wyborców radykalnie wyższych obciążeń podatkowych i składek. Bo w przeciwnym razie ani system podatkowy, ani tym bardziej emerytalny nie mają szansy się spiąć.
Weźmy same emerytury: według projekcji KE relacja przeciętnej emerytury do przeciętnego wynagrodzenia spadnie z 58 proc. w 2022 r. do 27 proc. w 2060 r., a przy kwocie wolnej w wysokości 30 tys. PLN rocznie niskie emerytury nie generują wpływów z PIT. Z kolei majątek starszych Polaków ma przede wszystkim postać mieszkań, które są opodatkowane według powierzchni, a nie wartości. Dodatkowo spadki w najbliższej rodzinie są zwolnione z podatku. „Nie możemy zatem spodziewać się istotnych wpływów podatkowych w związku z rosnącym udziałem osób w wieku emerytalnym” – konkluduje ekspertka. Młodzi mogliby wprawdzie postulować obłożenie seniorów innymi podatkami, np. katastralnym (od wartości nieruchomości). Ale jak niby mieliby przegłosować taki pomysł, skoro seniorów będzie dwa razy więcej i będą oni mieli dominującą reprezentacje w Sejmie i Senacie?
Jak pisze ekspertka PIE, „największy potencjał łagodzenia podatkowych skutków starzenia tkwi w wydłużeniu aktywności zawodowej”. Czyli – w praktyce - trzeba by podwyższyć wiek emerytalny. Bo obecny, dobrowolny, proces wydłużania pracy nie ma pożądanej skali i zapewne nigdy jej nie osiągnie.
Jedna próba podwyższenia ustawowego wieku emerytalnego, w o wiele bardziej sprzyjających okolicznościach społecznych, została już podjęta – i skończyła się porażką w wyborach, a w konsekwencji – oddaniem władzy na dwie kadencje. No, to szczęścia życzę!
Demografia a wybory 2039: Rodzice i opiekunowie zagłosują także dodatkowymi głosami swoich dzieci?
Klub Jagielloński i Instytut Sobieskiego połączyły siły nie po to, by sobie ponarzekać na demografię i jej polityczne skutki – ale aby zainicjować w Polsce poważną debatę na temat głosowania rodzinnego zwanego i dyskutowanego w świecie pod nazwą Demeny voting. Przypominają, że "Polska była jednym z pionierów przyznania praw wyborczych kobietom. Działo się to wszystko ponad 100 lat temu, w pamiętnym listopadzie 1918 r. Po nas były m.in. USA, Wielka Brytania, Francja czy Szwajcaria".
„Nieco ponad 100 lat temu nadawanie prawa wyborczego kobietom wydawało się równie abstrakcyjne, jak wcześniej zniesienie cenzusów majątkowych czy pochodzenia. Dziś to standard i nie umiemy sobie wyobrazić demokracji, w której tak istotna grupa obywateli nie jest reprezentowana. Tak samo powinno być z tzw. głosowaniem rodzinnym. To idea, która coraz głośniej przebija się do debaty publicznej w wielu krajach świata – niedawno mówił o niej wprost wiceprezydent USA J.D. Vance. Dyskutowano o niej poważnie m.in. w Niemczech, Japonii czy na Węgrzech” – czytamy w raporcie.
Wedle autorów, powinniśmy w tej sprawie „uciec do przodu”, nie obawiając się oryginalnego, nieszablonowego myślenia. Przekonują, że możemy, jako Polska, zostać światowym liderem zmiany dotykającej samego serca demokracji: nadania praw wyborczych rodzicom w imieniu ich dzieci.
Eksperci przypominają, że oddawanie głosów za dzieci przez ich rodziców jest i było rozważane bardzo poważnie w wielu krajach świata, ale do tej pory nie zostało wdrożone w 100% w żadnej demokracji. W Polsce największy rozgłos model ten uzyskał za sprawą Jarosława Gowina, który jako lider Polski Razem opowiadał się za tym pomysłem w 2013 r. Postulat ten powtarzał też jako wicepremier i lider partii Porozumienie. Dzisiaj o głosowaniu rodzinnym wspomina w swoim programie Stowarzyszenie Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego. W USA propozycję tego rodzaju wysunął wiceprezydent J.D. Vance.
Na świecie koncepcja ta znana jest jako Demeny voting (głosowanie Demeny’ego), od nazwiska zmarłego w 2024 r. węgierskiego demografa Paula Demeny’ego. Faktycznie nie jest on jej twórcą (pomysł jest znacznie starszy i był częściowo stosowany w różnych częściach świata), ale nazwę wypromowali inni demografowie, a w skali globalnej – badacze z Japonii.
Swoją koncepcję Demeny zaprezentował już w 1986 r. w artykule Pronatalist Policies in Low-Fertility Countries: Patterns, Performance, and Prospects zamieszczonym w czasopiśmie „Population and Development Review”.
Jak miałoby to wyglądać w praktyce, Demeny wyjaśniał m.in. w 2011 r. podczas wystąpienia w Japonii: albo matki głosują za córki, a ojcowie za synów, albo każde z rodziców otrzymuje połowę głosu za każde dziecko do czasu uzyskania przez nie prawa do głosowania. Ta ostatnia koncepcja przyjęła się jako najbardziej klasyczna wizja głosowania rodzinnego.
W omawianym raporcie można znaleźć też inne propozycje:
- Norweski socjolog Stein Ringen w wydanej w Oksfordzie w 1997 r. książce Citizens, Families and Reform postulował, aby wszystkie dodatkowe głosy przydzielić matkom, argumentując to ich większą skłonnością do uwzględniania interesu dzieci.
- Gerd Grözinger postulował dopuszczaną przez Demeny’ego opcję głosowania przez ojców za synów i przez matkiza córki, argumentując to badaniami nad preferencjami politycznymi wynikającymi z płci.
- Alfred Sauvy sugerował, aby matki głosowały za dzieci do 10. roku życia, a ojcowie – za dzieci w wieku 11–20 lat (w tamtym momencie czynne prawo wyborcze przysługiwało we Francji od 21. roku życia).
Autorzy raportu przywołują debaty, jakie odbyły się na ten temat w Japonii, Francji (gdzie pomysł był bliski wcielenia w życie), Niemczech, Singapurze oraz Węgrzech, a ostatnio także w USA. I proponują debatę nad własną koncepcją. Ta debata miałaby się zakończyć przegłosowaniem ostatecznej propozycji systemu głosowania rodzinnego w referendum w 2035 (czyli wraz z planowanymi na ten rok kolejnymi wyborami parlamentarnymi).
Jesteście gotowi do rozmowy na ten temat?
Raport znajdziecie tu: https://klubjagiellonski.pl/wp-content/uploads/2026/10/glosowanie-rodzinne-raport-klub-jagiellonski-i-instytut-sobieskiego.pdf
Dziennikarz, publicysta, felietonista Forsal.pl i Dziennika Gazety Prawnej, laureat wielu nagród i wyróżnień dziennikarskich, m.in. Nagrody Grabskiego i Nagrody Kwiatkowskiego.

